komentarze [46]
PAMIETNIK MERC PISANY PARĘ GODZIN PRZED ŚMIERCIĄ
Nie będę się zastanawiała jak zacząć. Napisze po prostu – dzisiaj zasnę. Wiem już na pewno. Jakie to uczucie wiedzieć? Żadne... w tym problem że TO nie ma emocji. TO jest czymś czego nienawidzę chociaż tak naprawdę tego nie znam.
Muszę powiedzieć Billowi. Nie wiem jeszcze jak to zrobię. Boje się, ale nie samej tej rozmowy. Boje się że nie pomogę mu zrozumieć ze tak musi być. Sama przecież nie umiem się z tym pogodzić. Jestem taka bezsilna. On nie może się dowiedzieć ze czarne anioły mogą umrzeć dopiero jak spotkają swojego podopiecznego. Poczuł by się winny. Swoja drogą jestem ciekawa kim był mój. Poznałam go bardzo dawno temu, ale tego nie pamiętam. To było jeszcze przed wypadkiem. Mam mi opowiadała ze byłam wtedy jeszcze mała. Zgubiłam się w jakimś wielkim mieście i wszyscy mnie szukali. W końcu nawet policja zaczęła tracić nadzieje. Aż tu nagle w środku nocy sama znalazłam drogę i wróciłam do domu. Powiedziano mi wtedy że musiał mną pokierować jakiś anioł. Szkoda że go nie pamiętam...
Znowu pada. To niebo płacze. Świat się ze mną żegna.
Czy ja napisze że nie che to, to coś zmieni ??
Chciałabym przeżyć każdą z chwil odkąd tutaj przyjechałam jeszcze raz.
Kolejny raz dosyt słów...a może brak? Tak dla mnie brak słów w jakie mam ująć co czuje...
Emocje...
Czasem gotują się jak wrzątek ,wtedy mogą ogrzać... lub poparzyć
Czasem zimne jak lód chłodem zabijają sens ,usypiają dusze...
Czy naprawdę nie można mieć wszystkiego??
Otóż można trzeba tylko dobrze zdefiniować słowo "wszystko", bo wszystko mamy wtedy gdy nie chcemy nic więcej...
I tutaj odnalazłam lekarstwo na chorobę duszy... nie chcę od losu już niczego.. czekam co dostanę i zniosę wszystko bo wierze że jestem szczęśliwa z tym co mam, a resztę dostane jak zasłużę...
Co ja plotę ?? Przecież tym razem wiem co mnie czeka. Ze strachem gdzieś w środku, czekam na wyrok. Nie, to nie wyrok. Wyrok ktoś dał mi już dawno temu. Kiedy powiedzieli mi że mam nawrót, nie pytałam czy są szanse. Wtedy zrozumiałam ze to już koniec. Ta cholerna choroba spała we mnie przez tyle lat Gdybym tylko wiedziała w którym momencie się obudziła, zniszczyła bym tą chwilę i zabiła jej istotę. A jeśli... tak... Ten rak obudził się w momencie gdy poznałam Billa. Przez cały rok zabijała moje ciało. Jaka to ironia. Wystarczyła jedna minuta aby odwołać wyjazd do Niemiec. Nigdy bym ich nie poznała, a moje życie trwało by nadal. Egzystowałam bym gdzieś pomiędzy szarą plamą na ścianie a głosami echa w mojej głowie. Ale nie musiała bym odchodzić. A teraz? Żegnam się słowami których nienawidzę teraz tak bardzo. Nienawidzę rąk które to piszą, nienawidzę serca które to dyktuje.
Nie, nie cofnęła bym czasu. I choć miałabym umierać jeszcze ze sto razy, zrobiła bym to. Bo już teraz wiem że prawdziwa śmierć jest niczym w porównaniu do prawdziwego życia. Zabrakło anioła? Nie.. ich nigdy nie brakuje, ale niektóre anioły to też ludzie pamiętasz?
Ich skrzydła są czarne, one tez grzeszą... one też błądzą, ale są i czasem to ludzie je odrzucają tłumacząc sobie ze ich brak powoduje katastrofę....
Czy można kochać tak bardzo aby pozwolić komuś odejść?? Jak wielkie musi być oddanie by pozwolić sobie na pęknięcie na pół. A może czasem brak odwagi na stawienie czoła światu pozostawia tylko negatywne wybory??
Koniec...Nie che żyć wierząc ze koniec istnieje
Jest dzisiaj
Ta chwila
Wiec zatrzymajcie wskazówki zegara
Zapalcie świecę tak by jej ogień ogrzał wasze serca
I szepnijcie że wasze życie właśnie się zaczęło
Bo wy znacie siłę szeptu
Bo jesteśmy tylko jednostką
Bo jesteśmy aż jednymi z miliarda istnień
Warto wierzyć, że to ma sens
Dlaczego??
Bo tutaj mogło go zabraknąć...
Nie napiszę, żadnych życiowych rad. Nie umiem. Żyłam jeszcze zbyt krótko.
Tak. Często myślę co by było, gdyby moje Zycie potoczyło się dalej. Ile pięknych chwil bym z wami spędziłam.
Dlatego zróbcie coś dla mnie. Żyjcie tak, jak ja starałam się was nauczyć. Cieszcie się każdą chwilą, tak jakby była waszą ostatnią. Uśmiechajcie się nawet do deszczu. Gońcie księżyc w nocy i łapcie babie lato za dnia. A jeśli spotkacie kogoś smutnego, porostu go przytulcie. Nie mówcie będzie dobrze. Nie pytajcie dlaczego. Bądźcie. To naprawdę wystarczy.
Jeśli jednak poczujecie taką potrzebę – płaczcie. To dobre łzy.
Ja też wiele razy płakałam. Wylewałam może srebrnych perełek.
Teraz też płaczę.
Nie napiszę żegnajcie, bo nie potrafię. Nie napiszę do zobaczenia, bo nie ode mnie to zależy. Napiszę po prostu KOCHAM, bo to będzie jedyne z moich słów które nigdy nie przyjmie formy przeszłej.
Chłopak wybiegł w pośpiechu. Tom zrozumiał, że on po prostu musiał.
Wsiadł samochód i rozkazał, ocierającemu łzy Johnowi jechać do szpitala.
- ale czy to ma sens ? – spytał kierowca
- Po... – głos chłopaka grzązł w gardle – Po prostu jedź ! – powiedział na lekkim bezdechu.
Oddychał głośno i nieregularnie. Oparł się głowa o zimną szybę. Teraz już wszystko było takie zimne. Świat nagle zrobił się szary. Gdy zauważył jak przejeżdżają obok znajomego placu zabaw, zamknął oczy. Czuł jak słone łzy pieszczą jego delikatne polika.
Dobrze pamiętał, jak lubiła tam przesiadywać. W środku nocy siadała na żółtej huśtawce i z gracja małego dziecka odbijała się stopami od podłoża.
- czego pragniesz ? – spytał siadając na huśtawce obok
- niczego – odpowiedziała bez zastanowienia
- Jak to niczego ? Każdy o czymś marzy ! – podburzył się lekko
- Owszem, ja również posiadam marzenia – uśmiechnęła się pod nosem
- Ale ... – nie zrozumiał
- spytałeś czego pragnę, a ja ci odpowiedziałam niczego, ponieważ niczego nie chcę – wytłumaczyła mu
- Ale to, to samo ! – stwierdził stanowczo
- I tutaj się mylisz – uśmiechnęła się ponownie i zatrzymała bujającą się lekko huśtawkę – pragnienia, to takie nasze zwykłe zachcianki, a marzenia to coś więcej. To takie plany na przyszłość. Coś do czego czujemy się stworzeni. Coś bez czego nie wolno nam żyć naprawdę – spojrzała w niebo, oblane mnóstwem gwiazd
- no nawet jeśli – chłopak ustąpił – to pragnienia tez ma każdy !
- Ehh no dobrze – westchnęła i spojrzała na niego – więc jakie ty masz pragnienia ?
- chciałbym być naprawdę bogaty i sławny ! – zamyślił się - i oczywiście chciałbym znaleźć kobietę którą bym kochał.
- Dobrze – powiedziała spokojnie – Powiedzmy że masz już to wszystko. I teraz jesteś szczęśliwy ?
- Tak – odpowiedział pewny siebie
- Jednak gdybyś stracił choć jedną z tych rzeczy twoje szczęście prysło by jak bańka mydlana...
- do czego zmierzasz ? – spytał podirytowany
- Jakaż to ironia – zaśmiała się – popatrz – zwróciła się do niego – całe życie dążysz by osiągnąć wszystkie swoje cele, aby zaspokoić pragnienia. Nie będziesz szczęśliwy, dopóki nie zdobędziesz wszystkiego. Jednak jeśli stracisz choćby jedną z tych rzeczy, całe to dążenie uznasz za niepotrzebne. – spojrzała pod nogi i zaczęła grzebać prawą stpa w piasku – Bill – powiedziała przerywając milczenie – nie łatwiej było by po prostu niczego nie chcieć i cieszyć się tym co się ma ?
- Chyba tak ... – spojrzał jej głęboko w oczy
- Tylko wtedy naprawdę będziesz się cieszył gdy cos dostanie. Widzisz nic nie przychodzi do nas bez powodu. – uśmiechnęła się – Nie mam pragnień ponieważ, jestem szczęśliwa. Życie nauczyło mnie mieć wszystko, wystarczy nie chcieć niczego więcej ...
- Bill – poczuł szturchnięcie – już jesteśmy – oznajmił mu John.
Chłopak bez słowa wbiegł do szpitala.
Ostry zapach wdzierający się jego nozdrza przyprawił go o lekki zawrót głowy. Wytarł klejące się polika.
3 piętro. To tutaj.
Długi korytarz, prowadzący bez pośrednio do pokoju 213.
Mimo iż szedł szybko, zdawało mu się że płynie. Ściany już nie stały w pionie, tylko chwiały się w jakichś odległych nieznanych mu przestrzeniach.
Zobaczył wysokiego lekarza. Odepchnął go jednak lekko ręką i wbiegł do pokoju.
- Jej serce zatrzymało się dokładnie o godzinie 1.00 – zaczął lekarz widząc, że chłopak stał już w progu. – podczas dwunastu minut reanimacji, nie zaszły żadne zmiany. Umarła. – kontynuował – zrezygnowani odłączyliśmy wszelką aparaturę – położył ciężką dłoń na ramieniu chłopaka i wtedy o godzinie 1.13 – przełknął ślinę – wszystkie czynności życiowe, tak nagle powróciły do normy.
Lekaż mówił coś jeszcze, jednak Bill już go nie słuchał, patrzył teraz na obraz znajdujący się za pustym szpitalnym łóżkiem.
Na dużym parapecie siedziała młoda dziewczyna. Jej długie czarne włosy oplatały wpół nagie ramiona. Światło przedzierające się przez szybę oblewało jej postać. Patrzyła gdzieś przed siebie. Skulona, obejmowała swoje kolana.
- M – Merc ? – wydusił z siebie chłopak
- Bill ! – krzyknęła i pełna radości zeskoczyła z parapetu
- Ale jak .. ? – spytał przytulając ją do siebie
- Nie wiem .. – poczuła jak łzy spływają jej z oczu – Po prostu nie wiem...
Nic już nie mówili. Stali objęci. Znowu razem. Nie !
Oni nawet na chwilę nie przestali być razem. Dwoje niesfornych kochanków. Nastolatkowie którzy mieli śmiałość przerwania kanonu Romea i Juli. Z wyrytymi na sercach swoimi imionami, mieli iść tak już do końca świata, a może i jeden dzień dłużej...
Spytacie dlaczego ? Dlaczego uśpione raz życie, narodziło się ponownie. Jaka siła, była wstanie przerwać i zakłócić przeznaczenie ?
Odpowiedź jest prosta, lecz może nie oczywista. Bóg. Tak, ten sam według którego woli, mieli zostać rozłączeni.
Jednak mylicie się myśląc iż urzekło go ich cierpienie. Nie uległ wylanym przez przyjaciół łzą.
Czasami, po prostu dzieją się rzeczy nie zależne nawet woli tych najwyższych.
Błąd ? Pomyłka ? przeoczenie ? Nie...
Nieprzewidziany zbieg okoliczności.
Merc i Bill nie pytali. Nie szukali odpowiedzi na wszystkie pytania. A może oni po prostu wiedzieli ? zrozumieli kiedy ta historia zaczęła się tak naprawdę...
Kilkanaście lat temu, mała dziewczynka jedzie wraz z liczna rodziną do wujka, na wakacje. Czarnowłosa i pulchna istotka, gubi się jednak w środku nocy, gdzieś pomiędzy domami. Właśnie wtedy spotyka Jego. Są równego wzrostu. On ma blond włosy i ogromne czekoladowe oczy. Nie zamieniają ze sobą słowa. Po chwili wpatrywana w siebie chłopak pokazuje jej ręka gdzie ma iść. Cudownym trafem znajduje właściwą drogę.
Parę lat później ma wypadek w którym traci pamięć. Nieznajomy, który jej pomógł staje się postacią kolejnej opowieści jej mamy.
Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie mały, praktycznie nieistotny szczegół. Podczas spotkania, wtedy w Niemczech, tamta dwójka nie wymieniła się dotykami.
Tak Bill był aniołem Merc. Niestety nie mógł o tym wiedzieć, ponieważ w momencie ich spotkania nie mógł pojawić się charakterystyczny znak.
Spytacie dlaczego gdy już się dotknęli tylko Merc go miała.
To proste. Ona już wtedy wiedziała. Jej wiara była silniejsza. Więc gdy umarła okazało się , że bramy nieba są dla niej jeszcze zamknięte. Przecież jej anioł nadal żył.
Banalna miłość dwojga aniołów, przewróciła całym światem. Zwykły przypadek okazał się zbawienną mocą.
A może to tylko bajka ? Sen który przyśnił się każdemu spośród grupki przyjaciół.
Przecież, równie odważnym było by stwierdzenie iż jakaś wnętrza siła i ogromna miłość pozwoliła im tak trwać aż do końca.
Nieistotne.
Interpretacje pozostawiam wam. Neutralnym czytelnikom...
No nareszcie postawiłam ostatnia kropkę. Myślałam że nigdy tego nie skończę. A mówili mi że pisanie tego ręcznie to samobójstwo. No proszę po raz kolejny Merc was zaskoczy. Musze to jeszcze tylko schować i skończone.
No proszę mój stary pamiętnik. Dawno do niego nie zaglądałam.
- Merc!
- już idę
Kurcze znowu się nie mogę wyrobić.
Poczeka jeszcze trochę. I tak się przyzwyczaił.
O coś mi wypadło. Kto by pomyślał, szukałam tego zdjęcia. To było w Bremen. Pamiętam jakby to było wczoraj. Az trudno mi uwierzyć że to było tak dawno temu.
A teraz mam na palcu wytatuowaną obrączkę z jego imieniem. Jest śliczna. W końcu sami ja zaprojektowaliśmy. Na początku cholernie mnie bolała. Ale udawałam twardą jak zawsze. Dopiero kiedy zaczął się śmiać z mojej miny przyznałam się ze mnie boli. Wtedy złapał mnie swoja prawą ręką za moja prawą dłoń. Od razu mi ulżyło.
To już pół roku odkąd zaciągnęłam go przed ołtarz. A tak się zarzekał że nigdy. A jednak.
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Pojechałyśmy z dziewczynami na warsztaty taneczne do Paryża. Chłopaki nie mogli jechać z nami bo mieli koncert. Nie podejrzewałam że to wszystko był jeden wielki spisek. Wszystko zaplanował. Miała być uroczysta kolacja w pięknym apartamencie z widokiem na wierzę Eiffla , orkiestra z muzyką i purpurowy wystrój. Chciałabym widzieć jego minę gdy się okazało że wszystko popsułam idąc na spacer. Dziewczyny mówiły że wybiegł nic nie mówiąc. Wiedział gdzie mnie szukać. Stałam na „naszym” moście. Był środek nocy. Zimny wiatr drażnił moja twarz. Powietrze było strasznie rześkie. Na niebie miliardy gwiazd spowite delikatna mgiełka. Gdzieś w tle oświetlony Paryż.
- Paryż zawsze tu będzie – powiedział ponętnym głosem. Zaskoczył mnie. Pomijając fakt że śmiertelnie się przeraziłam nie wiedziałam że oglądał „Casablance”. Dopiero później przyznał się że przeczytał „11mint” po tym jak zachwalałam ta książkę przez prawie miesiąc.
- kocham cię – usłyszałam nagle
- ja ciebie bardziej – zażartowałam ale on się tylko uśmiechnął. Poczułam ze coś się święci. Uklęknął i jak gdyby nigdy nic wyciągnął czerwone pudełeczko z kieszeni. Spytał się czy za niego wyjdę. Nie wiedziałam co się dzieje. Pamiętam tylko ze krzyknęłam tak. Nie czułam już zimnego. nie drażnił mnie wiatr. W moim sercu zapanowało wieczne lato.
Bill. Tak kocham go.
- Mercu idziesz??
- a tak już idę – wystraszył mnie. Musiałam się naprawdę grzebać bo wchodził na górę dopiero jak nie ma mnie dłużej niż pół godziny.
Lubię dotykać jego dłoni. Kompletnie się nie zmieniły. Czarny lakier zmywał tylko kiedy mieliśmy spotkać się z moją mamą. Trudno, ale chociaż na tyle go namówiłam.
20 czerwca. To ta data. Wiem że to dziwne ale to ona jest dla nas najważniejsza. Poznaliśmy się dokładnie 4 lata temu. To wtedy wszystko się zaczęło.
Na szczęście znowu udało mi się go wyciągnąć na spacer. Jaki on jest czasami leniwy. Wszędzie chciałby żeby mu ten chudy tyłek wożono.
No jeszcze tylko jakieś 20 minut i będziemy na miejscu. Uwielbiam ten mały staw na uboczu. Chodziliśmy tam jeszcze jak nie byliśmy razem.
- dzień dobry
- dzień dobry
Wszyscy się tutaj znają. Chociaż gazety już dawno sobie odpuściły mam wrażenie że jesteśmy tematem numer jeden właśnie tutaj. Słyszałam ostatnio jak dwie nastolatki mówiły że nam zazdroszczą. Że jesteśmy tacy szczęśliwi. Wymyśliły różne historię o tym jak mogliśmy się poznać i jak doszło do tego że jesteśmy razem. Niektóre były bardzo zabawne a inne szalenie romantyczne.
Ehh gdyby tylko znały naszą prawdziwa historię ...
Ee
I tak by nam nikt nie uwierzył.
***************************
TYM RAZEM TO JUŻ NAPRAWDĘ KONIEC
NIE MOGŁAM ZABIĆ MERC
UŚWIADOMILIŚCIE MI ŻE JEST NA TO ZBYT SILNA
ONA CHOC Z POCZĄTKU STWORZONA PRZEZEMNIE ZYŁA WŁASNYM ŻYCIEM
ONA PODNIOSŁA SIĘ DZIĘKI WAM
I DLA WAS BEDZIE SZŁA DLAJE
NA PRZEKÓR INNYM, BEDZIE SZCĘŚLIWA
NIE PRZESTANĘ PISAĆ
NIE POTRAFIĘ
ZACZYNAM 2 KOLEJNE OPOWIADANIA
WSTEPY DO NICH BĘDA PRAWIE IDENTYCZNE, NATWOMIAST ROZWINIĘCIE ZUPEŁNIE INNE
MAM PROŚBĘ
JEŚŁI CHCECIE BYĆ POWIADAMIANI O NOTKACH NA GADU NAPISZCIE TO NA GADU POD NUMERM 2615770 ( TYLKO CI KTÓRZY SIE ODEZWA BĘDĄ PWOIDAMIANI PRZEZ GADU, TA PROŚBA GŁÓNIE DO OSÓB MAJĄCYCH BLOGI NA ONECIE)
INNI JEŚLI CHCĄ BYĆ POWIADAMIANI NA BLOGACH NIECH PISZĄ PORPSOTU KOMENTARZE, I W TEN SPOSÓ BĘDĄ POWIADAMIANI :)
POZDARWIAM WAS KOCHANIO
WASZA MERC
mona-lisa.mylog.pl opowiadanie o th
rumba.mylog.pl - opowiadanie bez th ( niektózy mogą je już kojażyć z blogu rumba-i-tancereczka:))
taniec-we-mgle.mylog.pl - jakby ktoś chciał wiedziec co się u mnie dzieje - mój internetowy pamiętnik :)
WESOŁYCH ŚWIĄT
ps. wybiera się ktos na koncert th w Warszawie ?? ja będę :D
komentarze [46]
PART 100 => ZAMKNIJ OCZY I PATRZ ... >> piątek, 15 grudnia 2006 12:09:22
komentarze [43]
- ciężko nam to wytłumaczyć – zaczął wysoki lekaż – ale wygląda na to że wasza przyjaciółka tak po prostu się obudziła. Oczywiście nie oznacza to zupełnego powrotu do zdrowia, ale zawsze jest jakaś nadzieja....
- Możemy ją zobaczyć ?? – sptał Bill, przerywając jednocześnie lekarzowi
- Tak, ale tylko na chwilę, to był wstrząs dla jej organizmu.
- Mercuś ! – krzyknęła Ania, podbiegając do łóżka na którym leżała czarnowłosa. – Ja wiedziałam, że z tego wyjdziesz – mówiąc to, czuła jak do jej oczu zaczynają napływać łzy szczęścia.
- Kocham cię wiesz ? – Bill złapał ją delikatnie za rękę, a ona szeroko się uśmiechnęła.
Była jeszcze blada i słaba. Nie wstawała z łóżka przez tyle czasu, że wydawało jej się że już nawet nie pamięta jak się chodzi. Patrzyła tak na rozpromienione twarze przyjaciół i poczuła, jak mała łza wypływa z kącika jej lewego oka.
- cieszę się, że was widzę – powiedziała cicho, ale wyraźnie
- Teraz już wszystko musi być dobrze – odezwał się Tom, obejmując lekko Gabi
- Widzę, że wiele się zmieniło – powiedziała już głośniej
- Nie bój się, wszystko ci opowiem – Bill usiadł n a skraju jej łóżka. Niestety gdy zaczął się pochylać nad jej twarzą, ześlizgnął się z prześcieradła i z hukiem zleciał na ziemię.
- Bill ja wiem że ty byś bardzo chciał być blisko mnie – Zaczęła Merc, ledwo powstrzymując się od śmiechu – ale uwierz mi, nawet jak się połamiesz, to będziesz leżał na innym oddziale – cała paczka wybuchła śmiechem, łącznie z czarnowłosym, który już po chwili się podniósł.
Po 10 minutach zostali wyproszeni przez lekarza. Powiedział, żeby pojechali do domu. Tutaj nie są już wstanie nic zdziałać, a i im przyda się chwila odpoczynku.
Posłusznie, ale niechętnie udali się do domu Maxa. Był już środek nocy więc ułożyli możliwe najwięcej spań w salonie. Nie chcieli się rozdzielać. Ostatnie wydarzenia zbliżyły ich do siebie jeszcze bardziej. Wiedzieli że mogą na siebie liczyć na każdym kroku. Byli swoistą rodziną, rodziną która dla większości z nich była często jedynym oparciem.
Pierwsza doba po przebudzeniu ze śpiączki, miała być decydująca. Tak bardzo chcieli być teraz przy niej. Ona jednak rozumiała że im nie wolno. Czuła ich obecność tuż obok.
Wszyscy prócz Billa położyli się dwójkami.
Zamknął oczy. Nawet nie wiedział kiedy zasnął. Lecz tak jak odkąd poznał Merc sny kojarzyły mu się z błogą przyjemnością i spokojna nocą, gdy w powietrzu unosił się jej zapach, tak teraz wydawał mu się przykrym bytem gdzieś pomiędzy życiem a nicością. Już nie bał się myśleć że się od niej uzależnił. W każdej chwili mógł wstań i nagłos powiedzieć że nie wyobraża sobie dnia bez dotyku tych porcelanowych dłoni.
Poczuł na twarzy powiew lekkiego wiatru. Nie był ani zimny ani ciepły. Po prostu nijaki, tak jak teraz stan w którym się znajdował. Zbagatelizował nagły podmuch. Bał się otwierać oczu. Każda kolejna sekunda gdy były zamknięte pozwalała mu się łudzić, że może wydarzenia sprzed ostatnich dni to zwykły koszmar, który pryśnie jak bańka mydlana gdy tylko czarnowłosa jak zawsze obudzi go delikatnym muśnięciem ust.
Poczuł jak coś na sofie się poruszyło i bynajmniej nie był to on. Otwarł oczy przepełnione złudną nadzieją. Niestety poza ułożeniem ciała Ani wtulającej się teraz jeszcze bardziej w ciało Gustava, nic się nie zmieniło. Wszyscy spali słodko i lekko.
- „ jak oni tak mogą” – pomyślał czując do nich żal i smutek. Przecież tyle wniosła w ich życie a oni teraz spokojnie spali podczas gdy ona walczyła o każde kolejne uderzenie swojego małego serduszka. Gdyby tylko Bill mógł wiedzieć dlaczego ich powieki spoczywały tak spokojnie. Gdyby otwarł oczy chwile wcześniej widział by jak dłoń bez dotyku której nie potrafił żyć jeszcze chwile temu dotykała ich twarzy. Gdyby złudna nadzieja nie zaprzątała mu głowy zobaczył by jak usta budzące go co rano, delikatnie całują ich jeszcze wilgotne od słonych łez polika.
Spojrzał na duży zegar wiszący na ścianie. Dobrze pamiętał jak namawiała Maxa przez 2 dni żeby kupił tego - jego zdaniem – starego grata.
Była godzina 24. 47. zdziwił się ze bez problemu odczytał ja z taka dokładnością. Tylko Merc minuty nigdy się nie zlewały. Ale jej czas i tak zawsze był płynny. Czasem zdawało mu się ze dla niej nie ma żadnej różnicy między dniem a nocą. Gdy jej to mówił zawsze odpowiadała że dzień jest jak żywiołowy i szybki taniec który może zmęczyć jedynie jej ciało, natomiast w nocy żyje jej dusza. Mówiła że jest jak gwiazda która tak naprawdę nigdy nie gaśnie ale tylko nocą można ja zobaczyć. Wtedy pytał czy ona kiedykolwiek śpi a ona z uśmiechem mówiła że nazywa to raczej „ tańcem we mgle”.
- to już mój ostatni taniec – usłyszał cichy i znajomy głos za plecami
- M-Merc ?? – spytał z niedowierzaniem patrząc na czarnowłosą siedzącą na oparciu kanapy na której leżał . Uśmiechnęła się do niego ciepło i przytaknęła. – co ty tutaj robisz ?? – zapytał zaskoczony – Kiedy wyszłaś ze szpitala?? Dlaczego nikt nie zadzwonił ?? Jak się tu dostałaś ?? – mówił szybko – Przecież tobie nie wolno...
- ciii ... – przerwała mu kładąc na ustach palec wskazujący - to teraz nie istotne – jej głos brzmiał tak dziwnie. Miał taki spokojny i harmonijny ton. – Bill to jest twój sen....
- sen ?? nie ... na pewno nie ... – dokończył jakby sam do siebie i wstał z sofy
- co ty robisz?? – spytała
- chce ich obudzić – wskazał na grupkę przyjaciół
- Nie możesz....
- mogę !! przecież powiedziałaś że to mój sen, a więc wolno mi wszystko !!
- ach to takie typowo ludzkie... bo widzisz wy ludzie....
- my ludzie ?? - przerwał jej z przerażeniem w głosie – Merc co się dzieje?? O co tutaj chodzi ?? – podszedł krok bliżej do siedzącej na oparciu mebla dziewczyny
- to nie jest takie łatwe... – spuściła wzrok
- może jak mi wytłumaczy będzie łatwiejsze – łagodnie podniósł jej pod bródek ku górze. Przez chwile pomyślał ze zwariował. Tak bardzo pragnął by było tak jak dawniej. Jednak kiedy jej dotknął wiedział ze to nie jest zwykły sen. Ze to nie jego wyobraźnia tworzy ten obraz. To się działo naprawdę przerażając go coraz bardziej z każdym wypowiedzianym słowem.
- pamiętasz ... – zaczęła nieśmiało – zaraz na początku kiedy się poznaliśmy, miałam na prawym nadgarstku takie dziwne czarne literki. kiedy niechcący wyładowałyśmy z Iga u was w ogrodzie zapytałeś się mnie co one oznaczają.
- niektóre anioły rodzą się ludźmi ... szepnął – takie miało być ich znaczenie
- rzeczywiście takie było. – mówiła dalej – a ty się spytałeś czy to tatuaż
- powiedziałaś ze narysowałaś to długopisem jak ci się nudziło
- to nie prawda – spojrzała na niego
- przecież parę dni później po napisie nie było już śladu – uspokoił się trochę i usiadł na ławie naprzeciwko czarnowłosej
- tak, ale to ty mi to zrobiłeś – podniosła prawą dłoń do góry aby Bill mógł ujrzeć napis na nadgarstku. Chłopak spojrzał się tylko pytająco. – widzisz – kontynuowała – każdy z nas ma swojego anioła stróża tam w niebie – wskazała palcem do góry – jednak niektórzy potrzebują bardziej cielesnej opieki. Wtedy dostają swoich opiekunów na ziemi. To też anioły ale zrodzone z ludzi którzy dostali drugą szanse. Ich życie nie różni się szczególnie od tego „zwykłego”, po za tym że nigdy nie śpią. Owszem ich ciała wskazują na ten stan ale ich dusza nigdy nie odpoczywa. Żaden z aniołów nie wie jednak o swojej misji od początku. Dowiaduje się o tym z czasem a przeważnie nie długo przed tym jak poznaje swojego podopiecznego. Wtedy w miejscu gdzie ten go jako pierwszy dotyka powstaje taki właśnie napis.
- a skrzydła?? Przecież wszystkie anioły maja skrzydła... –drążył temat
- tak to prawda. Te również je posiadają tylko że czarne, bo zabrudzone przez grzech i ludzkie nawyki. Ich siła jest ograniczona do mocy ich uczuć. Nie powstrzymają cię przed osiągnięciem dna jeśli sam tego nie zrobisz, ale razem z tobą się od niego odbiją. To one kontrolują twoje sny a każdy twój błąd jest także ich grzechem. – spojrzała na niego dając znać ze skończyła
- kiedy się poznaliśmy poczułem jakby nas „kopnął prąd”. Powiedziałaś że coś zaiskrzyło – uśmiechnął się na sama myśl o wydarzeniu – to wtedy ci to zrobiłem. – przerwał na chwilę by móc ująć jej dłonie w swoje – kiedy byłaś mała miałaś wypadek i straciłaś pamięć. Podczas hipnozy widziałaś własna śmierć. To wtedy zrozumiałaś kim jesteś. Dostałaś drugą szansę. To dlatego tak kochałaś noc...
- za każdym razem kiedy już spaliście ja tańczyłam we mgle, rozwijałam swoje skrzydła i patrzyłam na was z boku. Poprawiałam wasze kołdry gdy się zsuwały albo zamykałam okna gdy zaczynał wiać zbyt ostry wiatr. Jednak nigdy nie mogłam was dotknąć a wy nie mogliście mnie widzieć.
- a dzisiaj ?? – spytał przełykając ślinę. Czarnowłosa zamknęła oczy tak jakby chciała się na czymś bardzo skupić. Ścisnęła dłonie chłopaka jeszcze mocniej. Były takie żywe i ciepłe. Tętniło w nich jeszcze wiele lat życia. Potarła jego skórę. Podniósł głowę do góry i zobaczył jak z jej pleców wynurzają się ogromne skrzydła. Mimo swojego rozmiaru wydawały się niesamowicie lekkie.
- już je kiedyś widziałeś prawda ?? – spytała
- wtedy były czarne.... – jeszcze przez chwile przyglądał się jak z jej skrzydeł po kolei opadają ostatnie czarne piórka pozostawiając je niemal śnieżnie białymi – błagam cię powiedz mi ze ty nie....
- Bill – przerwała mu - to już mój ostatni taniec – posmutniała. Poczuła jak opuszcza swoje ciało. To był ogromny ból, niczym nie przypominający tego co czują ludzie. Wszystkie wspomnienia przelatywały teraz przez jej głowę jak stary film, który w pewnym momencie tak po prostu się kończy. Bez napisów muzyki i zbędnych komentarzy, pozostawiając ekran zupełnie pustym. Wszystkie uczucia zamieniały się w łzy które były zbyt lekkie by ktokolwiek mógł je zobaczyć. Spływały do środka duszy której więźniem miała zostać już na wieki. Jedna sekunda była teraz dla niej wiecznością. Co gorsza wiecznością bez niego. Wszystko dookoła oblała biel która raziła swoją czystością. Była sama. Próbowała stworzyć sobie jakiś świat. Zbudować na nowo surrealistyczną i abstrakcyjną rzeczywistość będącą tylko dziecinną grą w kolory. Kolory które już dla niej nie istniały. Błękit morza i granatowe niebo były szarymi plamami w jej chorej wyobraźni. Stała w miejscu z uczuciem spadania. To jej ciało. Była jeszcze zbyt bardzo z nim zżyta. Ono dążyło gdzieś ku destrukcji i samo zagładzie bezwładnie spadając w nicość. Zaczęła krzyczeć, jednak nic nie słyszała. Głucha cisza przyprawiała ją o szaleństwo.
- „ a wiec tak umierają anioły” – pomyślała.
Znaki których jeszcze nie rozumiała. Dźwięki których nie była wstanie usłyszeć. Wieczność bez oddechu. Ostatni sprawdzian prze który było jej dane przejść. Nie było odwrotu. Jej ciało już płonęło, porwane przez lodowate dłonie ognia. Sprzeczności stawały się zbyt normalne. Brak czucia był nie do zniesienia. Niewyczuwalna zewnętrzność rozpływała się jak mgła.
Biegła stojąc w miejscu. Stała, ścigając się z czasem. Czasem który już dla niej istniał.
Krzyknęła raz jeszcze, ten ostatni. W reszcie gdzieś z otchłani usłyszała jego echo. Otwarła oczy jak wyrwana z głębokiej zadumy. Poczuła jak chłopak puszcza jej dłonie i gestykulując nimi wstaje z ławy.
- To wszystko nasza wina !!! – krzyknął wściekły – gdyby ci idioci nie połamali tego krzesła, albo gdybym wrócił do domu trochę wcześniej ... – jego głos się załamywał, jednak bezradność jaka czuł budziła w nim złość
- Bill ja i tak bym umarła... – odwrócił się w jej kierunku – miałam nawrót... rak złośliwy – westchnęła – nie było nadziei ...
- i ty mówisz to tak spokojnie ?? – zdziwił się tonem jej głosu
- a co mam zrobić?? – krzyknęła – myślisz że mi jest łatwo ?? ze chcę zostawić świat który był dla mnie wszystkim?? Do jasnej cholery Bill ja nic na to ni poradzę!!
- jesteś aniołem... zrób coś...
- chciałabym... ale nie mam takiej mocy. Tylko twoim życiem mogę po części kierować...
- już raz to zrobiłaś ...
- co ??
- uratowałaś mi życie... wtedy w nocy kiedy szalała burza.... – zamyślił się – a twój anioł?? Przecież jako człowiek musisz go mieć, może on cos zrobi...
- pewnie już nie żyje... widzisz druga szansa nie trwa wiecznie.... czarne anioły umierają bardzo młodo...
- Merc proszę cię... nie zostawiaj mnie – szepnął wręcz błagalnie – nie poradzę sobie bez mojego anioła – odrzucił wszelkie racjonalne myślenie. Zrozumiał coś czego nie potrafił do siebie dopuścić. Prawda go zabijała. On tez spadał. Dążył do dna którego nie było.
- zatańcz ze mną ... – uśmiechnęła się na przekór łzą które spływały po jej policzkach. Złapała go za dłoń i zachodząc z kanapy schowała skrzydła. Wtuliła się z niego mocno i oboje zaczęli obrać się w rytm własnych serc. Przecież był identyczny.
Czasem noc bywa zbyt czarna. Krzyki gwiazd to tylko złudne westchnienia elfów. Boże gdzie jesteś?? Czyjś świat złamał się właśnie na pół. Trzęsienie ziemi wywołało ogromna falę słonego pyłu. Skoro ta tęcza i tak kiedyś miała zniknąć po co był ten deszcz?? Dlaczego to słońce pozwoliło jej powstać skoro wiedziało ze wraz z nim zabierze każdą jej barwę ??
Bo kiedy dwa serca uderzają ten sam rytm, gra najwspanialsza muzyka świata, będąca purpurowym tłem dla czegoś co jest większe od miłości. Tworzy się nierozerwalna więź której nie zobaczysz jeśli nie zamkniesz oczu.
- zostanę tutaj już na zawsze – pogłaskała lewą dłonią jego klatkę piersiową w miejscu gdzie znajduje się serce. Prawą ścisnęła czarna koszulkę na jego karku. Łzy płynące z jej oczu zaczęły połyskiwać srebrem.
- kocham cię – wypowiedzieli jednocześnie. Bill przytulił ją mocno. Boże ile on by teraz dał aby móc zatrzymać ją przy sobie. Gwiazdę która nigdy nie gasła, anioła który pokazał mu piękniejsze niebo.
Jej serce bilo coraz słabiej. Potarli o siebie swoimi policzkami. Złączyli nosy. Oboje mieli zamknięte oczy by móc zobaczyć jak najwięcej. Czuli swoje zapachy.
Ale ona stawała się coraz delikatniejsza. Coraz bardziej przezroczysta aż zniknęła w postaci ulotnej i rześkiej mgły.
Chłopak poczuł ukucie w miejscu serca które przez chwilę zaczęło bić w podwójnym tempie.
Była tam. Nie okłamała go. Już nic ich nie rozłączy.
Czarnowłosy otworzył szybko oczy. Leżał teraz na kanapie w salonie, oblany potem. Nerwowo spojrzał na zegarek. Była 1.03. w pokoju było zupełnie pusto. Porozrzucane koce świadczyły jedynie o tym że ktoś jeszcze przed chwila tam był. Na komodzie przy drzwiach brakowało telefonu.
- nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – usłyszał krzyk Ani wydobywający się z kuchni. Trzask telefonu roztrzaskującego się o podłogę pokryta białymi kafelkami.
Zerwał się i pobiegł do jadalni. Kiedy zobaczył klęczącą i zapłakana blondynkę poczuł ze kręci mu się w głowie. Reszta przyjaciół przewijała się w tle obrazy który oglądał teraz jak pijany. Spojrzał na Toma. Popatrzył mu głęboko w oczy. Były takie smutne. Odwrócił się na pięcie i założył stojące w przedpokoju buty. Następnie szybko skierował się do drzwi.
- Bill stój.... – krzyknął za nim bliźniak
- nie – odpowiedział sucho
- przestań – szarpnął go za ramię ręki trzymającej już klamkę drzwi frontowych – to bez sensu – stanęli twarzami do siebie – dokładnie o godzinie 1.00 w nocy jej serce przestało bić – Tom ledwo wydusił z siebie te słowa.
Słowa które zabiły właśnie świat czarnowłosego. Bezczelnie potrzaskały go na małe kawałeczki. Oparł swoją głowę o głowę brata. Poczuł jak słone krople drążą w jego skórze ogniste blizny. Nie bał się płakać. Nie bał się niczego.
Gdyby był wstanie powiedzieć cokolwiek , szepnął by Tomowi na ucho „ jej serce nigdy nie przestanie bić...”
Zamknął oczy, by jeszcze raz przeżyć wszystko od nowa ...
Potrzebuję słów które poruszą moją duszę
Potrzebuje parę ulotnych wierszy
Bo za dnia męczy się tylko ciało
Dusza nocą tańczy we mgle
Nie zmienię wczorajszego dnia
Nie przewidzę jutra
Ale dzisiaj należy do mnie
Ta noc jest jeszcze długa
Każdą kroplą odmierzę ten blask
Zatrzymam gwiazdy które spadają
Słońce i tak kiedyś zajdzie
Już nie boje się ciemności
Mój krzyk będzie inny
Goniąc wiatr znowu cos zgubię
Bez zbędnych napisów
Pozostawię ekran zupełnie pusty
Ciało dąży do samo destrukcji
Złudne westchnienia elfów
To tak umierają anioły
Gdy gra najpiękniejsza muzyka świata
Kochaj mnie bo na to nie zasłużyłam ...
mercedes
****************
KONIEC...
BANALNE SŁOWO KTÓRE PRZYSZŁO MI TAK CIĘŻKO
BO JAK MAM WAM POWIEDZIEĆ ŻE SKOŃCZYŁAM OPOWIADANIE KTÓRE ZMIENIŁO MÓJ ŚWIAT ?
SZCZERZE PŁACZĘ...
ALE MUSIAŁAM
WIĘC BŁAGAM ZROZUMICIE.
MERC ZROBIŁA JUŻ SWOJE.
JEST SZCĘŚLIWA.
DZIĘKUJĘ:*
DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM BEZ WYJĄTKÓW
NAUCZYLIŚCIE MNIE WIĘCEJ NIŻ MOŻNA BY SIĘ SPODZIEWAĆ.
TO OPO DAŁO MI WIELE RADOŚĆI
DZISJA MAM JESZCE JEDNĄ, JEDYNĄ PROŚBĘ
CHCIAŁABYM ABY KAŻDY Z WAS, KTO CHOCIAŻ RAZ UZNAŁ ŻE CHOĆBY JEDNO Z URZYTYCH PRZEZEMNIE SŁÓW PORUSZYŁO GO NA SEKUNDĘ, PROSZĘ ABY ZOSTAWIŁ KOMENTARZ.
NIE WAŻNE JAKI
CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ ŻE BYŁ KTOŚ TAKI
CHYBA NIE POTRAFIĘ PISAĆ ZAKOŃZCEŃ
NIE UMIEM SIĘ ŻEGNAĆ
BO BOJĘ SIĘ TĘSKNIĆ
JA CAŁYSZ CZAS BĘDĘ TUTAJ ZAGLĄDAĆ I CZYTAĆ WASZE KOMENTARZE
NADAL BĘDE SIĘ STRAĆ WAM POMÓC
MIEJĄC NADZIEJE
ŻE HISTORIA MERC POZOSTANIE Z WAMI NA DŁUGO
JEŚLI KIEDYKOLWIEK ZAPOMNICIE ŻE JESTEM
PAMIĘTAJCIE ŻE BYŁAM
WASZA MERC :***
"KWESTIA ISTNIENIA"
ZAPROWADŹ MNIE DO DOMU
CZASEM UCIEKAM BY SIĘ UKRYĆ
TO NAPRAWDĘ BEZ ZNACZENIA
MOJE ŻYCIE – CHOROBA
NIE PRÓBUJ MNIE NAPRAWIAĆ
NIE POPSUŁAM SIĘ
ZAWSZE GDZIEŚ NA ZEWNĄTRZ
DALEKO OD ZMĘCZENIA
ZATRZYMAJ MNIE
NIE
TO NIE TAK
JESZCZE NIE TERAZ
BĄDŹMY BURZĄ Z PIORUNAMI
TO SPRAWIA ŻE CHCĘ KRZYCZEĆ
TO JUŻ NIE BOLI
CZAS ZABIJA UCZUCIA
JESTEM PONAD TYM
TRZYMAJMY SIĘ TEGO
MÓWIĘ TO ZE ŚRODKA
JESTEM UWIĄZANA TYMI RANAMI
ONE ZOSTAŁY DALEKO ZA MNĄ
WIĘC DLACZEGO SIĘ NIE GOJĄ
PROSZĘ ZABIERZ MNIE DO DOMU
CZASEM ŚWIAT ROBI ZE MNIE IDIOTKĘ
CZASEM CZUJE SIĘ TAKA PUSTA
WYPEŁNIONA DYMEM
Z GŁĘBI TWOICH PŁUC
DLACZEGO NADAL TU JESTEŚ
PRZECIEŻ NIGDY CIE NIE BYŁO
TAK
NIE
POCZEKAJ
TO TRACI UTARTY SENS
MIAŁEŚ BYĆ TYLKO MARZENIEM
IDŹ ŚWIAT SIĘ O CIEBIE UBIEGA
ZNÓW CI UCIEKŁAM
NIKT CI NIE POWIEDZIAŁ
ŻE ONA NIE ODDYCHA
POMALUJĘ USTA NA CZERWONO
ZNIKAMY, ZNIKAMY WRACAMY
NIE ZAMKNĘ SWOICH OCZU
ONE NIOSĄ MNIE WGŁĄB CIEBIE
MOŻE MOŻNA BYŁO TO ZMIENIĆ
JEDNA RZĘSA – ONA PAMIĘTA
mercedes
PS. BĄDŹCIE CZUJNI BO CZUJĘ ŻE JESZCE WRÓCĘ :)
komentarze [43]
PART 99 => SIŁA SZEPTU >> poniedziałek, 4 grudnia 2006 13:03:02
komentarze [36]
KOCHANI DZISJA KRÓTKI WSTĘP. DLACZEGO ?? DLATEGO ŻE NOTKA BĘDZIE WYJĄTKOWO DŁUGA I NIE WIEM CZY MI SIĘ UDAŁO ALE CHCIAŁAM WAM W NIEJ PRZEKAZAĆ JA K BARDZO JESTEM WAM WDZĘCZNA ZA TO CO ROBIECIE. JESTEŚCIE WSPANIALI!!1
CHCIAŁAM PODZIĘKOWAC JESZCE JEDNEJ OSOBIE. MIAŁAM TO ZROBIĆ JUŻ POD PORZEDNIA NOTKA ALE TOTALNIE WYLECIAŁO MI Z GŁOWY.
AGU - WIECIE MAM ZASZCZYT ZNAC JĄ OSOBIŚCIE I MUSZE WAM POWIEDZIEĆ ŻE WŁĄSNIE ONA POPRZEZ MINIMUM SWOICH SŁÓW POZWALA WYDOBYWAĆ MI Z SIEBIE SWOJE MAKSIUMU. TO DZIEKI NIEJ PISZE JAK PISZĘ. CZYLI TO CO CZUJĘ. UMIEM UBIERAĆ W NAJBARDZIEJ BANALNE SŁOWA TO CO CZASEM CHCIAŁABYM KRZYCZEĆ. WŁASNIE AGU NAUCZYŁA MI ZE TYLKO SZEPTEM MOŻNA PORUSZYĆ CZYJEŚ SERCE. DZIĘKUJĘ :*:*:*
DZIĘKUEJ WSYZTSKIM KTÓRZY KOMNTUJĄ :*:*:*:*
*************************
Poczuła ostry ból rozlewający się po całym jej ciele. A po chwili już tylko czarna plama przed oczami. Straciła jakakolwiek świadomość.
- Mercu wszystko w porządku ?? – spytał zbiegająca po schodach Ania która słyszała jej krzyk – Mercuś ??!! – krzyknęła widząc leżącą na podłodze przyjaciółkę – Tom dzwoń po karetkę!!! – zawołała widząc jak chłopak wchodzi przez frontowe drzwi do domu
- co się stało ?? – spytał wykręcając numer
- ona jest nie przytomna – podeszła do dziewczyny i próbowała ją ocucić
- Merc!!! – do kuchni wbiegł Bill – Merc!!
- nie krzycz idioto – skarcił go brat
- zamknij się – dokrzyczał mu – kochanie – mówił do jej bezwładnego ciała – do jasnej cholery gdzie ta karetka?? – pytał zdenerwowany
- jadą ! uspokój się ! – Ania próbowała wyciszyć chłopaka który odgarniał właśnie kosmyki włosów z twarzy ukochanej
Po chwili karetka zabrała nie[przytomną czarnowłosą i na sygnale udała się do szpitala. Reszta ekipy wsiadła do czarnego busa i pospieszyła za nią.
- Georg ty idioto uważaj jak jeździsz – karcił go Gustav
- przestańcie już – blondynka była wyraźnie zdenerwowana ciągłymi kłótniami
- jak to się stało ?? – spytał już spokojniejszy Bill
- poszła do kuchni, nie wiem mówiła cos że ma ochotę na czekoladę – tłumaczyła mu dziewczyna
- zawsze chowała wszystkie słodycze do najwyżej szafki w kuchni bo wiedziała że wtedy nie będzie chciało jej się tak często po nie sięgać – powiedział czarnowłosy tak jakby ktoś naszpikował go lekami uspokajającymi
- pewnie weszła na taboret i ... – Ania nie dokończyła bo właśnie dojechali na miejsce
Całą paczką wbiegli na jedno z pięter. Oczekując na wieści od lekarza usiedli na korytarzu. Bill zdenerwowany chodził po korytarzy ni mogąc znaleźć sobie miejsca. Widział ze było z nią bardzo źle. Musiała się naprawdę mocno uderzyć.
- jak to się mogło stać.... – powiedział zatrzymując się pośrodku przyjaciół
- to nasz wina – odezwał się Tom
- co ty pier... – zaczął Gustaw ale starszy Bliźniak mu przerwał
- to wina moja i Georga!! – spojrzał na wszystkich i wstał – pamiętasz jak się ostatnio goniliśmy o jakieś głupstwo w kuchni ?? – spytał patrząc na kumpla a ten tylko przytaknął lekko głową – popchnąłeś mnie wtedy i wpadłem na taboret który pękł w jednym miejscu. Postawiłem go na miejsce i nikomu nic nie powiedziałem. – zamilkł na chwile – to musiał być ten taboret na którym stanęła
- jeśli cos się jej stanie to cię zabiję !!! – krzyknął Bill i złapał brata za bluzę przypierając go do ściany
- przestańcie do cholery !! teraz to nie ma znaczenia czyja to wina, teraz liczy się co z nią będzie – wydarła się Ania
Nagle z końca korytarza nadszedł lekaż w długim białym fartuchu
- co z nią?? – spytał czarny
- obawiam się że nie najlepiej – lekarz był śmiertelnie poważny – nie mamy jeszcze 100% pewności ale prawdopodobnie zaraz po upadku w jej organizmie nastąpił wylew, skutkiem czego jest śpiączka
- możemy ją zobaczyć?? – spytała ledwo przytomna Ania
- tak proszę – mężczyzna w białym fartuchu zaprowadził ich do pokoju 213
Leżała na łóżku przy oknie. Wyglądała jakby spała. Nad nią wisiały dwie kroplówki które nieustannie wtaczały różne płyny do jej krwiobiegu. Na widok bladej i zimnej przyjaciółki z oczu Ani wypłynęły łzy
- mówcie do niej ... – powiedział lekarz – chociaż nikt tego tak do końca nie udowodnił, to mówi się że ludzie przebywający w śpiączce wszystko słyszą – wyszedł zamykając za sobą białe drewniane drzwi.
Jej stan nie zmieniał się już od 3 tygodni. Leżała teraz tak obca. W czwartym tygodniu jej stan się pogorszył. Organizm nie chciał przyjmować leków. Później było już tylko gorzej. Po tym jak trzeba było ją dwa razy reanimować lekarz kazał się wszystkim z nią pożegnać.
Tak po prostu mieli usiąść przy szpitalnym łóżku i pozwolić jej odejść.
Pierwszy wszedł Georg, bo jemu najszybciej udało się opanować emocje. Wspominał wszystkie kawały jakie wspólnie wymyślali i te rozmowy z nią które tak wiele go nauczyły. Później Gustav. Zawdzięczał jej swój największy skarb. To przez upartość i stanowczość tej teraz tak słabej dziewczyny on miał odwagę walczyć o miłość. Tylko dzięki niej mógł idąc z Anią za rękę krzyczeć „ tak jestem szczęśliwy”.
Po Gustawie przyszła kolej na Toma. Zawsze taki twardy, tym razem nie mógł uwierzyć w to co się działo. Nad wyraz cyniczny i pewny siebie czuł jak drżą mu kolana. Ile razy ona upewniała go że życie to nie tylko pozory. Pomogła mu znaleźć drogę po tym jak rozstał się z Igą. Wyprowadziła go na prostą gdy zaczęły dziać się z nim złe rzeczy. Pamiętał bardzo dobrze pewną sytuację. To było 2 miesiące przed tym jak spadła z tego cholernego taboretu. Włóczył się po domu jak cień szukając jakiegoś zajęcia. Był zmęczony życiem i imprezami ale tylko wtedy mógł się napić i wyszaleć.
- dlaczego znowu się upiłeś?? – pojawiła się nagle, zupełnie z nikąd, w momencie kiedy miał wychodzić
- bo chciałem .. – odburknął
- dzisiaj znowu to zrobisz – oparła się na ścianę
- muszę... – westchnął
- nic nie musisz.....
- przestań to moje życie - zdenerwował się
- chodź zemną na górę
- po co ?? – spytał
- zobaczysz, to tylko chwila , później będziesz mógł pić i palić do woli ok. ?? – nie czekała na odpowiedź. Oboje weszli na samą górę domu i wyszli na mały balkonik.
- i co ?? – spytał Tom
- skocz – powiedziała beznamiętnie – po prostu stań na barierkach i skocz w dół
- zwariowałaś?? Nawet jeśli mi nie zależy już na życiu to co z moją matką, z Billem??? Pomyślałaś o nich ?? – spytał strasznie wkurzony
- myślałam że to twoje życie... – powiedziała z przekąsem – dobrze w takim razie ja skoczę – powiedziała stając na barierkach
- Merc!! – krzyknął – o co ci chodzi?? Oszalałaś?? Nie możesz tego zrobić
- przecież to tylko i wyłącznie moje życie ... – spojrzała mu w oczy i usiadła na barierce
- a więc o to ci chodziło... dopóki nie jesteś zupełnie sam nie posiadasz swojego życia tylko i wyłącznie dla siebie
- są jeszcze inni, którzy cierpią nie raz bardziej od ciebie... – szepnęła
- dziękuję – uśmiechnął się – nie mam już ochoty na imprezę – skierował się w stronę drzwi – Merc...
- tak??
- ty byś nie skoczyła prawda??
- nigdy !!! – uśmiechnęła się szeroko
Chłopak pocałował ją w czoło i bez słowa wyszedł.
Po nim wszedł Max. Ten duży facet wyszedł po 30 minutach zalany łzami.
Po nim wchodziły kolejno Gabi, Alex i Zapiekanka. Żadna z nich nie umiała powstrzymać emocji.
Kiedy przyszła pora na Agu, ta zawahała się przed wejściem. Wiedziała że gdy przekroczy ten próg nie będzie już powrotu. Weszła. Na widok przyjaciółki jej oczy zaszkliły się. Nie, jeszcze nie teraz. Popłacze później. Usiadła obok łóżka.
- „przecież ona tylko śpi „ pomyślała.
Ale Agu wiedziała o wiele więcej niż reszta. Czytała zawsze to co Merc chciała napisać a nie to co napisała. Tylko ona i Ania znały fragmenty jej pamiętnika. To ją pierwszą czarnowłosa nauczyła latać. Nie potrafiła się pożegnać. Nie umiała się pogodzić z myślą że tym razem już nikt nie wytłumaczy jej że nie należy tęsknić. Teraz tęsknota ogarnie całe jej serce. Już nie usłyszy gdzieś pomiędzy krzykami jej szeptu. Nie zaśmieje się z nią w najmniej odpowiednim momencie. Tym razem to ona będzie zapalała znicze. Jeszcze nie rozumiała, dlaczego osoba która jeszcze zupełnie nie dawno mówiła jej że końca nie ma, dlaczego ona teraz .... umierała??
Postanowiła. Nie pożegna się. Nie chciała, a może nie umiała. Nie istotnie. Pożegnanie znaczyło pogodzenie się z odejściem. A Agu doskonale wiedziała że tak jak co noc i dzisiaj Merc przyjdzie i usiądzie obok niej. Bo Agu już nigdy nie będzie sama, śmiejąc się do księżyca.
Po niej wchodziły Dziunia i Rudi. Później Bob, Zack, Natan, John i wujek Egon. Rodziców i Igi nie było. Wrócili do polski po więcej rzeczy. Nie wiedzieli ze jej stan tak nagle się pogorszył.
Ania bała się. Bała się tego że sobie nie poradzi. Choć zawsze była tak silna, tym razem czuła się jak mała zagubiona dziewczynka. Wchodziła do pokoju małymi kroczkami. Ręce rozpostarła szeroko tak jakby chciała się czegoś podeprzeć. Niestety tym razem nie było ramienia przyjaciółki. Wiedziała że gdyby upadła, to tym razem już nie podniosą ją te porcelanowe dłonie. Dookoła tylko to beztlenowe powietrze.
Upadłą na kolana
- Boże nie zabieraj mi jej – krzyknęła i zaczęła płakać – co ja zrobię bez mojego anioła ?? – pytała ściskając krzyżyk w dłoni. Bała się ej dotknąć. Chciała krzyczeć. Tak wiele by teraz dała. Ale to właśnie Merc nauczyła ją że czasu się nie cofa. Były przecież jak siostry. Nie była wstanie zrozumieć że widocznie tak być musi. Wiedziała – nie cofnie czasu, nie zmieni biegu wydarzeń. Te wspomnienia będą w niej nieśmiertelne. Tak jak cześć dziewczyny leżącej teraz na szpitalnym łóżku, nigdy nie zginie.
Blondynka uniosła głowę i spojrzała na bladą czarnowłosą. Chwyciła jej dłoń
- kocham życie – powiedziała uśmiechając się przez łzy. Tyle mogła. Powiedzieć jej że pokochała życie. Wiedziała że Merc właśnie to chciała usłyszeć. Chciała wiedzieć że wszystko co robiła miało sens. Chociaż Ania jeszcze o tym nie wiedziała to umiejscawiając jej poczynania pozwoliła jej odejść tak jak zawsze chciała.
Bill oparł się o ścianę. Nie umiał podejść bliżej. Bał się że chwyci ją za rękę i pociągnie aby jak kiedyś biegła z nim nie ważne gdzie. Byle przed siebie. Byle na przód.
- włosy ci urosły tak jak chciałaś – powiedział z gorzkim uśmiechem łąpiąc kosmyk czarnych niteczek. Mówił tak jakby odpoczywała. Wmawiał sobie że nie odpowiada tylko dla tego że znowu się wygłupia. – dzisiaj jest strasznie gorąco – spojrzał za okno – Gustav ma znowu czerwony nos tak jakby był pijakiem – opowiadał dalej – wiesz Tom chyba kręci coś z Gabi chociaż jak zawsze udaje ... – przerwał na chwilę - ... nie to ja udaję ... – usiadł na łóżku.
Nie chciał ubierać w słowa swojej rozpaczy. Wolał oddać się chwili aby móc zwariować. Poczuć się lekkim tak jak krople rosy na jej rzęsach. Oszalał. Oszalał prze nią. Odebrała mu resztki normalności. Mógł pozwolić sobie nawet na te tak porcelanowe wspomnienia.
- Bill – powiedziała czarnowłosa wchodząc do ciemnego pokoju – Bill ! – zawołała głośniej gdy chłopak nie reagował – no Bill rusz się w końcu !!! – chwyciła róg białej kołdry i z całej siły ściągnęła ja z chłopaka który o mało nie wyleciał przez to z łóżka
- co ? – spytał zaspany, unosząc lekko oczy ku górze
- chodź się ze mną przejść – czarnowłosy nie zareagował tylko przewrócił się na drugi bok– słyszysz ? – szturchnęła go łokciem w plecy i usiadła obok niego
- na żarty ci się zebrało ? – spytał lekko podirytowany
- kiedy ja mówię całkiem poważnie – spojrzała na niego a on obrócił się twarzą do niej – chodźmy gdzieś ... no nie wiem gdziekolwiek – uśmiechnęła się
- Merc... – westchnął i usiadł obok niej – która jest godzina
- nie wiem – wzruszyła ramionami – cos koło 3 w nocy...
- to dobrze.. już myślałem że znowu pół dnia przespałem... idź spać – już chciał się kłaść jednak dziewczyna złapała go za bokserki
- ale mi się nie che spać – skomlała
- ale mi się chce – warknął
- kurde Bill no nie bądź taki, tylko ty mi zostałeś a jak pójdę sama to się pewnie zgubię...
- no dzięki – udawał obrażonego
- nie marudź – wystawiła mu język i podeszła do szafy – ubieraj się – rzuciła mu na łóżko jakieś ubrania
- zawsze stawiasz na swoim ? – spytał i wraz z ubraniami skierował się do łazienki
- yhm – uśmiechnęła się szeroko i z rozmachem rzuciła na łóżko
Kiedy chłopak wyszedł z łazienki leżała wśród białej pościeli i bawiła się jego telefonem komórkowym.
- niezłe smsy piszecie sobie z Tomem – powiedziała nawet na niego nie patrząc
- robisz dzisiaj wszystko abym cię znienawidził – stwierdził stanowczo i oparł się o ścianę
- ale ty i tak mnie uwielbiasz – krzyknęła radośnie i wstając z łóżka pociągnęła go za rękaw koszulki w stronę wyjścia. Gdyby tylko wiedziała jak ją wtedy uwielbiał.
- no to gdzie idziemy ? – spytała radośnie jak tylko znaleźli się na dworze
- co ? – spojrzał na nią pytająco – nie dość że wyciągasz mnie z domu w środku nocy to nawet nie wiesz po co?? – zdenerwował się
- mówiłam ci że nie znam tego miasta więc skąd mam znać jakieś fajne miejsce??
- ehh – westchnął – no chodź już – poprowadził ją jakąś ścieżką.
Gdy szli jego serce waliło jak szalone. Nie wiedział tylko czy z powodu pory czy tego że ona była obok. Szła jak mała dziewczynka. Przeskakiwała każdy korzeń jak gdyby był ogromna przepaścią. Uśmiechała się do siebie i nuciła cos pod nosem. Wchodziła na co tylko się dało. Gdyby Bill jej nie powstrzymywał pewnie nie jedno drzewo było by już jej trofeum. Czuł się jakby był na spacerze z młodszą siostrą. Jednocześnie marzył by dotknąć jej dłoni. Złapać za rękę i spacerować w blasku księżyca. Była taka wesoła i pełna energii. Ale ona nie potrafiła go pokochać. Mówiła ze nie mogą być razem że go tylko zrani. Ale teraz też cierpiał. Bo był zbyt blisko niej by za nią nie tęsknić.
- nie chciałaś u nas nocować prawda?? – przerwał ciszę zagłuszaną gdzie niegdzie jej śmiechem
- dlaczego tak uważasz ?? – spoważniała
- no bo to Iga błagała Maxa by pozwolił wam spać w naszym domu...
- no tak, ale gdybym nie chciała to bym nie spała i już – uśmiechnęła się – ja po prostu nie lubię spać bo się wtedy nudzę, dlatego cię wyciągnęłam na ten spacer
- to tutaj – czarnowłosy wskazał na mały staw w otoczeniu lasu
- piękne... – westchnęła jak zaczarowana. To była magia pozornie zwykłego miejsca. Spokój i cisza. Tylko gdzie niegdzie szelest trawy zachwianej letnim wiatrem i cichutkie brzęczenie natury. To pasikoniki dawały piękny skrzypcowy koncert.
- powiedz mi coś o sobie – zaproponował gdy oboje usiedli na trawie zaraz przy wodzie
- ale co?? – zdziwiła się – przecież już wiesz że mam na imię Mercedes, przyjechałam z Pol...
- nie, nie o to mi chodziło – przerwał jej – opowiedz mi jaka jesteś... tam w środku – wskazał na miejsce gdzie jest serce
– wiesz wydaje mi się że nie chcesz mnie poznać tak naprawdę...
- Chcę!! – niemalże krzyknął – pojawiasz się w moim życiu jak piorun i przewracasz wszystko w ciągu paru minut do góry nogami. Nie pytając o nic po prostu to robisz. Chyba mam prawo wiedzieć kim jesteś?? – chłopak już nie mógł dłużej tego w sobie dusić
- Dobrze ... – podeszła bliżej wody – widzisz tą trzcinę?? – kiwnął głowa gdy wzięła ja do ręki – jestem słaba i miękka jak ona – pokazała jak trzcina w jej dłoni kołysze się na wietrze – wystarczy mały podmuch a uginam się dotykając dna . Jednocześnie potrafię być zdradliwa i ostra – jednym ruchem przecięła sobie nią skórę tak że pojawiły się małe kropelki krwi. Chłopak chciał już coś powiedzieć ale dała mu znać że to nic takiego. – moje słowa tną jak ostry nóż ... – przerwała by przejść dalej i wyciągnęła z wody mały kamień – jestem twarda i zimna jak on, a jednocześnie wystarczy jeden ruch bym zatonęła – rzuciła kamieniem w wodę. – możesz przesypać mnie między palcami jak piasek – wzięła jego garść i zaczęła przesypywać – jednak jeśli dostanę się do twojej rany... – spojrzała na niego – zabrudzę ją a ty...umrzesz.... – jestem wszystkim i niczym. Życiem i śmiercią. Nie mam domu ani bagażu. Nie mam celów ani ambicji. Spaliłam za sobą przeszłość a przyszłość ode mnie ucieka.
- Przerażasz mnie – Bill otwarł szeroko oczy
- To tylko słowa... nie uważasz że to gra?? To tylko głupie słowa.... – usiadła powrotem obok niego
- To słowa i gesty, miny i uczucia, to wszystko co robisz i nic czym jesteś... – zaczął mówić tak jak ona... zaczarowała go?? A może pozwoliła zależeć do wnętrza siebie. Odkryć miejsca w których nigdy nie był
- To życie... prawda?? – spytała
- Żyjesz tak samo jak ja – wiedział ze to nie możliwe
- Nikt nie żyje jak ty... każdy ma własne życie, każdy robi to inaczej. Rodzisz się sam i sam umierasz...
- ale przecież nie musi tak być – posmutniał...
- nie wiem, nie dbam o to... może niektórzy po prostu muszą być sami – poczuła jak wiatr zaczyna delikatnie targać jej włosami – masz czasem ochotę zrobić coś czego nie powinieneś?? – zapytała po chwili
- jasne każdy chyba ma... – odpowiedział zdziwiony pytaniem
- ale nie chodzi mi o taka zwykłą chęć złamania jakiś zasad czy schematów, mówię o czymś co dla innych jest normalne ale ty gdzieś wewnątrz siebie boisz się że to do ciebie nie pasuje..,
- ale skąd możesz mieć pewność że nie pasuję skoro nigdy wcześniej tego nie robiłaś??
- chyba masz racje – uśmiechnęła się – dzięki – chłopak odwzajemnił jej uśmiech – berek – nagle klepnęła go w ramię i zaczęła uciekać. Razem, weseli i beztroscy wrócili pod dom Kaulitzów.
- co ty robisz?? – krzyknął czarnowłosy, gdy po raz kolejny tej nocy czarnowłosa podciągnęła go tym razem w stronę tyłu domu
- tutaj jest okno od pokoju w którym śpię, na szczęście zostawiłam je otwarte – odpowiedziała
- tyle to ja wiem, ale przywykłem do korzystania z drzwi... – dziwnie na nią spojrzał
- a myślałeś już o powiesz mamie kiedy przyłapie cię jak w środku nocy wchodzimy razem do domu ?? – wskazała palcem na palonce się w sypialni światło
- trzeba było zostać w łóżku – powiedział bardziej do siebie i wszedł przez okno do pokoju, zaraz po Merc
- czego szukasz?? – spytał widząc jak grzebie w szufladzie. Nic mu nie odpowiedziała tylko wyjmując jakiś przedmiot stanęła przed lustrem. Poruszyła sprawnie prawą ręką
- i jak wyglądam ? – spojrzała na niego ciekawa odpowiedzi
- no ekstra ! – stwierdził patrząc na jej pełne usa pomalowane krwisto czerwoną szminką. Obróciła się ponownie w stronę lustra, jednak tym razem nie patrzyła na siebie, a na odbijającą się postać chłopaka
- zawsze bałam się że nie będzie mi pasować – uśmiechnęła się szeroko
Bill podniósł głowę i spojrzał na bezwładnie leżące ciało Merc. Była taka słaba i bezbronna. Mimo to uśmiechnął się pod nosem. Wiedział jak dobrze było jej w czerwonym.
- kocham cię – szepnął – słyszysz?? KOCHAM CIĘ ! i nigdy nie przestanę – chciał powiedzieć coś więcej ale łzy dusiły słowa w jego gardle. Pochylił twarz nad dłonią którą teraz ściskał. Jedna kryształowa kropla spłynęła na jej drobne palce. W tym momencie miał wrażenie że się poruszyła. Zbagatelizował by to Gdynie nie kolejny ledwo wyczuwalny ruch. Spojrzał na nią jeszcze raz. Jej powieki zadrżały. Otwarła oczy i uśmiechnęła się delikatnie. Chłopak bez słowa pocałował najpierw jej dłoń a potem czoło. Następnie wybiegł z sali.
Lekarze badali ją już 15 minut. Dla reszty jednak czas wlókł się jak jeszcze nigdy. Zaciskając kciuki siedzieli zmęczeni na szpitalnym korytarzu. Obojętni już na mrugającą gdzieś w oddali zepsuta lampę.
- i co z nią?? – spytała Agu gdy pierwsza użala wychodzącego z jej pokoju lekarza
...
Zatańcz ze mną jeszcze raz, otul twarzą moją twarz.
Co z nami będzie? Za oknem świt.
Tak nam dobrze mogło być.
Gdy Ciebie zabraknie
i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie
i siebie nie znajdziesz też.
Zatańcz ze mną jeszcze raz,
chcę chłonąc każdy oddech Twój.
Co z nami będzie? Uwierz mi,
tak jak ja nie kochał nikt.
Gdy Ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie i siebie nie
znajdziesz też.
Gdy Ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie i siebie nie
znajdziesz też.
W salonie wśród ciepłych świec nie zbudzisz mnie.
Już nigdy nie powiesz mi jak bardzo kochałeś mnie,
kochałeś mnie, kochałeś mnie...
Czy słyszysz jak tam daleko muzyka gra?
Zatańcz ze mną jeszcze raz...
Gdy Ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie i siebie nie
znajdziesz też.
Zatańcz ze mną, ostatni raz.
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też.
Edyta Bartosiewicz „ Zatańcz ze mną „
komentarze [36]
Archiwum
2006
styczeń (23)
luty (31)
marzec (15)
kwiecień (12)
maj (7)
czerwiec (4)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (3)
grudzień (3)
2007
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
2008
sierpien (1)
styczeń (23)
luty (31)
marzec (15)
kwiecień (12)
maj (7)
czerwiec (4)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (3)
grudzień (3)
2007
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
2008
sierpien (1)
Credits
