Profil Księga gości Dodaj wpis do księgi Dodaj do ulubionych Podlinkuj Podlinkowani Linki Archiwum Etc
>> niedziela, 17 sierpnia 2008 16:50:47
komentarze [0]

;]
komentarze [0]

>> wtorek, 21 sierpnia 2007 13:51:53
komentarze [0]

:)
komentarze [0]

X >> sobota, 2 czerwca 2007 18:56:32
komentarze [0]

www.pisane-sercem.mylog.pl
tam znajdziecie nowe przygody billa i merc :)
komentarze [0]

? >> wtorek, 29 maja 2007 19:59:17
komentarze [8]

a może tak wróćić

?

znów pisać



o Merc i Billu

wrócić

?
komentarze [8]

koncert Tokio Hotel :) >> sobota, 7 kwietnia 2007 12:52:50
komentarze [19]

dla wszytskich zainteresowanych, dodaje moje wrażneia z koncertu th :)

Nie jestem do konca pewna czy będe wstanie opisać wszystko to co przeżyłam przez ostatnie ponad 48 godzin. Chyba nawet nie dlatego że padam aktualnie z nóg, ale dla tego że tak wiele się działo. Znaczne może od Podróży. Czekało mnie 12 godzin drogi do warszawy co szczególnie mnie nie przerażało. Do czasu. We Wrocławiu gdzie miałam przesiadkę musiałam czekać prawie 3 godziny. Byłam potwornie głodna bo przed wyjazdem byłam w domu tylko 2 godziny. Nie wolno mi już jeść tak późno ( ze względu na chory żołądek) ale wiedziałam że później już w ogóle nie zjem to sobie kupiłam małe krakersy. Niestety później miałam tego pożałować. Jak wsiadłam już do pociągu do warszawy( który był opóźniony) okazało się ze jest przepełniony i stoje na korytarzu w ścisku. Obok mnie stały dwie laksi co tez jechały na koncert i jedna gadała z laską która już stała pod Torwarem ( była godzina przed 12 w nocy!!) i ta mówiła ze jest już jakieś 50 osób. I tutaj przyszło pierwsze załamanie. Kiedy w końcu po jakiejś godzinie udało mi się usiąść dosiadła się do mnie w Opolu przyjaciółka z którą jechałam na koncert. Zamiast spać gadałyśmy oczywiście i się śmiałyśmy cała drogę. Coś koło 4 mi się przysnęło a przed miałyśmy być w wawie. Jak się po 5 obudziłam to się tak zerwałam jak nigdy ( miałam się jeszcze przebrać). I tutaj po raz pierwszy odezwały mi się krakersy. Było mi tak niedobrze ze maskara. Na szczęście opanowałam sytuacje. Kiedy podeszłam po Torwar był już jakie 200!! Osób. I tutaj astapiło załamanie numer dwa. Do goziny 10 praktycznie nie ruszyłyśmy się miejsca. I wtedy po raz drugi odezwał si mój zoładek. Myślałam ze tam zjade. Przez 15 minut z jedną laksą dobijałyśmy się do kibla w restauracji bo nikt oczywiście nie pomyślała o toi toi-ach. Kiedy już był ok. postanowiłam zaatakować tłum. O godzinie 12 byłąm już pod sama barierką. Wtedy tez dołączyła do mnie reszta dziewczyn i było nas 5. one stały jakies 2 rzedy za mna ale miałyśmy kontakt. Byłam 3 do wejścia na Torwar. I tutaj przyszła katastrofa. Laski z tyłu tak szalały ze musiąła przyjechac policja i trzeba było zwiększać zabezpieczenia. Wtedy brutalnie pchnięto nas do tyłu. To było starszne. Laski zaczęły płakac i mdlały jedna po drugie. Wiara po sobie dreptała i miala gdzieś czy może ci złamac ręke albo połamac rzebra. Policjanci stwierdzili ze jest gorzej niż na meczach. A do koncertu było jeszcze 7 godzin. W pewnym momecie gdy oni nas przesuwali do tyłu, tył tak naparł ze przód czyli miedzy innymi ja, przewruclismy policjantów. Zrobiło się takie zamieszanie. Przyjechało pogotowie. Łzy lały się litarmi. Wreszcie jak się troche uspokoiło znów udało mi się przedrzec do barierek np. wejścia. Po jakiejś godzinie chamski ochroniarz raczył nam pwoiedziec rze tutaj wejścia nie będzie. Zgubiłam wszystkie laksi z jakimi byłam i sama bez telefonu rzuciałam się z dwiema poznanymi tam laskami w strone wejścia. Keidy już tam stałyśmy dokąłdnie pół goziny przed wejściem koleś powiedział ze tam nie będą wpuszczać, tylko z boków bo jest za duże zamieszanie. Tak mi siadła że po chwili okazało się ze stoje na samym koncu!! Po 24 godzinach bez wody, jedzenia i toalety nie mam pojecia skąd znalazłąm w sobie tyle siły żeby tak podejść tłum od boku, że o 18 byłam prawie przy samym wejściu. Oczywscie nie miałam pewności czy moje rzebra sa całe, ale miałam w mire dostęp do tlenu. Wtedy na chwile znalazłam jedną przyjaciółkę która zgubiłam znowu przy wchodzeniu. Kiedy znalazłąm się na torarze biegłam pod scene szybciej niż keidy kolwiek. I udało się, Mec stala przy samej scenie. Ale... to jeszcze nie był koniec. Kiedy wpuścili na płyte reszte lasek zaczął się prawdziwy horror. To co się działo wtedy i wzesniej przed wejściem nie da się opisać. Trzeba było to przezyc. Było po prostu strasznie. W środku było tak gorącą ze pot lał się hektolitrami. Laski znowu mdlały a jedna dostałą ataku padaczki inna astmy. To był jedyny moment w którym szczerze żałowałam ze nie zostałąm w domu. Th nie wyszło na podpisywanie autografów bo był zbyt niebezpiecznie, tłum na mnie naciskał z taka siła ze miałąm wrazenie ze łąmią mi wsyztskie kości. oChrona nie chciała nam dać wody i nikt nei wiedział kiedy Th zamierza wyjść. Czułam się fatalnie. Nie miałam w sobie kompletnie siły. Aż się zaczęło. Moment w którym Bill wbiegł na scenę odwiał ode mnie wszelkie wątpliwości. Maiłam go niemal na wyciagnięcie ręki. Widziałam każdy szczegół i nawet nie pobiłam się z laską która mi pare razy reka w głowe przywaliła. Na veressen Kinder płakałam jak dziecko. Efekt specjalne były boskie a perspektywa pierwszego rzędu rekompensowała wszystko. Bill przywitał się z nami po polsku a laski tak się darły ze omało nie ogłuchłam. Na jednej piosence dostał nawet maskotką w głowę czym się nie przejął. bYć może odnoszę tylko takie złudne wrażenie, aczkolwiek zdaje mi się ze miałam szczęście bo i Bill i Tom ( kiedy podeszli blisko nas) się do mnie uśmiechnęli. Ponadt o wszystkie piosenki były zajebiscie odśpiewane z chłopakami a Bill pare razy przekrzyczany. Dla mnie osobiście najpiękniejszym momentem było chyba to kiedy zauważyłam ze ma on łzy w oczach. Patrzył na fanów z podziwem i uśmiechem i było widać ze najchętniej by się popłakał. Cały koncert przeskałam i nawet w miare możliwości się porusząłm w rytm muzyki ( niestety nie mogę nazwać to tańcem) jakieś 20 lasek w miejscu gdzie ja stałam zemdlało i było wynoszonych przez ochronę. Po koncercie uplatana o dziwo znalazłam rzucony gdzieś pod scene mój sweter i wyszłam w poszukiwaniu dziewczyn przed Torwar. Tam cały czs wrzeszczałam i skakałam po czym moje ADHD oficjalnie zostało uznane za w 100% prawdziwe ;p do teraz nei wiem skąd miałąm na to wsyztsko siłe. W tłumie było gorąco i duszno. Ścisk był nie smakowity. I wiem jedno, trzeba było tam być ale wiesz co ?? było warto :D

mimo ogromnego zmeczenia fizycznego i psychicznego był to jeden z najpiekniejszych dni w moim zyciiu :)
komentarze [19]

EPILOG => WIECZNOŚĆ TO BARDZO DŁUGO >> piątek, 22 grudnia 2006 12:24:22
komentarze [46]

PAMIETNIK MERC PISANY PARĘ GODZIN PRZED ŚMIERCIĄ

Nie będę się zastanawiała jak zacząć. Napisze po prostu – dzisiaj zasnę. Wiem już na pewno. Jakie to uczucie wiedzieć? Żadne... w tym problem że TO nie ma emocji. TO jest czymś czego nienawidzę chociaż tak naprawdę tego nie znam.
Muszę powiedzieć Billowi. Nie wiem jeszcze jak to zrobię. Boje się, ale nie samej tej rozmowy. Boje się że nie pomogę mu zrozumieć ze tak musi być. Sama przecież nie umiem się z tym pogodzić. Jestem taka bezsilna. On nie może się dowiedzieć ze czarne anioły mogą umrzeć dopiero jak spotkają swojego podopiecznego. Poczuł by się winny. Swoja drogą jestem ciekawa kim był mój. Poznałam go bardzo dawno temu, ale tego nie pamiętam. To było jeszcze przed wypadkiem. Mam mi opowiadała ze byłam wtedy jeszcze mała. Zgubiłam się w jakimś wielkim mieście i wszyscy mnie szukali. W końcu nawet policja zaczęła tracić nadzieje. Aż tu nagle w środku nocy sama znalazłam drogę i wróciłam do domu. Powiedziano mi wtedy że musiał mną pokierować jakiś anioł. Szkoda że go nie pamiętam...
Znowu pada. To niebo płacze. Świat się ze mną żegna.
Czy ja napisze że nie che to, to coś zmieni ??
Chciałabym przeżyć każdą z chwil odkąd tutaj przyjechałam jeszcze raz.
Kolejny raz dosyt słów...a może brak? Tak dla mnie brak słów w jakie mam ująć co czuje...
Emocje...
Czasem gotują się jak wrzątek ,wtedy mogą ogrzać... lub poparzyć
Czasem zimne jak lód chłodem zabijają sens ,usypiają dusze...
Czy naprawdę nie można mieć wszystkiego??
Otóż można trzeba tylko dobrze zdefiniować słowo "wszystko", bo wszystko mamy wtedy gdy nie chcemy nic więcej...
I tutaj odnalazłam lekarstwo na chorobę duszy... nie chcę od losu już niczego.. czekam co dostanę i zniosę wszystko bo wierze że jestem szczęśliwa z tym co mam, a resztę dostane jak zasłużę...
Co ja plotę ?? Przecież tym razem wiem co mnie czeka. Ze strachem gdzieś w środku, czekam na wyrok. Nie, to nie wyrok. Wyrok ktoś dał mi już dawno temu. Kiedy powiedzieli mi że mam nawrót, nie pytałam czy są szanse. Wtedy zrozumiałam ze to już koniec. Ta cholerna choroba spała we mnie przez tyle lat Gdybym tylko wiedziała w którym momencie się obudziła, zniszczyła bym tą chwilę i zabiła jej istotę. A jeśli... tak... Ten rak obudził się w momencie gdy poznałam Billa. Przez cały rok zabijała moje ciało. Jaka to ironia. Wystarczyła jedna minuta aby odwołać wyjazd do Niemiec. Nigdy bym ich nie poznała, a moje życie trwało by nadal. Egzystowałam bym gdzieś pomiędzy szarą plamą na ścianie a głosami echa w mojej głowie. Ale nie musiała bym odchodzić. A teraz? Żegnam się słowami których nienawidzę teraz tak bardzo. Nienawidzę rąk które to piszą, nienawidzę serca które to dyktuje.
Nie, nie cofnęła bym czasu. I choć miałabym umierać jeszcze ze sto razy, zrobiła bym to. Bo już teraz wiem że prawdziwa śmierć jest niczym w porównaniu do prawdziwego życia. Zabrakło anioła? Nie.. ich nigdy nie brakuje, ale niektóre anioły to też ludzie pamiętasz?
Ich skrzydła są czarne, one tez grzeszą... one też błądzą, ale są i czasem to ludzie je odrzucają tłumacząc sobie ze ich brak powoduje katastrofę....
Czy można kochać tak bardzo aby pozwolić komuś odejść?? Jak wielkie musi być oddanie by pozwolić sobie na pęknięcie na pół. A może czasem brak odwagi na stawienie czoła światu pozostawia tylko negatywne wybory??
Koniec...Nie che żyć wierząc ze koniec istnieje
Jest dzisiaj
Ta chwila
Wiec zatrzymajcie wskazówki zegara
Zapalcie świecę tak by jej ogień ogrzał wasze serca
I szepnijcie że wasze życie właśnie się zaczęło
Bo wy znacie siłę szeptu
Bo jesteśmy tylko jednostką
Bo jesteśmy aż jednymi z miliarda istnień
Warto wierzyć, że to ma sens
Dlaczego??
Bo tutaj mogło go zabraknąć...
Nie napiszę, żadnych życiowych rad. Nie umiem. Żyłam jeszcze zbyt krótko.
Tak. Często myślę co by było, gdyby moje Zycie potoczyło się dalej. Ile pięknych chwil bym z wami spędziłam.
Dlatego zróbcie coś dla mnie. Żyjcie tak, jak ja starałam się was nauczyć. Cieszcie się każdą chwilą, tak jakby była waszą ostatnią. Uśmiechajcie się nawet do deszczu. Gońcie księżyc w nocy i łapcie babie lato za dnia. A jeśli spotkacie kogoś smutnego, porostu go przytulcie. Nie mówcie będzie dobrze. Nie pytajcie dlaczego. Bądźcie. To naprawdę wystarczy.
Jeśli jednak poczujecie taką potrzebę – płaczcie. To dobre łzy.
Ja też wiele razy płakałam. Wylewałam może srebrnych perełek.
Teraz też płaczę.
Nie napiszę żegnajcie, bo nie potrafię. Nie napiszę do zobaczenia, bo nie ode mnie to zależy. Napiszę po prostu KOCHAM, bo to będzie jedyne z moich słów które nigdy nie przyjmie formy przeszłej.


Chłopak wybiegł w pośpiechu. Tom zrozumiał, że on po prostu musiał.
Wsiadł samochód i rozkazał, ocierającemu łzy Johnowi jechać do szpitala.
- ale czy to ma sens ? – spytał kierowca
- Po... – głos chłopaka grzązł w gardle – Po prostu jedź ! – powiedział na lekkim bezdechu.
Oddychał głośno i nieregularnie. Oparł się głowa o zimną szybę. Teraz już wszystko było takie zimne. Świat nagle zrobił się szary. Gdy zauważył jak przejeżdżają obok znajomego placu zabaw, zamknął oczy. Czuł jak słone łzy pieszczą jego delikatne polika.
Dobrze pamiętał, jak lubiła tam przesiadywać. W środku nocy siadała na żółtej huśtawce i z gracja małego dziecka odbijała się stopami od podłoża.

- czego pragniesz ? – spytał siadając na huśtawce obok
- niczego – odpowiedziała bez zastanowienia
- Jak to niczego ? Każdy o czymś marzy ! – podburzył się lekko
- Owszem, ja również posiadam marzenia – uśmiechnęła się pod nosem
- Ale ... – nie zrozumiał
- spytałeś czego pragnę, a ja ci odpowiedziałam niczego, ponieważ niczego nie chcę – wytłumaczyła mu
- Ale to, to samo ! – stwierdził stanowczo
- I tutaj się mylisz – uśmiechnęła się ponownie i zatrzymała bujającą się lekko huśtawkę – pragnienia, to takie nasze zwykłe zachcianki, a marzenia to coś więcej. To takie plany na przyszłość. Coś do czego czujemy się stworzeni. Coś bez czego nie wolno nam żyć naprawdę – spojrzała w niebo, oblane mnóstwem gwiazd
- no nawet jeśli – chłopak ustąpił – to pragnienia tez ma każdy !
- Ehh no dobrze – westchnęła i spojrzała na niego – więc jakie ty masz pragnienia ?
- chciałbym być naprawdę bogaty i sławny ! – zamyślił się - i oczywiście chciałbym znaleźć kobietę którą bym kochał.
- Dobrze – powiedziała spokojnie – Powiedzmy że masz już to wszystko. I teraz jesteś szczęśliwy ?
- Tak – odpowiedział pewny siebie
- Jednak gdybyś stracił choć jedną z tych rzeczy twoje szczęście prysło by jak bańka mydlana...
- do czego zmierzasz ? – spytał podirytowany
- Jakaż to ironia – zaśmiała się – popatrz – zwróciła się do niego – całe życie dążysz by osiągnąć wszystkie swoje cele, aby zaspokoić pragnienia. Nie będziesz szczęśliwy, dopóki nie zdobędziesz wszystkiego. Jednak jeśli stracisz choćby jedną z tych rzeczy, całe to dążenie uznasz za niepotrzebne. – spojrzała pod nogi i zaczęła grzebać prawą stpa w piasku – Bill – powiedziała przerywając milczenie – nie łatwiej było by po prostu niczego nie chcieć i cieszyć się tym co się ma ?
- Chyba tak ... – spojrzał jej głęboko w oczy
- Tylko wtedy naprawdę będziesz się cieszył gdy cos dostanie. Widzisz nic nie przychodzi do nas bez powodu. – uśmiechnęła się – Nie mam pragnień ponieważ, jestem szczęśliwa. Życie nauczyło mnie mieć wszystko, wystarczy nie chcieć niczego więcej ...


- Bill – poczuł szturchnięcie – już jesteśmy – oznajmił mu John.
Chłopak bez słowa wbiegł do szpitala.
Ostry zapach wdzierający się jego nozdrza przyprawił go o lekki zawrót głowy. Wytarł klejące się polika.
3 piętro. To tutaj.
Długi korytarz, prowadzący bez pośrednio do pokoju 213.
Mimo iż szedł szybko, zdawało mu się że płynie. Ściany już nie stały w pionie, tylko chwiały się w jakichś odległych nieznanych mu przestrzeniach.
Zobaczył wysokiego lekarza. Odepchnął go jednak lekko ręką i wbiegł do pokoju.
- Jej serce zatrzymało się dokładnie o godzinie 1.00 – zaczął lekarz widząc, że chłopak stał już w progu. – podczas dwunastu minut reanimacji, nie zaszły żadne zmiany. Umarła. – kontynuował – zrezygnowani odłączyliśmy wszelką aparaturę – położył ciężką dłoń na ramieniu chłopaka i wtedy o godzinie 1.13 – przełknął ślinę – wszystkie czynności życiowe, tak nagle powróciły do normy.
Lekaż mówił coś jeszcze, jednak Bill już go nie słuchał, patrzył teraz na obraz znajdujący się za pustym szpitalnym łóżkiem.
Na dużym parapecie siedziała młoda dziewczyna. Jej długie czarne włosy oplatały wpół nagie ramiona. Światło przedzierające się przez szybę oblewało jej postać. Patrzyła gdzieś przed siebie. Skulona, obejmowała swoje kolana.
- M – Merc ? – wydusił z siebie chłopak
- Bill ! – krzyknęła i pełna radości zeskoczyła z parapetu
- Ale jak .. ? – spytał przytulając ją do siebie
- Nie wiem .. – poczuła jak łzy spływają jej z oczu – Po prostu nie wiem...
Nic już nie mówili. Stali objęci. Znowu razem. Nie !
Oni nawet na chwilę nie przestali być razem. Dwoje niesfornych kochanków. Nastolatkowie którzy mieli śmiałość przerwania kanonu Romea i Juli. Z wyrytymi na sercach swoimi imionami, mieli iść tak już do końca świata, a może i jeden dzień dłużej...
Spytacie dlaczego ? Dlaczego uśpione raz życie, narodziło się ponownie. Jaka siła, była wstanie przerwać i zakłócić przeznaczenie ?
Odpowiedź jest prosta, lecz może nie oczywista. Bóg. Tak, ten sam według którego woli, mieli zostać rozłączeni.
Jednak mylicie się myśląc iż urzekło go ich cierpienie. Nie uległ wylanym przez przyjaciół łzą.
Czasami, po prostu dzieją się rzeczy nie zależne nawet woli tych najwyższych.
Błąd ? Pomyłka ? przeoczenie ? Nie...
Nieprzewidziany zbieg okoliczności.
Merc i Bill nie pytali. Nie szukali odpowiedzi na wszystkie pytania. A może oni po prostu wiedzieli ? zrozumieli kiedy ta historia zaczęła się tak naprawdę...
Kilkanaście lat temu, mała dziewczynka jedzie wraz z liczna rodziną do wujka, na wakacje. Czarnowłosa i pulchna istotka, gubi się jednak w środku nocy, gdzieś pomiędzy domami. Właśnie wtedy spotyka Jego. Są równego wzrostu. On ma blond włosy i ogromne czekoladowe oczy. Nie zamieniają ze sobą słowa. Po chwili wpatrywana w siebie chłopak pokazuje jej ręka gdzie ma iść. Cudownym trafem znajduje właściwą drogę.
Parę lat później ma wypadek w którym traci pamięć. Nieznajomy, który jej pomógł staje się postacią kolejnej opowieści jej mamy.
Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie mały, praktycznie nieistotny szczegół. Podczas spotkania, wtedy w Niemczech, tamta dwójka nie wymieniła się dotykami.
Tak Bill był aniołem Merc. Niestety nie mógł o tym wiedzieć, ponieważ w momencie ich spotkania nie mógł pojawić się charakterystyczny znak.
Spytacie dlaczego gdy już się dotknęli tylko Merc go miała.
To proste. Ona już wtedy wiedziała. Jej wiara była silniejsza. Więc gdy umarła okazało się , że bramy nieba są dla niej jeszcze zamknięte. Przecież jej anioł nadal żył.
Banalna miłość dwojga aniołów, przewróciła całym światem. Zwykły przypadek okazał się zbawienną mocą.
A może to tylko bajka ? Sen który przyśnił się każdemu spośród grupki przyjaciół.
Przecież, równie odważnym było by stwierdzenie iż jakaś wnętrza siła i ogromna miłość pozwoliła im tak trwać aż do końca.
Nieistotne.
Interpretacje pozostawiam wam. Neutralnym czytelnikom...


No nareszcie postawiłam ostatnia kropkę. Myślałam że nigdy tego nie skończę. A mówili mi że pisanie tego ręcznie to samobójstwo. No proszę po raz kolejny Merc was zaskoczy. Musze to jeszcze tylko schować i skończone.
No proszę mój stary pamiętnik. Dawno do niego nie zaglądałam.
- Merc!
- już idę
Kurcze znowu się nie mogę wyrobić.
Poczeka jeszcze trochę. I tak się przyzwyczaił.
O coś mi wypadło. Kto by pomyślał, szukałam tego zdjęcia. To było w Bremen. Pamiętam jakby to było wczoraj. Az trudno mi uwierzyć że to było tak dawno temu.
A teraz mam na palcu wytatuowaną obrączkę z jego imieniem. Jest śliczna. W końcu sami ja zaprojektowaliśmy. Na początku cholernie mnie bolała. Ale udawałam twardą jak zawsze. Dopiero kiedy zaczął się śmiać z mojej miny przyznałam się ze mnie boli. Wtedy złapał mnie swoja prawą ręką za moja prawą dłoń. Od razu mi ulżyło.
To już pół roku odkąd zaciągnęłam go przed ołtarz. A tak się zarzekał że nigdy. A jednak.
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Pojechałyśmy z dziewczynami na warsztaty taneczne do Paryża. Chłopaki nie mogli jechać z nami bo mieli koncert. Nie podejrzewałam że to wszystko był jeden wielki spisek. Wszystko zaplanował. Miała być uroczysta kolacja w pięknym apartamencie z widokiem na wierzę Eiffla , orkiestra z muzyką i purpurowy wystrój. Chciałabym widzieć jego minę gdy się okazało że wszystko popsułam idąc na spacer. Dziewczyny mówiły że wybiegł nic nie mówiąc. Wiedział gdzie mnie szukać. Stałam na „naszym” moście. Był środek nocy. Zimny wiatr drażnił moja twarz. Powietrze było strasznie rześkie. Na niebie miliardy gwiazd spowite delikatna mgiełka. Gdzieś w tle oświetlony Paryż.
- Paryż zawsze tu będzie – powiedział ponętnym głosem. Zaskoczył mnie. Pomijając fakt że śmiertelnie się przeraziłam nie wiedziałam że oglądał „Casablance”. Dopiero później przyznał się że przeczytał „11mint” po tym jak zachwalałam ta książkę przez prawie miesiąc.
- kocham cię – usłyszałam nagle
- ja ciebie bardziej – zażartowałam ale on się tylko uśmiechnął. Poczułam ze coś się święci. Uklęknął i jak gdyby nigdy nic wyciągnął czerwone pudełeczko z kieszeni. Spytał się czy za niego wyjdę. Nie wiedziałam co się dzieje. Pamiętam tylko ze krzyknęłam tak. Nie czułam już zimnego. nie drażnił mnie wiatr. W moim sercu zapanowało wieczne lato.
Bill. Tak kocham go.
- Mercu idziesz??
- a tak już idę – wystraszył mnie. Musiałam się naprawdę grzebać bo wchodził na górę dopiero jak nie ma mnie dłużej niż pół godziny.
Lubię dotykać jego dłoni. Kompletnie się nie zmieniły. Czarny lakier zmywał tylko kiedy mieliśmy spotkać się z moją mamą. Trudno, ale chociaż na tyle go namówiłam.
20 czerwca. To ta data. Wiem że to dziwne ale to ona jest dla nas najważniejsza. Poznaliśmy się dokładnie 4 lata temu. To wtedy wszystko się zaczęło.
Na szczęście znowu udało mi się go wyciągnąć na spacer. Jaki on jest czasami leniwy. Wszędzie chciałby żeby mu ten chudy tyłek wożono.
No jeszcze tylko jakieś 20 minut i będziemy na miejscu. Uwielbiam ten mały staw na uboczu. Chodziliśmy tam jeszcze jak nie byliśmy razem.
- dzień dobry
- dzień dobry
Wszyscy się tutaj znają. Chociaż gazety już dawno sobie odpuściły mam wrażenie że jesteśmy tematem numer jeden właśnie tutaj. Słyszałam ostatnio jak dwie nastolatki mówiły że nam zazdroszczą. Że jesteśmy tacy szczęśliwi. Wymyśliły różne historię o tym jak mogliśmy się poznać i jak doszło do tego że jesteśmy razem. Niektóre były bardzo zabawne a inne szalenie romantyczne.
Ehh gdyby tylko znały naszą prawdziwa historię ...
Ee
I tak by nam nikt nie uwierzył.


***************************

TYM RAZEM TO JUŻ NAPRAWDĘ KONIEC
NIE MOGŁAM ZABIĆ MERC
UŚWIADOMILIŚCIE MI ŻE JEST NA TO ZBYT SILNA
ONA CHOC Z POCZĄTKU STWORZONA PRZEZEMNIE ZYŁA WŁASNYM ŻYCIEM
ONA PODNIOSŁA SIĘ DZIĘKI WAM
I DLA WAS BEDZIE SZŁA DLAJE
NA PRZEKÓR INNYM, BEDZIE SZCĘŚLIWA

NIE PRZESTANĘ PISAĆ
NIE POTRAFIĘ
ZACZYNAM 2 KOLEJNE OPOWIADANIA
WSTEPY DO NICH BĘDA PRAWIE IDENTYCZNE, NATWOMIAST ROZWINIĘCIE ZUPEŁNIE INNE
MAM PROŚBĘ
JEŚŁI CHCECIE BYĆ POWIADAMIANI O NOTKACH NA GADU NAPISZCIE TO NA GADU POD NUMERM 2615770 ( TYLKO CI KTÓRZY SIE ODEZWA BĘDĄ PWOIDAMIANI PRZEZ GADU, TA PROŚBA GŁÓNIE DO OSÓB MAJĄCYCH BLOGI NA ONECIE)
INNI JEŚLI CHCĄ BYĆ POWIADAMIANI NA BLOGACH NIECH PISZĄ PORPSOTU KOMENTARZE, I W TEN SPOSÓ BĘDĄ POWIADAMIANI :)
POZDARWIAM WAS KOCHANIO
WASZA MERC

mona-lisa.mylog.pl opowiadanie o th
rumba.mylog.pl - opowiadanie bez th ( niektózy mogą je już kojażyć z blogu rumba-i-tancereczka:))

taniec-we-mgle.mylog.pl - jakby ktoś chciał wiedziec co się u mnie dzieje - mój internetowy pamiętnik :)


WESOŁYCH ŚWIĄT

ps. wybiera się ktos na koncert th w Warszawie ?? ja będę :D
komentarze [46]

PART 100 => ZAMKNIJ OCZY I PATRZ ... >> piątek, 15 grudnia 2006 12:09:22
komentarze [43]

- ciężko nam to wytłumaczyć – zaczął wysoki lekaż – ale wygląda na to że wasza przyjaciółka tak po prostu się obudziła. Oczywiście nie oznacza to zupełnego powrotu do zdrowia, ale zawsze jest jakaś nadzieja....
- Możemy ją zobaczyć ?? – sptał Bill, przerywając jednocześnie lekarzowi
- Tak, ale tylko na chwilę, to był wstrząs dla jej organizmu.
- Mercuś ! – krzyknęła Ania, podbiegając do łóżka na którym leżała czarnowłosa. – Ja wiedziałam, że z tego wyjdziesz – mówiąc to, czuła jak do jej oczu zaczynają napływać łzy szczęścia.
- Kocham cię wiesz ? – Bill złapał ją delikatnie za rękę, a ona szeroko się uśmiechnęła.
Była jeszcze blada i słaba. Nie wstawała z łóżka przez tyle czasu, że wydawało jej się że już nawet nie pamięta jak się chodzi. Patrzyła tak na rozpromienione twarze przyjaciół i poczuła, jak mała łza wypływa z kącika jej lewego oka.
- cieszę się, że was widzę – powiedziała cicho, ale wyraźnie
- Teraz już wszystko musi być dobrze – odezwał się Tom, obejmując lekko Gabi
- Widzę, że wiele się zmieniło – powiedziała już głośniej
- Nie bój się, wszystko ci opowiem – Bill usiadł n a skraju jej łóżka. Niestety gdy zaczął się pochylać nad jej twarzą, ześlizgnął się z prześcieradła i z hukiem zleciał na ziemię.
- Bill ja wiem że ty byś bardzo chciał być blisko mnie – Zaczęła Merc, ledwo powstrzymując się od śmiechu – ale uwierz mi, nawet jak się połamiesz, to będziesz leżał na innym oddziale – cała paczka wybuchła śmiechem, łącznie z czarnowłosym, który już po chwili się podniósł.
Po 10 minutach zostali wyproszeni przez lekarza. Powiedział, żeby pojechali do domu. Tutaj nie są już wstanie nic zdziałać, a i im przyda się chwila odpoczynku.
Posłusznie, ale niechętnie udali się do domu Maxa. Był już środek nocy więc ułożyli możliwe najwięcej spań w salonie. Nie chcieli się rozdzielać. Ostatnie wydarzenia zbliżyły ich do siebie jeszcze bardziej. Wiedzieli że mogą na siebie liczyć na każdym kroku. Byli swoistą rodziną, rodziną która dla większości z nich była często jedynym oparciem.
Pierwsza doba po przebudzeniu ze śpiączki, miała być decydująca. Tak bardzo chcieli być teraz przy niej. Ona jednak rozumiała że im nie wolno. Czuła ich obecność tuż obok.
Wszyscy prócz Billa położyli się dwójkami.
Zamknął oczy. Nawet nie wiedział kiedy zasnął. Lecz tak jak odkąd poznał Merc sny kojarzyły mu się z błogą przyjemnością i spokojna nocą, gdy w powietrzu unosił się jej zapach, tak teraz wydawał mu się przykrym bytem gdzieś pomiędzy życiem a nicością. Już nie bał się myśleć że się od niej uzależnił. W każdej chwili mógł wstań i nagłos powiedzieć że nie wyobraża sobie dnia bez dotyku tych porcelanowych dłoni.
Poczuł na twarzy powiew lekkiego wiatru. Nie był ani zimny ani ciepły. Po prostu nijaki, tak jak teraz stan w którym się znajdował. Zbagatelizował nagły podmuch. Bał się otwierać oczu. Każda kolejna sekunda gdy były zamknięte pozwalała mu się łudzić, że może wydarzenia sprzed ostatnich dni to zwykły koszmar, który pryśnie jak bańka mydlana gdy tylko czarnowłosa jak zawsze obudzi go delikatnym muśnięciem ust.
Poczuł jak coś na sofie się poruszyło i bynajmniej nie był to on. Otwarł oczy przepełnione złudną nadzieją. Niestety poza ułożeniem ciała Ani wtulającej się teraz jeszcze bardziej w ciało Gustava, nic się nie zmieniło. Wszyscy spali słodko i lekko.
- „ jak oni tak mogą” – pomyślał czując do nich żal i smutek. Przecież tyle wniosła w ich życie a oni teraz spokojnie spali podczas gdy ona walczyła o każde kolejne uderzenie swojego małego serduszka. Gdyby tylko Bill mógł wiedzieć dlaczego ich powieki spoczywały tak spokojnie. Gdyby otwarł oczy chwile wcześniej widział by jak dłoń bez dotyku której nie potrafił żyć jeszcze chwile temu dotykała ich twarzy. Gdyby złudna nadzieja nie zaprzątała mu głowy zobaczył by jak usta budzące go co rano, delikatnie całują ich jeszcze wilgotne od słonych łez polika.
Spojrzał na duży zegar wiszący na ścianie. Dobrze pamiętał jak namawiała Maxa przez 2 dni żeby kupił tego - jego zdaniem – starego grata.
Była godzina 24. 47. zdziwił się ze bez problemu odczytał ja z taka dokładnością. Tylko Merc minuty nigdy się nie zlewały. Ale jej czas i tak zawsze był płynny. Czasem zdawało mu się ze dla niej nie ma żadnej różnicy między dniem a nocą. Gdy jej to mówił zawsze odpowiadała że dzień jest jak żywiołowy i szybki taniec który może zmęczyć jedynie jej ciało, natomiast w nocy żyje jej dusza. Mówiła że jest jak gwiazda która tak naprawdę nigdy nie gaśnie ale tylko nocą można ja zobaczyć. Wtedy pytał czy ona kiedykolwiek śpi a ona z uśmiechem mówiła że nazywa to raczej „ tańcem we mgle”.
- to już mój ostatni taniec – usłyszał cichy i znajomy głos za plecami
- M-Merc ?? – spytał z niedowierzaniem patrząc na czarnowłosą siedzącą na oparciu kanapy na której leżał . Uśmiechnęła się do niego ciepło i przytaknęła. – co ty tutaj robisz ?? – zapytał zaskoczony – Kiedy wyszłaś ze szpitala?? Dlaczego nikt nie zadzwonił ?? Jak się tu dostałaś ?? – mówił szybko – Przecież tobie nie wolno...
- ciii ... – przerwała mu kładąc na ustach palec wskazujący - to teraz nie istotne – jej głos brzmiał tak dziwnie. Miał taki spokojny i harmonijny ton. – Bill to jest twój sen....
- sen ?? nie ... na pewno nie ... – dokończył jakby sam do siebie i wstał z sofy
- co ty robisz?? – spytała
- chce ich obudzić – wskazał na grupkę przyjaciół
- Nie możesz....
- mogę !! przecież powiedziałaś że to mój sen, a więc wolno mi wszystko !!
- ach to takie typowo ludzkie... bo widzisz wy ludzie....
- my ludzie ?? - przerwał jej z przerażeniem w głosie – Merc co się dzieje?? O co tutaj chodzi ?? – podszedł krok bliżej do siedzącej na oparciu mebla dziewczyny
- to nie jest takie łatwe... – spuściła wzrok
- może jak mi wytłumaczy będzie łatwiejsze – łagodnie podniósł jej pod bródek ku górze. Przez chwile pomyślał ze zwariował. Tak bardzo pragnął by było tak jak dawniej. Jednak kiedy jej dotknął wiedział ze to nie jest zwykły sen. Ze to nie jego wyobraźnia tworzy ten obraz. To się działo naprawdę przerażając go coraz bardziej z każdym wypowiedzianym słowem.
- pamiętasz ... – zaczęła nieśmiało – zaraz na początku kiedy się poznaliśmy, miałam na prawym nadgarstku takie dziwne czarne literki. kiedy niechcący wyładowałyśmy z Iga u was w ogrodzie zapytałeś się mnie co one oznaczają.
- niektóre anioły rodzą się ludźmi ... szepnął – takie miało być ich znaczenie
- rzeczywiście takie było. – mówiła dalej – a ty się spytałeś czy to tatuaż
- powiedziałaś ze narysowałaś to długopisem jak ci się nudziło
- to nie prawda – spojrzała na niego
- przecież parę dni później po napisie nie było już śladu – uspokoił się trochę i usiadł na ławie naprzeciwko czarnowłosej
- tak, ale to ty mi to zrobiłeś – podniosła prawą dłoń do góry aby Bill mógł ujrzeć napis na nadgarstku. Chłopak spojrzał się tylko pytająco. – widzisz – kontynuowała – każdy z nas ma swojego anioła stróża tam w niebie – wskazała palcem do góry – jednak niektórzy potrzebują bardziej cielesnej opieki. Wtedy dostają swoich opiekunów na ziemi. To też anioły ale zrodzone z ludzi którzy dostali drugą szanse. Ich życie nie różni się szczególnie od tego „zwykłego”, po za tym że nigdy nie śpią. Owszem ich ciała wskazują na ten stan ale ich dusza nigdy nie odpoczywa. Żaden z aniołów nie wie jednak o swojej misji od początku. Dowiaduje się o tym z czasem a przeważnie nie długo przed tym jak poznaje swojego podopiecznego. Wtedy w miejscu gdzie ten go jako pierwszy dotyka powstaje taki właśnie napis.
- a skrzydła?? Przecież wszystkie anioły maja skrzydła... –drążył temat
- tak to prawda. Te również je posiadają tylko że czarne, bo zabrudzone przez grzech i ludzkie nawyki. Ich siła jest ograniczona do mocy ich uczuć. Nie powstrzymają cię przed osiągnięciem dna jeśli sam tego nie zrobisz, ale razem z tobą się od niego odbiją. To one kontrolują twoje sny a każdy twój błąd jest także ich grzechem. – spojrzała na niego dając znać ze skończyła
- kiedy się poznaliśmy poczułem jakby nas „kopnął prąd”. Powiedziałaś że coś zaiskrzyło – uśmiechnął się na sama myśl o wydarzeniu – to wtedy ci to zrobiłem. – przerwał na chwilę by móc ująć jej dłonie w swoje – kiedy byłaś mała miałaś wypadek i straciłaś pamięć. Podczas hipnozy widziałaś własna śmierć. To wtedy zrozumiałaś kim jesteś. Dostałaś drugą szansę. To dlatego tak kochałaś noc...
- za każdym razem kiedy już spaliście ja tańczyłam we mgle, rozwijałam swoje skrzydła i patrzyłam na was z boku. Poprawiałam wasze kołdry gdy się zsuwały albo zamykałam okna gdy zaczynał wiać zbyt ostry wiatr. Jednak nigdy nie mogłam was dotknąć a wy nie mogliście mnie widzieć.
- a dzisiaj ?? – spytał przełykając ślinę. Czarnowłosa zamknęła oczy tak jakby chciała się na czymś bardzo skupić. Ścisnęła dłonie chłopaka jeszcze mocniej. Były takie żywe i ciepłe. Tętniło w nich jeszcze wiele lat życia. Potarła jego skórę. Podniósł głowę do góry i zobaczył jak z jej pleców wynurzają się ogromne skrzydła. Mimo swojego rozmiaru wydawały się niesamowicie lekkie.
- już je kiedyś widziałeś prawda ?? – spytała
- wtedy były czarne.... – jeszcze przez chwile przyglądał się jak z jej skrzydeł po kolei opadają ostatnie czarne piórka pozostawiając je niemal śnieżnie białymi – błagam cię powiedz mi ze ty nie....
- Bill – przerwała mu - to już mój ostatni taniec – posmutniała. Poczuła jak opuszcza swoje ciało. To był ogromny ból, niczym nie przypominający tego co czują ludzie. Wszystkie wspomnienia przelatywały teraz przez jej głowę jak stary film, który w pewnym momencie tak po prostu się kończy. Bez napisów muzyki i zbędnych komentarzy, pozostawiając ekran zupełnie pustym. Wszystkie uczucia zamieniały się w łzy które były zbyt lekkie by ktokolwiek mógł je zobaczyć. Spływały do środka duszy której więźniem miała zostać już na wieki. Jedna sekunda była teraz dla niej wiecznością. Co gorsza wiecznością bez niego. Wszystko dookoła oblała biel która raziła swoją czystością. Była sama. Próbowała stworzyć sobie jakiś świat. Zbudować na nowo surrealistyczną i abstrakcyjną rzeczywistość będącą tylko dziecinną grą w kolory. Kolory które już dla niej nie istniały. Błękit morza i granatowe niebo były szarymi plamami w jej chorej wyobraźni. Stała w miejscu z uczuciem spadania. To jej ciało. Była jeszcze zbyt bardzo z nim zżyta. Ono dążyło gdzieś ku destrukcji i samo zagładzie bezwładnie spadając w nicość. Zaczęła krzyczeć, jednak nic nie słyszała. Głucha cisza przyprawiała ją o szaleństwo.
- „ a wiec tak umierają anioły” – pomyślała.
Znaki których jeszcze nie rozumiała. Dźwięki których nie była wstanie usłyszeć. Wieczność bez oddechu. Ostatni sprawdzian prze który było jej dane przejść. Nie było odwrotu. Jej ciało już płonęło, porwane przez lodowate dłonie ognia. Sprzeczności stawały się zbyt normalne. Brak czucia był nie do zniesienia. Niewyczuwalna zewnętrzność rozpływała się jak mgła.
Biegła stojąc w miejscu. Stała, ścigając się z czasem. Czasem który już dla niej istniał.
Krzyknęła raz jeszcze, ten ostatni. W reszcie gdzieś z otchłani usłyszała jego echo. Otwarła oczy jak wyrwana z głębokiej zadumy. Poczuła jak chłopak puszcza jej dłonie i gestykulując nimi wstaje z ławy.
- To wszystko nasza wina !!! – krzyknął wściekły – gdyby ci idioci nie połamali tego krzesła, albo gdybym wrócił do domu trochę wcześniej ... – jego głos się załamywał, jednak bezradność jaka czuł budziła w nim złość
- Bill ja i tak bym umarła... – odwrócił się w jej kierunku – miałam nawrót... rak złośliwy – westchnęła – nie było nadziei ...
- i ty mówisz to tak spokojnie ?? – zdziwił się tonem jej głosu
- a co mam zrobić?? – krzyknęła – myślisz że mi jest łatwo ?? ze chcę zostawić świat który był dla mnie wszystkim?? Do jasnej cholery Bill ja nic na to ni poradzę!!
- jesteś aniołem... zrób coś...
- chciałabym... ale nie mam takiej mocy. Tylko twoim życiem mogę po części kierować...
- już raz to zrobiłaś ...
- co ??
- uratowałaś mi życie... wtedy w nocy kiedy szalała burza.... – zamyślił się – a twój anioł?? Przecież jako człowiek musisz go mieć, może on cos zrobi...
- pewnie już nie żyje... widzisz druga szansa nie trwa wiecznie.... czarne anioły umierają bardzo młodo...
- Merc proszę cię... nie zostawiaj mnie – szepnął wręcz błagalnie – nie poradzę sobie bez mojego anioła – odrzucił wszelkie racjonalne myślenie. Zrozumiał coś czego nie potrafił do siebie dopuścić. Prawda go zabijała. On tez spadał. Dążył do dna którego nie było.
- zatańcz ze mną ... – uśmiechnęła się na przekór łzą które spływały po jej policzkach. Złapała go za dłoń i zachodząc z kanapy schowała skrzydła. Wtuliła się z niego mocno i oboje zaczęli obrać się w rytm własnych serc. Przecież był identyczny.
Czasem noc bywa zbyt czarna. Krzyki gwiazd to tylko złudne westchnienia elfów. Boże gdzie jesteś?? Czyjś świat złamał się właśnie na pół. Trzęsienie ziemi wywołało ogromna falę słonego pyłu. Skoro ta tęcza i tak kiedyś miała zniknąć po co był ten deszcz?? Dlaczego to słońce pozwoliło jej powstać skoro wiedziało ze wraz z nim zabierze każdą jej barwę ??
Bo kiedy dwa serca uderzają ten sam rytm, gra najwspanialsza muzyka świata, będąca purpurowym tłem dla czegoś co jest większe od miłości. Tworzy się nierozerwalna więź której nie zobaczysz jeśli nie zamkniesz oczu.
- zostanę tutaj już na zawsze – pogłaskała lewą dłonią jego klatkę piersiową w miejscu gdzie znajduje się serce. Prawą ścisnęła czarna koszulkę na jego karku. Łzy płynące z jej oczu zaczęły połyskiwać srebrem.
- kocham cię – wypowiedzieli jednocześnie. Bill przytulił ją mocno. Boże ile on by teraz dał aby móc zatrzymać ją przy sobie. Gwiazdę która nigdy nie gasła, anioła który pokazał mu piękniejsze niebo.
Jej serce bilo coraz słabiej. Potarli o siebie swoimi policzkami. Złączyli nosy. Oboje mieli zamknięte oczy by móc zobaczyć jak najwięcej. Czuli swoje zapachy.
Ale ona stawała się coraz delikatniejsza. Coraz bardziej przezroczysta aż zniknęła w postaci ulotnej i rześkiej mgły.
Chłopak poczuł ukucie w miejscu serca które przez chwilę zaczęło bić w podwójnym tempie.
Była tam. Nie okłamała go. Już nic ich nie rozłączy.

Czarnowłosy otworzył szybko oczy. Leżał teraz na kanapie w salonie, oblany potem. Nerwowo spojrzał na zegarek. Była 1.03. w pokoju było zupełnie pusto. Porozrzucane koce świadczyły jedynie o tym że ktoś jeszcze przed chwila tam był. Na komodzie przy drzwiach brakowało telefonu.
- nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – usłyszał krzyk Ani wydobywający się z kuchni. Trzask telefonu roztrzaskującego się o podłogę pokryta białymi kafelkami.
Zerwał się i pobiegł do jadalni. Kiedy zobaczył klęczącą i zapłakana blondynkę poczuł ze kręci mu się w głowie. Reszta przyjaciół przewijała się w tle obrazy który oglądał teraz jak pijany. Spojrzał na Toma. Popatrzył mu głęboko w oczy. Były takie smutne. Odwrócił się na pięcie i założył stojące w przedpokoju buty. Następnie szybko skierował się do drzwi.
- Bill stój.... – krzyknął za nim bliźniak
- nie – odpowiedział sucho
- przestań – szarpnął go za ramię ręki trzymającej już klamkę drzwi frontowych – to bez sensu – stanęli twarzami do siebie – dokładnie o godzinie 1.00 w nocy jej serce przestało bić – Tom ledwo wydusił z siebie te słowa.
Słowa które zabiły właśnie świat czarnowłosego. Bezczelnie potrzaskały go na małe kawałeczki. Oparł swoją głowę o głowę brata. Poczuł jak słone krople drążą w jego skórze ogniste blizny. Nie bał się płakać. Nie bał się niczego.
Gdyby był wstanie powiedzieć cokolwiek , szepnął by Tomowi na ucho „ jej serce nigdy nie przestanie bić...”
Zamknął oczy, by jeszcze raz przeżyć wszystko od nowa ...

Potrzebuję słów które poruszą moją duszę
Potrzebuje parę ulotnych wierszy
Bo za dnia męczy się tylko ciało
Dusza nocą tańczy we mgle

Nie zmienię wczorajszego dnia
Nie przewidzę jutra
Ale dzisiaj należy do mnie
Ta noc jest jeszcze długa

Każdą kroplą odmierzę ten blask
Zatrzymam gwiazdy które spadają
Słońce i tak kiedyś zajdzie
Już nie boje się ciemności

Mój krzyk będzie inny
Goniąc wiatr znowu cos zgubię
Bez zbędnych napisów
Pozostawię ekran zupełnie pusty

Ciało dąży do samo destrukcji
Złudne westchnienia elfów
To tak umierają anioły
Gdy gra najpiękniejsza muzyka świata

Kochaj mnie bo na to nie zasłużyłam ...

mercedes





****************

KONIEC...
BANALNE SŁOWO KTÓRE PRZYSZŁO MI TAK CIĘŻKO
BO JAK MAM WAM POWIEDZIEĆ ŻE SKOŃCZYŁAM OPOWIADANIE KTÓRE ZMIENIŁO MÓJ ŚWIAT ?
SZCZERZE PŁACZĘ...
ALE MUSIAŁAM
WIĘC BŁAGAM ZROZUMICIE.
MERC ZROBIŁA JUŻ SWOJE.
JEST SZCĘŚLIWA.

DZIĘKUJĘ:*
DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM BEZ WYJĄTKÓW
NAUCZYLIŚCIE MNIE WIĘCEJ NIŻ MOŻNA BY SIĘ SPODZIEWAĆ.
TO OPO DAŁO MI WIELE RADOŚĆI
DZISJA MAM JESZCE JEDNĄ, JEDYNĄ PROŚBĘ
CHCIAŁABYM ABY KAŻDY Z WAS, KTO CHOCIAŻ RAZ UZNAŁ ŻE CHOĆBY JEDNO Z URZYTYCH PRZEZEMNIE SŁÓW PORUSZYŁO GO NA SEKUNDĘ, PROSZĘ ABY ZOSTAWIŁ KOMENTARZ.
NIE WAŻNE JAKI
CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ ŻE BYŁ KTOŚ TAKI

CHYBA NIE POTRAFIĘ PISAĆ ZAKOŃZCEŃ
NIE UMIEM SIĘ ŻEGNAĆ
BO BOJĘ SIĘ TĘSKNIĆ

JA CAŁYSZ CZAS BĘDĘ TUTAJ ZAGLĄDAĆ I CZYTAĆ WASZE KOMENTARZE
NADAL BĘDE SIĘ STRAĆ WAM POMÓC
MIEJĄC NADZIEJE
ŻE HISTORIA MERC POZOSTANIE Z WAMI NA DŁUGO

JEŚLI KIEDYKOLWIEK ZAPOMNICIE ŻE JESTEM
PAMIĘTAJCIE ŻE BYŁAM

WASZA MERC :***

"KWESTIA ISTNIENIA"

ZAPROWADŹ MNIE DO DOMU

CZASEM UCIEKAM BY SIĘ UKRYĆ
TO NAPRAWDĘ BEZ ZNACZENIA
MOJE ŻYCIE – CHOROBA
NIE PRÓBUJ MNIE NAPRAWIAĆ
NIE POPSUŁAM SIĘ
ZAWSZE GDZIEŚ NA ZEWNĄTRZ
DALEKO OD ZMĘCZENIA
ZATRZYMAJ MNIE
NIE
TO NIE TAK
JESZCZE NIE TERAZ
BĄDŹMY BURZĄ Z PIORUNAMI
TO SPRAWIA ŻE CHCĘ KRZYCZEĆ
TO JUŻ NIE BOLI
CZAS ZABIJA UCZUCIA
JESTEM PONAD TYM
TRZYMAJMY SIĘ TEGO
MÓWIĘ TO ZE ŚRODKA
JESTEM UWIĄZANA TYMI RANAMI
ONE ZOSTAŁY DALEKO ZA MNĄ
WIĘC DLACZEGO SIĘ NIE GOJĄ
PROSZĘ ZABIERZ MNIE DO DOMU

CZASEM ŚWIAT ROBI ZE MNIE IDIOTKĘ
CZASEM CZUJE SIĘ TAKA PUSTA
WYPEŁNIONA DYMEM
Z GŁĘBI TWOICH PŁUC
DLACZEGO NADAL TU JESTEŚ
PRZECIEŻ NIGDY CIE NIE BYŁO
TAK
NIE
POCZEKAJ
TO TRACI UTARTY SENS
MIAŁEŚ BYĆ TYLKO MARZENIEM
IDŹ ŚWIAT SIĘ O CIEBIE UBIEGA
ZNÓW CI UCIEKŁAM
NIKT CI NIE POWIEDZIAŁ
ŻE ONA NIE ODDYCHA
POMALUJĘ USTA NA CZERWONO
ZNIKAMY, ZNIKAMY WRACAMY
NIE ZAMKNĘ SWOICH OCZU
ONE NIOSĄ MNIE WGŁĄB CIEBIE
MOŻE MOŻNA BYŁO TO ZMIENIĆ
JEDNA RZĘSA – ONA PAMIĘTA

mercedes


PS. BĄDŹCIE CZUJNI BO CZUJĘ ŻE JESZCE WRÓCĘ :)
komentarze [43]

PART 99 => SIŁA SZEPTU >> poniedziałek, 4 grudnia 2006 13:03:02
komentarze [36]

KOCHANI DZISJA KRÓTKI WSTĘP. DLACZEGO ?? DLATEGO ŻE NOTKA BĘDZIE WYJĄTKOWO DŁUGA I NIE WIEM CZY MI SIĘ UDAŁO ALE CHCIAŁAM WAM W NIEJ PRZEKAZAĆ JA K BARDZO JESTEM WAM WDZĘCZNA ZA TO CO ROBIECIE. JESTEŚCIE WSPANIALI!!1
CHCIAŁAM PODZIĘKOWAC JESZCE JEDNEJ OSOBIE. MIAŁAM TO ZROBIĆ JUŻ POD PORZEDNIA NOTKA ALE TOTALNIE WYLECIAŁO MI Z GŁOWY.
AGU - WIECIE MAM ZASZCZYT ZNAC JĄ OSOBIŚCIE I MUSZE WAM POWIEDZIEĆ ŻE WŁĄSNIE ONA POPRZEZ MINIMUM SWOICH SŁÓW POZWALA WYDOBYWAĆ MI Z SIEBIE SWOJE MAKSIUMU. TO DZIEKI NIEJ PISZE JAK PISZĘ. CZYLI TO CO CZUJĘ. UMIEM UBIERAĆ W NAJBARDZIEJ BANALNE SŁOWA TO CO CZASEM CHCIAŁABYM KRZYCZEĆ. WŁASNIE AGU NAUCZYŁA MI ZE TYLKO SZEPTEM MOŻNA PORUSZYĆ CZYJEŚ SERCE. DZIĘKUJĘ :*:*:*
DZIĘKUEJ WSYZTSKIM KTÓRZY KOMNTUJĄ :*:*:*:*

*************************

Poczuła ostry ból rozlewający się po całym jej ciele. A po chwili już tylko czarna plama przed oczami. Straciła jakakolwiek świadomość.
- Mercu wszystko w porządku ?? – spytał zbiegająca po schodach Ania która słyszała jej krzyk – Mercuś ??!! – krzyknęła widząc leżącą na podłodze przyjaciółkę – Tom dzwoń po karetkę!!! – zawołała widząc jak chłopak wchodzi przez frontowe drzwi do domu
- co się stało ?? – spytał wykręcając numer
- ona jest nie przytomna – podeszła do dziewczyny i próbowała ją ocucić
- Merc!!! – do kuchni wbiegł Bill – Merc!!
- nie krzycz idioto – skarcił go brat
- zamknij się – dokrzyczał mu – kochanie – mówił do jej bezwładnego ciała – do jasnej cholery gdzie ta karetka?? – pytał zdenerwowany
- jadą ! uspokój się ! – Ania próbowała wyciszyć chłopaka który odgarniał właśnie kosmyki włosów z twarzy ukochanej
Po chwili karetka zabrała nie[przytomną czarnowłosą i na sygnale udała się do szpitala. Reszta ekipy wsiadła do czarnego busa i pospieszyła za nią.
- Georg ty idioto uważaj jak jeździsz – karcił go Gustav
- przestańcie już – blondynka była wyraźnie zdenerwowana ciągłymi kłótniami
- jak to się stało ?? – spytał już spokojniejszy Bill
- poszła do kuchni, nie wiem mówiła cos że ma ochotę na czekoladę – tłumaczyła mu dziewczyna
- zawsze chowała wszystkie słodycze do najwyżej szafki w kuchni bo wiedziała że wtedy nie będzie chciało jej się tak często po nie sięgać – powiedział czarnowłosy tak jakby ktoś naszpikował go lekami uspokajającymi
- pewnie weszła na taboret i ... – Ania nie dokończyła bo właśnie dojechali na miejsce
Całą paczką wbiegli na jedno z pięter. Oczekując na wieści od lekarza usiedli na korytarzu. Bill zdenerwowany chodził po korytarzy ni mogąc znaleźć sobie miejsca. Widział ze było z nią bardzo źle. Musiała się naprawdę mocno uderzyć.
- jak to się mogło stać.... – powiedział zatrzymując się pośrodku przyjaciół
- to nasz wina – odezwał się Tom
- co ty pier... – zaczął Gustaw ale starszy Bliźniak mu przerwał
- to wina moja i Georga!! – spojrzał na wszystkich i wstał – pamiętasz jak się ostatnio goniliśmy o jakieś głupstwo w kuchni ?? – spytał patrząc na kumpla a ten tylko przytaknął lekko głową – popchnąłeś mnie wtedy i wpadłem na taboret który pękł w jednym miejscu. Postawiłem go na miejsce i nikomu nic nie powiedziałem. – zamilkł na chwile – to musiał być ten taboret na którym stanęła
- jeśli cos się jej stanie to cię zabiję !!! – krzyknął Bill i złapał brata za bluzę przypierając go do ściany
- przestańcie do cholery !! teraz to nie ma znaczenia czyja to wina, teraz liczy się co z nią będzie – wydarła się Ania
Nagle z końca korytarza nadszedł lekaż w długim białym fartuchu
- co z nią?? – spytał czarny
- obawiam się że nie najlepiej – lekarz był śmiertelnie poważny – nie mamy jeszcze 100% pewności ale prawdopodobnie zaraz po upadku w jej organizmie nastąpił wylew, skutkiem czego jest śpiączka
- możemy ją zobaczyć?? – spytała ledwo przytomna Ania
- tak proszę – mężczyzna w białym fartuchu zaprowadził ich do pokoju 213
Leżała na łóżku przy oknie. Wyglądała jakby spała. Nad nią wisiały dwie kroplówki które nieustannie wtaczały różne płyny do jej krwiobiegu. Na widok bladej i zimnej przyjaciółki z oczu Ani wypłynęły łzy
- mówcie do niej ... – powiedział lekarz – chociaż nikt tego tak do końca nie udowodnił, to mówi się że ludzie przebywający w śpiączce wszystko słyszą – wyszedł zamykając za sobą białe drewniane drzwi.
Jej stan nie zmieniał się już od 3 tygodni. Leżała teraz tak obca. W czwartym tygodniu jej stan się pogorszył. Organizm nie chciał przyjmować leków. Później było już tylko gorzej. Po tym jak trzeba było ją dwa razy reanimować lekarz kazał się wszystkim z nią pożegnać.
Tak po prostu mieli usiąść przy szpitalnym łóżku i pozwolić jej odejść.
Pierwszy wszedł Georg, bo jemu najszybciej udało się opanować emocje. Wspominał wszystkie kawały jakie wspólnie wymyślali i te rozmowy z nią które tak wiele go nauczyły. Później Gustav. Zawdzięczał jej swój największy skarb. To przez upartość i stanowczość tej teraz tak słabej dziewczyny on miał odwagę walczyć o miłość. Tylko dzięki niej mógł idąc z Anią za rękę krzyczeć „ tak jestem szczęśliwy”.
Po Gustawie przyszła kolej na Toma. Zawsze taki twardy, tym razem nie mógł uwierzyć w to co się działo. Nad wyraz cyniczny i pewny siebie czuł jak drżą mu kolana. Ile razy ona upewniała go że życie to nie tylko pozory. Pomogła mu znaleźć drogę po tym jak rozstał się z Igą. Wyprowadziła go na prostą gdy zaczęły dziać się z nim złe rzeczy. Pamiętał bardzo dobrze pewną sytuację. To było 2 miesiące przed tym jak spadła z tego cholernego taboretu. Włóczył się po domu jak cień szukając jakiegoś zajęcia. Był zmęczony życiem i imprezami ale tylko wtedy mógł się napić i wyszaleć.

- dlaczego znowu się upiłeś?? – pojawiła się nagle, zupełnie z nikąd, w momencie kiedy miał wychodzić
- bo chciałem .. – odburknął
- dzisiaj znowu to zrobisz – oparła się na ścianę
- muszę... – westchnął
- nic nie musisz.....
- przestań to moje życie - zdenerwował się
- chodź zemną na górę
- po co ?? – spytał
- zobaczysz, to tylko chwila , później będziesz mógł pić i palić do woli ok. ?? – nie czekała na odpowiedź. Oboje weszli na samą górę domu i wyszli na mały balkonik.
- i co ?? – spytał Tom
- skocz – powiedziała beznamiętnie – po prostu stań na barierkach i skocz w dół
- zwariowałaś?? Nawet jeśli mi nie zależy już na życiu to co z moją matką, z Billem??? Pomyślałaś o nich ?? – spytał strasznie wkurzony
- myślałam że to twoje życie... – powiedziała z przekąsem – dobrze w takim razie ja skoczę – powiedziała stając na barierkach
- Merc!! – krzyknął – o co ci chodzi?? Oszalałaś?? Nie możesz tego zrobić
- przecież to tylko i wyłącznie moje życie ... – spojrzała mu w oczy i usiadła na barierce
- a więc o to ci chodziło... dopóki nie jesteś zupełnie sam nie posiadasz swojego życia tylko i wyłącznie dla siebie
- są jeszcze inni, którzy cierpią nie raz bardziej od ciebie... – szepnęła
- dziękuję – uśmiechnął się – nie mam już ochoty na imprezę – skierował się w stronę drzwi – Merc...
- tak??
- ty byś nie skoczyła prawda??
- nigdy !!! – uśmiechnęła się szeroko


Chłopak pocałował ją w czoło i bez słowa wyszedł.
Po nim wszedł Max. Ten duży facet wyszedł po 30 minutach zalany łzami.
Po nim wchodziły kolejno Gabi, Alex i Zapiekanka. Żadna z nich nie umiała powstrzymać emocji.
Kiedy przyszła pora na Agu, ta zawahała się przed wejściem. Wiedziała że gdy przekroczy ten próg nie będzie już powrotu. Weszła. Na widok przyjaciółki jej oczy zaszkliły się. Nie, jeszcze nie teraz. Popłacze później. Usiadła obok łóżka.
- „przecież ona tylko śpi „ pomyślała.
Ale Agu wiedziała o wiele więcej niż reszta. Czytała zawsze to co Merc chciała napisać a nie to co napisała. Tylko ona i Ania znały fragmenty jej pamiętnika. To ją pierwszą czarnowłosa nauczyła latać. Nie potrafiła się pożegnać. Nie umiała się pogodzić z myślą że tym razem już nikt nie wytłumaczy jej że nie należy tęsknić. Teraz tęsknota ogarnie całe jej serce. Już nie usłyszy gdzieś pomiędzy krzykami jej szeptu. Nie zaśmieje się z nią w najmniej odpowiednim momencie. Tym razem to ona będzie zapalała znicze. Jeszcze nie rozumiała, dlaczego osoba która jeszcze zupełnie nie dawno mówiła jej że końca nie ma, dlaczego ona teraz .... umierała??
Postanowiła. Nie pożegna się. Nie chciała, a może nie umiała. Nie istotnie. Pożegnanie znaczyło pogodzenie się z odejściem. A Agu doskonale wiedziała że tak jak co noc i dzisiaj Merc przyjdzie i usiądzie obok niej. Bo Agu już nigdy nie będzie sama, śmiejąc się do księżyca.
Po niej wchodziły Dziunia i Rudi. Później Bob, Zack, Natan, John i wujek Egon. Rodziców i Igi nie było. Wrócili do polski po więcej rzeczy. Nie wiedzieli ze jej stan tak nagle się pogorszył.
Ania bała się. Bała się tego że sobie nie poradzi. Choć zawsze była tak silna, tym razem czuła się jak mała zagubiona dziewczynka. Wchodziła do pokoju małymi kroczkami. Ręce rozpostarła szeroko tak jakby chciała się czegoś podeprzeć. Niestety tym razem nie było ramienia przyjaciółki. Wiedziała że gdyby upadła, to tym razem już nie podniosą ją te porcelanowe dłonie. Dookoła tylko to beztlenowe powietrze.
Upadłą na kolana
- Boże nie zabieraj mi jej – krzyknęła i zaczęła płakać – co ja zrobię bez mojego anioła ?? – pytała ściskając krzyżyk w dłoni. Bała się ej dotknąć. Chciała krzyczeć. Tak wiele by teraz dała. Ale to właśnie Merc nauczyła ją że czasu się nie cofa. Były przecież jak siostry. Nie była wstanie zrozumieć że widocznie tak być musi. Wiedziała – nie cofnie czasu, nie zmieni biegu wydarzeń. Te wspomnienia będą w niej nieśmiertelne. Tak jak cześć dziewczyny leżącej teraz na szpitalnym łóżku, nigdy nie zginie.
Blondynka uniosła głowę i spojrzała na bladą czarnowłosą. Chwyciła jej dłoń
- kocham życie – powiedziała uśmiechając się przez łzy. Tyle mogła. Powiedzieć jej że pokochała życie. Wiedziała że Merc właśnie to chciała usłyszeć. Chciała wiedzieć że wszystko co robiła miało sens. Chociaż Ania jeszcze o tym nie wiedziała to umiejscawiając jej poczynania pozwoliła jej odejść tak jak zawsze chciała.
Bill oparł się o ścianę. Nie umiał podejść bliżej. Bał się że chwyci ją za rękę i pociągnie aby jak kiedyś biegła z nim nie ważne gdzie. Byle przed siebie. Byle na przód.
- włosy ci urosły tak jak chciałaś – powiedział z gorzkim uśmiechem łąpiąc kosmyk czarnych niteczek. Mówił tak jakby odpoczywała. Wmawiał sobie że nie odpowiada tylko dla tego że znowu się wygłupia. – dzisiaj jest strasznie gorąco – spojrzał za okno – Gustav ma znowu czerwony nos tak jakby był pijakiem – opowiadał dalej – wiesz Tom chyba kręci coś z Gabi chociaż jak zawsze udaje ... – przerwał na chwilę - ... nie to ja udaję ... – usiadł na łóżku.
Nie chciał ubierać w słowa swojej rozpaczy. Wolał oddać się chwili aby móc zwariować. Poczuć się lekkim tak jak krople rosy na jej rzęsach. Oszalał. Oszalał prze nią. Odebrała mu resztki normalności. Mógł pozwolić sobie nawet na te tak porcelanowe wspomnienia.

- Bill – powiedziała czarnowłosa wchodząc do ciemnego pokoju – Bill ! – zawołała głośniej gdy chłopak nie reagował – no Bill rusz się w końcu !!! – chwyciła róg białej kołdry i z całej siły ściągnęła ja z chłopaka który o mało nie wyleciał przez to z łóżka
- co ? – spytał zaspany, unosząc lekko oczy ku górze
- chodź się ze mną przejść – czarnowłosy nie zareagował tylko przewrócił się na drugi bok– słyszysz ? – szturchnęła go łokciem w plecy i usiadła obok niego
- na żarty ci się zebrało ? – spytał lekko podirytowany
- kiedy ja mówię całkiem poważnie – spojrzała na niego a on obrócił się twarzą do niej – chodźmy gdzieś ... no nie wiem gdziekolwiek – uśmiechnęła się
- Merc... – westchnął i usiadł obok niej – która jest godzina
- nie wiem – wzruszyła ramionami – cos koło 3 w nocy...
- to dobrze.. już myślałem że znowu pół dnia przespałem... idź spać – już chciał się kłaść jednak dziewczyna złapała go za bokserki
- ale mi się nie che spać – skomlała
- ale mi się chce – warknął
- kurde Bill no nie bądź taki, tylko ty mi zostałeś a jak pójdę sama to się pewnie zgubię...
- no dzięki – udawał obrażonego
- nie marudź – wystawiła mu język i podeszła do szafy – ubieraj się – rzuciła mu na łóżko jakieś ubrania
- zawsze stawiasz na swoim ? – spytał i wraz z ubraniami skierował się do łazienki
- yhm – uśmiechnęła się szeroko i z rozmachem rzuciła na łóżko
Kiedy chłopak wyszedł z łazienki leżała wśród białej pościeli i bawiła się jego telefonem komórkowym.
- niezłe smsy piszecie sobie z Tomem – powiedziała nawet na niego nie patrząc
- robisz dzisiaj wszystko abym cię znienawidził – stwierdził stanowczo i oparł się o ścianę
- ale ty i tak mnie uwielbiasz – krzyknęła radośnie i wstając z łóżka pociągnęła go za rękaw koszulki w stronę wyjścia. Gdyby tylko wiedziała jak ją wtedy uwielbiał.
- no to gdzie idziemy ? – spytała radośnie jak tylko znaleźli się na dworze
- co ? – spojrzał na nią pytająco – nie dość że wyciągasz mnie z domu w środku nocy to nawet nie wiesz po co?? – zdenerwował się
- mówiłam ci że nie znam tego miasta więc skąd mam znać jakieś fajne miejsce??
- ehh – westchnął – no chodź już – poprowadził ją jakąś ścieżką.
Gdy szli jego serce waliło jak szalone. Nie wiedział tylko czy z powodu pory czy tego że ona była obok. Szła jak mała dziewczynka. Przeskakiwała każdy korzeń jak gdyby był ogromna przepaścią. Uśmiechała się do siebie i nuciła cos pod nosem. Wchodziła na co tylko się dało. Gdyby Bill jej nie powstrzymywał pewnie nie jedno drzewo było by już jej trofeum. Czuł się jakby był na spacerze z młodszą siostrą. Jednocześnie marzył by dotknąć jej dłoni. Złapać za rękę i spacerować w blasku księżyca. Była taka wesoła i pełna energii. Ale ona nie potrafiła go pokochać. Mówiła ze nie mogą być razem że go tylko zrani. Ale teraz też cierpiał. Bo był zbyt blisko niej by za nią nie tęsknić.
- nie chciałaś u nas nocować prawda?? – przerwał ciszę zagłuszaną gdzie niegdzie jej śmiechem
- dlaczego tak uważasz ?? – spoważniała
- no bo to Iga błagała Maxa by pozwolił wam spać w naszym domu...
- no tak, ale gdybym nie chciała to bym nie spała i już – uśmiechnęła się – ja po prostu nie lubię spać bo się wtedy nudzę, dlatego cię wyciągnęłam na ten spacer
- to tutaj – czarnowłosy wskazał na mały staw w otoczeniu lasu
- piękne... – westchnęła jak zaczarowana. To była magia pozornie zwykłego miejsca. Spokój i cisza. Tylko gdzie niegdzie szelest trawy zachwianej letnim wiatrem i cichutkie brzęczenie natury. To pasikoniki dawały piękny skrzypcowy koncert.
- powiedz mi coś o sobie – zaproponował gdy oboje usiedli na trawie zaraz przy wodzie
- ale co?? – zdziwiła się – przecież już wiesz że mam na imię Mercedes, przyjechałam z Pol...
- nie, nie o to mi chodziło – przerwał jej – opowiedz mi jaka jesteś... tam w środku – wskazał na miejsce gdzie jest serce
– wiesz wydaje mi się że nie chcesz mnie poznać tak naprawdę...
- Chcę!! – niemalże krzyknął – pojawiasz się w moim życiu jak piorun i przewracasz wszystko w ciągu paru minut do góry nogami. Nie pytając o nic po prostu to robisz. Chyba mam prawo wiedzieć kim jesteś?? – chłopak już nie mógł dłużej tego w sobie dusić
- Dobrze ... – podeszła bliżej wody – widzisz tą trzcinę?? – kiwnął głowa gdy wzięła ja do ręki – jestem słaba i miękka jak ona – pokazała jak trzcina w jej dłoni kołysze się na wietrze – wystarczy mały podmuch a uginam się dotykając dna . Jednocześnie potrafię być zdradliwa i ostra – jednym ruchem przecięła sobie nią skórę tak że pojawiły się małe kropelki krwi. Chłopak chciał już coś powiedzieć ale dała mu znać że to nic takiego. – moje słowa tną jak ostry nóż ... – przerwała by przejść dalej i wyciągnęła z wody mały kamień – jestem twarda i zimna jak on, a jednocześnie wystarczy jeden ruch bym zatonęła – rzuciła kamieniem w wodę. – możesz przesypać mnie między palcami jak piasek – wzięła jego garść i zaczęła przesypywać – jednak jeśli dostanę się do twojej rany... – spojrzała na niego – zabrudzę ją a ty...umrzesz.... – jestem wszystkim i niczym. Życiem i śmiercią. Nie mam domu ani bagażu. Nie mam celów ani ambicji. Spaliłam za sobą przeszłość a przyszłość ode mnie ucieka.
- Przerażasz mnie – Bill otwarł szeroko oczy
- To tylko słowa... nie uważasz że to gra?? To tylko głupie słowa.... – usiadła powrotem obok niego
- To słowa i gesty, miny i uczucia, to wszystko co robisz i nic czym jesteś... – zaczął mówić tak jak ona... zaczarowała go?? A może pozwoliła zależeć do wnętrza siebie. Odkryć miejsca w których nigdy nie był
- To życie... prawda?? – spytała
- Żyjesz tak samo jak ja – wiedział ze to nie możliwe
- Nikt nie żyje jak ty... każdy ma własne życie, każdy robi to inaczej. Rodzisz się sam i sam umierasz...
- ale przecież nie musi tak być – posmutniał...
- nie wiem, nie dbam o to... może niektórzy po prostu muszą być sami – poczuła jak wiatr zaczyna delikatnie targać jej włosami – masz czasem ochotę zrobić coś czego nie powinieneś?? – zapytała po chwili
- jasne każdy chyba ma... – odpowiedział zdziwiony pytaniem
- ale nie chodzi mi o taka zwykłą chęć złamania jakiś zasad czy schematów, mówię o czymś co dla innych jest normalne ale ty gdzieś wewnątrz siebie boisz się że to do ciebie nie pasuje..,
- ale skąd możesz mieć pewność że nie pasuję skoro nigdy wcześniej tego nie robiłaś??
- chyba masz racje – uśmiechnęła się – dzięki – chłopak odwzajemnił jej uśmiech – berek – nagle klepnęła go w ramię i zaczęła uciekać. Razem, weseli i beztroscy wrócili pod dom Kaulitzów.
- co ty robisz?? – krzyknął czarnowłosy, gdy po raz kolejny tej nocy czarnowłosa podciągnęła go tym razem w stronę tyłu domu
- tutaj jest okno od pokoju w którym śpię, na szczęście zostawiłam je otwarte – odpowiedziała
- tyle to ja wiem, ale przywykłem do korzystania z drzwi... – dziwnie na nią spojrzał
- a myślałeś już o powiesz mamie kiedy przyłapie cię jak w środku nocy wchodzimy razem do domu ?? – wskazała palcem na palonce się w sypialni światło
- trzeba było zostać w łóżku – powiedział bardziej do siebie i wszedł przez okno do pokoju, zaraz po Merc
- czego szukasz?? – spytał widząc jak grzebie w szufladzie. Nic mu nie odpowiedziała tylko wyjmując jakiś przedmiot stanęła przed lustrem. Poruszyła sprawnie prawą ręką
- i jak wyglądam ? – spojrzała na niego ciekawa odpowiedzi
- no ekstra ! – stwierdził patrząc na jej pełne usa pomalowane krwisto czerwoną szminką. Obróciła się ponownie w stronę lustra, jednak tym razem nie patrzyła na siebie, a na odbijającą się postać chłopaka
- zawsze bałam się że nie będzie mi pasować – uśmiechnęła się szeroko


Bill podniósł głowę i spojrzał na bezwładnie leżące ciało Merc. Była taka słaba i bezbronna. Mimo to uśmiechnął się pod nosem. Wiedział jak dobrze było jej w czerwonym.
- kocham cię – szepnął – słyszysz?? KOCHAM CIĘ ! i nigdy nie przestanę – chciał powiedzieć coś więcej ale łzy dusiły słowa w jego gardle. Pochylił twarz nad dłonią którą teraz ściskał. Jedna kryształowa kropla spłynęła na jej drobne palce. W tym momencie miał wrażenie że się poruszyła. Zbagatelizował by to Gdynie nie kolejny ledwo wyczuwalny ruch. Spojrzał na nią jeszcze raz. Jej powieki zadrżały. Otwarła oczy i uśmiechnęła się delikatnie. Chłopak bez słowa pocałował najpierw jej dłoń a potem czoło. Następnie wybiegł z sali.
Lekarze badali ją już 15 minut. Dla reszty jednak czas wlókł się jak jeszcze nigdy. Zaciskając kciuki siedzieli zmęczeni na szpitalnym korytarzu. Obojętni już na mrugającą gdzieś w oddali zepsuta lampę.
- i co z nią?? – spytała Agu gdy pierwsza użala wychodzącego z jej pokoju lekarza
...

Zatańcz ze mną jeszcze raz, otul twarzą moją twarz.
Co z nami będzie? Za oknem świt.
Tak nam dobrze mogło być.

Gdy Ciebie zabraknie
i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie
i siebie nie znajdziesz też.

Zatańcz ze mną jeszcze raz,
chcę chłonąc każdy oddech Twój.
Co z nami będzie? Uwierz mi,
tak jak ja nie kochał nikt.

Gdy Ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie i siebie nie
znajdziesz też.
Gdy Ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie i siebie nie
znajdziesz też.

W salonie wśród ciepłych świec nie zbudzisz mnie.
Już nigdy nie powiesz mi jak bardzo kochałeś mnie,
kochałeś mnie, kochałeś mnie...

Czy słyszysz jak tam daleko muzyka gra?

Zatańcz ze mną jeszcze raz...

Gdy Ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam.
Ty kiedyś odejdziesz i nas już nie będzie i siebie nie
znajdziesz też.

Zatańcz ze mną, ostatni raz.

Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też.

Edyta Bartosiewicz „ Zatańcz ze mną „

komentarze [36]

PART 98 => SERCE WYSRYSOWANE NA SZKLE >> czwartek, 23 listopada 2006 18:31:05
komentarze [30]

WIECIE JAK DODAWAŁAM POPRZEDNIĄ NOTKE TO SOBIE OBIECAŁAM ŻE JAK SIE POPISZECIE Z KOMCIAMI TO DOAM NASTĘPNĄNOTKE SZYBCIEJ... I NIESTTEY SIĘ ZAWIODŁAM... TAK NAPRAWDE GDYBY NIE ENGEEL TO KOMENTARZE LEWDWO PRZEKROCZYŁYBY 10... EHH NO CUŻ MOŻE SOBIE ZASŁUŻYŁA.
DLACZGEO DAJE MIMO WSYZTSKO WCZEŚNIEJ??
BO POMYŚLAŁAM SOBIE ZE NA SAMYM POCZATKI NOWA NOTKA POJAWIAŁA SIĘ JUZ PO 5 KOMENTARZYACH. A JA NIE CHE UWARZAĆ S IE ZA KOGOŚ WYJĄTKOWEGO. NIE BEDE OCZEKIWAŁA 100 KOMETARZY. SKOMETUJECI JESLI UZNACIE ZSE WARTO I TYLE.
DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM KTÓRY SKOMENTOWALI I DZISJA CHCAIAŁA BYM WAS WYMIENIĆ PO KOLEI ( KOLEJNOŚC JEST ZALENA OD DODAWANIA KOMCI)

ona - WIESZ WYDAJE MI SIĘ ŻE KAŻDY MA TAKIE CHWILE W KTÓRYCH MUSI PRZYSIĄŚC W CIEMNYM POKOJU I POMYŚLEC, O WSZYSTKIM I O NICZYM W KOŃCU MIMO WSYZTSKO IZ CIĄGLE WPIERAJĄ NAM ZE ZZYCIE TO Z GÓRY PRZEWIDZIANY SCENARIUSZ TO MAMY NA TEN SCENARIUSZ WIĘKSZY WPŁYW NIZ POPROSTU GŁÓWNI BOHATEROWIE... JESLI CI W CZYM KOLWIEK POMOGŁAM TO SIE OGROMNIE CIESZĘ:)

onlyyou.mylog.pl - TAK MASZ RACJE LICZY SIĘ KOMENATRZ I NAWET NAJKRÓTSZE ALE JAKŻE SZCZERE MIMO ZE PROSTE ZDANIE :) I CIESZE SIĘ KAŻDYM KOMENTARZEM TAK SAMO, BO LICZY SIE KAŻDA LITERKA :)

engeel.mylog.pl - OJEJ NIE WIEM CZY JA ZASŁUŻYŁAM NA TYLE POCHWAŁ. POWIEM JEDNO - WBIJAJCIE NA TO OPO BO WARTO

th-tom-und-bill.mylog.pl - WIESZ CO W TOBIE UWIELBIAM?? BO ZAWSZE KOMENTUJESZ A TWOJE KOMENTARZE SĄ TAKIE DOSADNE. PISZESZ CO MYŚLISZ I CZUJESZ A TO ŻADKA UMIEJETNOŚĆ I DO TEGO ROBISZ TO W TAKI PRZEJŻYSTY SPOSÓB :)

wiecznie-smutna.mylog.pl - HMM NO TAK NIE BYŁA BYM SOBĄ GDYBYM NIE DODAŁA DO TEGO OPA JAKIŚ SKRZYDEŁ :) DZIĘKUJĘ ZA MIŁY A NAWET BARDZO MIŁY KOMENTARZ. CO DO MATURY TO HMM NIE BYO TO MOŻE 85% ALE JAK NARAZIE JESTEM ZADOWOLONA:)

Katasza - NAWET NIE MASZ POJĘCIA JAK BARDZO CIESZĘ SIĘ ŻE ZDECYDOWAŁAŚ SIE NAPISAC EN KOMENTARZ!! WIESZ KWESTA POLEGA NIE NA DOBORZE SŁÓW ALE NA PRZELANIU UCZUĆ NA SŁOWA. TY TO POTRAFISZ I SZANUJE CIE ZA TO :) OBIECUJE ZE WPADNE ZARAZ NA TWOJEGO BLOGA :)

p@ulinka - CHYBA NIE MUSZE PISAĆ ILE ZNACZĄ DLA MNIE NASZE ROZMOWY NA GADU?? JESTEŚ NAPRAWDE BARDZO WARTOŚCIOWĄ OSÓBKA.. BOISZ SIĘ?? KAZDY SIE CZASEM BOI I CHYBA TO UTWIERDZA NAS W PRZEKONANIU ZE JESTEŚMY TYLKO LUDZMI... A OSTRY BÓL JAKI POTRAFIMY ZADAWAĆ TO TAK NAPRAWDE KIEDYS WYLANE PRZEZ NAS ŁZY. JA WIERZE ZE ZAKDZIESZ DALEJ NIŻ PONIOSĄ CIE NOGI BO SKRZYDŁA TWOJEGO ANIOŁA USNIOSĄ WIELE :)

Asiunia (Joashia) - DZIĘKUJE ZA KOMCIA. TAK WIEM ZE TH NIE BYŁO NA GALI. CO O TYM SĄDZE?? NIC, TZN BYŁO MI TROCHE PRZYKRO ALE JA NADAL BĘDE UWIELBIAC ICH MUZYKĘ NO OB PRZECIEZ O TO TU CHODZI PAWDA??

monisia - WIESZ CZESTO WYDAJE MI SIE ZBYTNIO WYIDEALIZOWAŁAM TA MIŁOŚCI SAMA SIEBIE PYTAM CZY ONA ISTNIEJE... ALE CHOC CZASEM WĄTPIE TO WIEM ZE ISTNIEJE ... GZDIEŚ DALEGO, W TYM SAMYM ŚWIECIE GDZIE ZYJE TAKA MERC I TAKI BILL :)

Ellie - TALENT?? HMMM MOŻE POPROSTU CZUJE POTZREBE WYLANIA Z SIEBIE EMOCJI DUSZONYCH PRZEZ TE WSZYTKIE LATA KIEDY ŻYŁAM W ŚWIECIE KTÓRY MNIE NIE TOLEROWAŁ, A MOŻE POPROSTU W TEN SPOSÓB UCIEKAM OD SZAREJ RZECZYWISTOŚCI W KTÓREJ NIEKTÓRZY CHA ZYĆ... W KAZDYM BĄDX RAZIE DZIĘKUJĘ :)

NO TO BY BYŁO NA TYLE.
WIEM ZE OSTATNIO NIE KOMENTUJE WASZYCH BLOGÓW
DLATEGO PODAJECIE WSZYSCY SWOJE ADRESY I NAKRZYCZNIE NA MNIE Z EMMA WAS ODWIEDZIC A GWARANTUJE ŻE WPADNE :)
POZDARWIAM WASZA MERC :)

******************************

- co takiego ?? - Bill wyrwał się ze świata wyobraźni i spojrzał na nią zdziwiony
- kochajmy się – powiedziała spokojnie, patrząc mu głęboko w oczy
- tutaj?? – spytał zaskoczony. Już poprzednim pomysł kochania się w wannie wydał mu się wystarczająco szalony. Może i dach był wystarczająco poziomy aby nie groził im upadek, a noc wystarczająco ciemna aby nikt ich nie widział, ale to zawsze był DACH.
Spojrzał na nią ze spokojem. Nie miała ani grama makijażu. Blask gwiazd odbijał się w jej długich spiętych kucyk włosach. Jej żółta koszulka poruszała się za sprawą ciepłego wiatru. Oblizała pełne usta. Nie czekała na jego odpowiedź. Czekała na pierwszy ruch.
Poczuł ogromną adrenalinę. Motylki w brzuchu nie dawały mu spokoju. Przełknął ślinę.
Dłonią dotknął delikatnie jej karku. Po jej plecach przeszły ciarki. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem.
- „ wiedziałam że się zgodzi” – pomyślała
Obróciła się ciałem w jego stronę. On ukląkł na kolanach przed nią i chwyciwszy jej twarz w dłonie musnął delikatnie jej usta.
„KOCHAJ MNIE
KOCHAJ
BO JESTEŚ TYLKO MOIM MARZENIEM
ZAMKNIĘTYM W CHOREJ WYOBRAŹNI
NAJPIĘKNIEJSZYM PRAGNIENIEM
KTÓRE NIGDY SIĘ NIE ZIŚCI
BO KTÓREGOŚ DNIA JA SIĘ OBUDZĘ
TY BĘDZIESZ WTEDY ZBYT BLISKO
ABYM NIE TĘSKNIŁA” - przemykało jej przez myśli.
Położyli się oboje na puszystym czerwonym kocu. Nie spieszyli się smakując każdą następną chwilę tak jakby była tą ostatnią.
Chłopak sprawnie pozbawił ją koszulki i dżinsowej spódniczki. Tak to prawda nie zawsze rozumiał ją kiedy w największą ulewę ciągnęła go za rękaw i kazała tańczyć. Nie wiedział dlaczego tak zawzięcie potrafiła się uczyć rzeczy do których ja sama twierdziła nigdy nie była stworzona. Gdy stąpała po cienkiej linii gdzieś nad przepaścią dwóch światów to jego serce przepełnione było strachem. Jednak on już nie pytał się dlaczego co noc uparcie wpatrywała się gwiazdy szukając tam odpowiedzi. I tak jak kiedyś ona poprosiła go by nauczył ją siebie, tak on wiedział że kiedyś zrozumie wszystko. Nie wiedział jeszcze tylko że właśnie tutaj, na dachu domu w który był jedynym miejscem gdzie wolno było im być, nauczy się latać.
Byli już w samej bieliźnie. Niebo pokryła biała mgła chmur. Jedynym świadkiem był okrągły i pyzaty księżyc. Czas się zatrzymał.
Spojrzał jej głęboko w oczy. Była zupełnie naga. A mimo to nie czuła wstydu. On mógł patrzeć. Jemu było wolno być współwinnym tego grzechu. Ściągnęła z niego bokserki. Poczuła ta aksamitna skórę na swojej. Tak to był aksamit z którego ona została wycięta. To co teraz działo się z jej ciałem było nie do opisania. Prądy rozkoszy przenikały każdą jej komórkę. Chciała krzyczeć ale podniecenie ściskało jej krtań.
Po jego skroni spłynęła kropelka potu. Dotknął jej piersi. Robił to tak delikatnie jakby chciał nauczyć się ich na pamięć. Pochylił się chwytając jeden z sutków ustami. Poczuła falę gorąca. Jedną dłonią błądziła po jego karku a drugą targała czarną czuprynę. Zaczął schodzić coraz niżej. Oddychali głośno i niespokojnie. Całował wewnętrzną część jej ud. Miała wrażenie ze zachwalę eksploduje. Była rzeźba w rękach mistrza. Mistrza – kochanka, który teraz koniuszkiem języka pieścił jej kobiecość, na której na końcu złożył delikatny pocałunek. Chwyciła jego ramiona i przyciągnęła do siebie tak aby widzieć jego twarz. Spojrzeli na siebie. Rozsunęła swoje nogi jeszcze bardziej.
Nagle poczuła ostre ukłucie w klatce piersiowej. Tylko i wyłącznie stan błogości nie pozwolił na ujawnienie się grymasu na twarzy spowodowanego bólem. Szybko złapała oddech. Jej oczy mówiły „ Bill jeszcze nie teraz”. A on czekał cierpliwie. Już po chwili uśmiechnęła się szeroko. Teraz. wszedł w nią. Bez pośpiechu. Lekko i z wyczuciem. Tak jakby to był ich pierwszy raz. Jej ciało wygięło się. Na parę sekund straciła świadomość. Widziała miliardy wirujących kolorów. Była szczęśliwa. Była spełniona.
- „kocham cię” – chłopak usłyszał w swojej głowie. Tych słów nie powiedziały jej usta. Nie przeszły one przez gardło. To nie umysł je dyktował. Te słowa wyszeptało jej serce. Właśnie teraz Merc odpowiedziała mu na tyle pytań. Oddając mu ciało weszła w jego duszę. Był szczęśliwy. Nauczyła go latać.

***
- Tom no pośpiesz się!!! – krzyczał Max idąc długim ciemnozielonym korytarzem
- dlaczego znowu krzyczysz tylko na mnie?? – spytał zbulwersowany dredzie
- bo jesteś najbliżej – odpowiedział menager – słuchaj a gdzie jest nasza mała diva??
- nie wiem, szukam Billa już od 15 minut
- pewnie się zaszyli gdzieś z Merc – wtrącił się Georg
- niech mnie ten człowiek nawet nie wkurwa – Max się wkurzył – za 20 minut wychodzimy na scenę, to jest najważniejsza gala w jakiej braliśmy kiedykolwiek udział jemu się na czułości zbiera – powiedział niemalże jednym zdaniem
- na to nie licz – nagle pojawił się Gustav – dziewczyny od paru godzin zamknęły się w garderobie i nikogo nie wpuszczają
- nawet mi nie mówcie że moja kuzynka coś wymyśliła
- obawiam się że niestety tak – powiedział zniesmaczony Bill – nawet ja jej nie widziałem odkąd tu przyjechaliśmy
- no to teraz pozostało nam się modlić o cud.... – skończył konwersacje a wysoki otyły facet krzyknął że maja szykować się do wyjścia na scenę.
To był ten moment. Chwila prawdy na którą wszyscy czekali. Serca waliły im jak szalone. Strach malował się na bladych twarzach. Chłopaki ukryli się już na ciemnej jeszcze scenie natomiast Bill czekał na odpowiedni moment. Nerwowo obracał w dłoniach czarny mikrofon. Nigdzie nie było widać jego dziewczyny. Nie miał pojęcia co jest grane.
Na scenie zabrzmiały pierwsze, bardzo ciche i delikatne dźwięki gitary Toma. Światło było teraz skierowane tylko na niego. Siedział na podwyższeniu sceny ze spuszczoną lekko głową. Reszta nadal była spowita czernią. Po paru krótkich chwilach dało się usłyszeć głos Billa który na początku śpiewał cicho i z ukrycia.

AZBRAŁA WSZYSKO CO MIAŁEM
A MOŻE SAM JEJ TO DAŁEM
DZISJA TO BEZ ZNACZENIA
DZISIAJ POTZREUJE ZROZUMIENIA
PEŁNE USTA PIĘKNE OCZY ZMYSŁOWE RUCHY
KIEDY O NIEJ MYŚLE DODAJE MI OTUCHY
JEJ DOTYK, MIEKKA SKÓRA
ZWARIOWANA NATURA
WSZYSKO CO KOCHAM W JEDNYM CIELE
TO ZNACZY TAK NIE WIELE
PRAWIE NIC, TYLKO MY
KTO SIĘ OBUDZI JA CZY TY
BO RZECZYWISTOŚĆ BYŁA SNEM
NOC ZA NOCĄ DDZIEŃ ZA DNIEM
CZY MAM POWIEDZIEC KOCHAM CIĘ
CZY PROSIĆ ZOSTAŃ NIEZOSTAWIAJ MNIE??

Po pierwszej zwrotce do gry dołączył Georg a gra Toma stała się wyraźniejsza, głośniejsza i bardziej zdecydowana. W czterech rogach sceny tańczyły dziewczyny ubrane w skąpe czarne stroje.

MÓJ ŚWIAT STOPNIOWO SIĘ ZAŁAMÓJE
TE MIEJSCA JUŻ MNIE NIE BAWIĄ
TRACĘ GRUNT POD NOGAMI
POTZREBUJE POWIETRZA
CHCE ZACZĄĆ ODDYCHAĆ
JEŚLI NIESKOŃCZONOŚCI NIE MA
JESLI ONA NIE ISTNIEJE
POWIEM
CHCE BYĆ TWOIM ANIOŁEM
TYLKO NIE POZWÓL IM NAS ROZDZIELIC

Chłopak czysto i melodyjne zaśpiewał refren.
Muzyka ponownie ucichła. Światło ograniczono znów do jednego promienia tym razem skierowanego na białe pianino stojące w lewym rogu sceny. Wszyscy mogli usłyszeć piękną, z początku lekka ale później energiczną grę dwóch zgrabnych dłoni. Cała publika zamarła gdy muzyka na chwile ustała.
1...2...3. Tym razem do gry przyłączył się również Gustav. Na scenie pojawiła się Merc. Miała na sobie długą biała suknię z rozporkiem po prawej stronie. Niewidoczny makijaż i długie wyprostowane włosy. Jedną biżuterią był naszyjnik z krzyżykiem i bransoletka i pierścionek od Billa. w ręce trzymała czarny mikrofon. Przyłożyła go do ust i zaczęła śpiewać swoją zwrotkę

CHCĘ BYĆ TAKA JAKA MNIE TYLKO STWORZYSZ
CZEAM KIEDY MI OCZY OTWORZYSZ
PROSZĘ NIE POZWÓL BY BOLAŁO
BY SERCE BÓLU TEGO CHCIAŁO
POTRZEBUJĘ CIĘ A TY TO WIESZ
NAKRZYCZ NA MNIE JEŚLI CHCESZ
UDERZ ABY ZOSTAŁA RANA
SPRAW ŻE POCZUJE SIĘ KOCHANA
OGRZEJ MOJE LODOWATE RĘCE
NAPRAW ZEPSUTE SERCE
STOP TĄ KOSTKE LODU
JA NIEZNOSĘ WIĘCEJ CHŁODU
ZRÓBMY TO TU I TERAZ
MAŻYŁAM O TYM NIE RAZ
OTRZYJ MOJE ŁZY
I POWIEDZ ŻE TO TY
I ZAPEWNIJ ŻE TO MI SIĘ NIE SNIŁO
ŻE TO SIĘ PARWDE WYDARZYŁO

ALE TY MILCZYSZ...

Spojrzała na Billa. podeszli bliżej siebie i patrząc na sibie zaczęli razem śpiewać refren. Chłopaki z zespołu dawali czadu. Muzyka była ostra i szybka. Serca biły w tym samym rytmie. Chłopak spojrzał na publikę. Byli oczarowani. Zaśpiewali refren jeszcze raz. Po czym pianino które stało na ruchomej platformie znalazło się bliżej nich. Oboje usiedli przed nim. Muzyka ponownie ucichła, jednak cały czas grała. Merc dotknęła klawiszy pianina a Bill lekko zaśpiewał

MÓWISZ : JESTEM PRZECIWKO
A JA SIĘ PYTAM
CO ZROBIĆ GDY SAM JUŻ NIE WIESZ
CZY GORSZA JEST CISZA KTÓRA ROZDZIERA CI DUSZĘ OD ŚRODKA
CZY KRZYK KTÓRY NIE POZWALA CI MYŚLEĆ??
CO WTEDY??

Dziewczyna przestała grać i głosem mocnym i silnym niczym Whitney Houston zaśpiewała swoją kwestię

GDY WSZYSKO ZACZYNA BYĆ NIE TAKIE
JAKIE POWINNO
WSZYSKO SIĘ SYPIE
CO WTEDY??
CZY POWIESZ JESTEM PRZECIWKO??
CZY POZWOLISZ ODEJŚC KRZYKOM I BEZSENSOWNEJ CISZY

Oboje spojrzeli na siebie i zaśpiewali niemalże szeptem

CO WTEDY??

Bill podniósł się i powoli schodził ze sceny. Czarnowłosa wodząc za nim wzrokiem dodała na samym końcu

ALE TY MILCZYSZ...

Spuściła wzrok i zeszła za nim. Na scenie zapanował mrok ogarniając każdy nawet najjaśniejszy szczegół.


- Mercuś to było boskie!!! – krzyknęła Ania kiedy wszyscy zeszli już za kulisy
- Ty to mówisz?? – spytała dziewczyna – tańczyłyście rewelacyjnie!!
Tak jeszcze przez dłuższą chwilę wszyscy opowiadali sobie o wrażeniach.
Została jeszcze chwila do ogłoszenia wyników. Nie czekali na nią. I chociaż tak naprawdę każdy z nich po cichu nie mógł się doczekać, to dla siebie oni już wygrali. Przeszli drogę bardziej krętą niż większość nastolatków w ich wieku. Dobrze pamiętali jeszcze momenty których było źle. Życiowe zakręty które zatarły ślad na ich świadomości. Nie chodzi tutaj bynajmniej o sławę. To nie ona była punktem docelowym tej podróży. To marzenia dyktowały szlaki. Oni dowarzyli się stawić czoło solidnie utartym stereotypom. Bo tak naprawdę ilu z was odważyło by się z dnia nadzień rzucić dotychczasowe życie i ryzykując postawić wszystko na jedną kartę?? Złośliwi uważali że dla Merc to było bez różnicy. Przecież nic nie miała. Ale to właśnie dlatego jej było jeszcze trudniej przyjąć cokolwiek. Nie umiała chodzić drogami wraz z innymi. Indywidualistka. Przecież nikt jej za to nie winił. A jednak ludzie wytykali jej jedyną rzecz której nigdy nie straciła – nadzieje.
- za chwile ogłoszą wyniki – zabrzmiał głos prowadzącego galę
Miała wszystko. Świat chociaż raz zatańczył razem z nią.

ILE BLIZN NA TWEJ DUSZY
ILE DRUG BARDZIEJ KRĘTYCH
TAM NIE BYŁO ZNAKU ZAPYTANIA
POCZEKAJ
MASZ SZANSE TO ZMIENIĆ
ŚWIAT JEST TWÓJ
TE NUTY JAK SŁOWA
POWIEDZ CO CHCESZ
SERCE ZAKUTE W KAJDANY
NIE ZABRAKŁO MIŁOŚCI
JESTEŚ TYLKO JEDNOSTKA
JESTEŚ AŻ JEDNYM Z MILIARDA
WARTO WIERZYĆ
ŻE TO MA SENS
DLACZEGO??
BO WŁĄŚNIE TU MOGŁO GO ZABRAKNĄĆ

- nagrodę otrzymuje ... TOKIO HOTEL – krzyknął prowadzący
Wiwatujące fanki. Teraz czuli że warto było. Sztuczne ognie gdzieś pomiędzy zamieszaniem a ciszą ich dusz. Bo gdy serce się raduje dusz śpi czekając kiedy skrzydła będą wystarczająco silne. Natłok nie rozumianych słów. Niepotrzebne myśli psujące uczucie że to jest to.
Weszli na scenę. Merc poczuła jak drobniutkie bezcenne perełki szczęścia spływają po jej twarzy. Bill radośnie mówił coś przez mikrofon trzymając statuetkę w dłoniach. Nie słuchała, przecież i tak doskonale wiedziała co czuł.
- stojąc właśnie tutaj chciałem podziękować szczególnie jednej osobie. Komuś kto przez ten cały zgiełk szedł zaraz obok mnie. jest to dziewczyna szczególnie bliska memu sercu – przerwał na chwilę aby spojrzeć na fanki. Wszystkie zamarły jak kamienne posągi. Serce Merc uderzał z prędkością światła. Poczuła że chyba pierwszy raz ma nogi jak z waty. Miała ochotę podejść do niego, pociągnąć go za kurtkę i sprowadzić ze sceny.
- chciałem jej podziękować za każdą chwilę którą mi poświęcała, za każde najmniejsze uderzenie jej wielkiego serca – kontynuował – bo była ze mną właśnie wtedy Kidy było mi ciężko, natomiast w chwilach sukcesów umiejętnie chowała się gdzieś za sceną. Dzisiaj chcę abyście wszyscy poznali sprawczynię tego jaki teraz jestem i jakie są nasze piosenki. – spojrzał na czarnowłosą. Dawno nie miała tak wielkich oczu. Chwycił jej dłoń i przyciągnął lekko do siebie. – chciałem podziękować Merc, mojej dziewczynie – skończył przemówienie.
Tłum wcześniej wiwatujących dziewczyn stał w ciszy. Merc wiedziała że gdyby na imprezie było tyle fanek co na normalnych koncertach to pewnie już by ja dawno rozszarpały. Po chwili usłyszała parę niewyraźnych słów. Nie były zbyt miłe.
- „zabiję go za to” – pomyślała i podeszła do mikrofonu – hej... – zacięła się na chwilę – wiecie ja nie ma zamiaru głosić tutaj żadnych przemówień bo powiem szczerze nie byłam na to przygotowana. Nie będę was również do siebie przekonywać i zrozumiem jeśli mnie znienawidzicie – nabrała powietrza – ale che wam powiedzieć tylko jedno. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy. Dla Tokio Hotel dla was ich fanów i dla mnie. chłopacy naprawdę marzyli o tej nagrodzie. Stojąc tutaj można sobie uświadomić że marzenia się spełniają. To cudowne uczucie. Zdaje sobie sprawę iż marzeniem Billa było właśnie tworzenie muzyki. Chciał śpiewać i chciał tym śpiewem przemawiać tylko do was.. dlatego mówię tutaj jasno i wyraźnie NIKOGO WAM NIE ZABIERAM!! Za każdym razem gdy on staje na scenie jest tylko i wyłącznie wasz. Jego umysł, serce i ciało należą do rozumiejących i uwielbiających go fanek. I możecie mi wierzyć że Bill właśnie dlatego jest naprawdę szczęśliwy – skończyła bo po czuła że jeśli wydusi z siebie choćby jedną literkę więcej po prostu się popłacze.
Nagle wszyscy na widowni zaczęli bić brawo. Wstali z siedzeń i krzycząc gratulowali zespołowi. Właśnie ktoś dał im lekcje jakie to przyjemne cieszyć się szczęściem innych.
- ty wariacie!!! – krzyknęła czarnowłosa gdy wszyscy znaleźli się już za kulisami
- teraz już nic nam nie przeszkodzi – pocałował ją w czoło. Miał gdzieś że Max i cała ekipa będzie miała ochotę go za to ubiczować. To się nie liczyło. Zrzucił z serca ciężki kamień. Pozwolił jej rozwinąć skrzydła. Świat stał otworem. Byli tacy młodzi. Czasem jeszcze naiwni. Ale mieli coś czego mogli zazdrościć im najdojrzalsi i najmądrzejsi. Mieli siebie. Dla świata nie byli już jak dzień i noc. Nadal nie mogli istnieć bez siebie ale teraz już mogli istnieć razem. Taka zwykła metafora sięgająca do tych wszystkich śmiesznych retrospekcji. A jednak opłacało się. Bo kto powiedział że nie można mieć wszystkiego. Bo kto powiedział że dzień nigdy nie będzie trwał jednocześnie z nocą ??

Od tego wydarzenia wcale nie było o wiele łatwiej. Przynajmniej nie na początku. Ale kiedy serca są lżejsze to i skrzydła miłości mają mniejszy ciężar do udźwignięcia.

- spieprzaj stary warchole!!! – Merc usłyszała krzyki dobiegające z góry, które poraziły ja zaraz po tym jak przekroczyła próg domu. Uśmiechnęła się do siebie i wbiegła po schodach do swojego pokoju. Wyjęła z kieszeni podartych dżinsów zwiniętą karteczkę i szybko schowała ją do pamiętnika, chowając go do biurka. Oparła się rękoma o parapet i spojrzała przez okno.
Lato. Kochała ta porę roku. To właśnie w lato poznała wszystkich ludzi którzy ja teraz otaczali. To latem się urodziła.
Nabrała powietrza w płuca. Mimo gorącej temperatury zrobiło jej się chłodno. Słońce przebłyskujące przez konary drzew strasznie ja cieszyło. Ostatnio bardzo pobladła. Chciała się opalić. Chciała nacieszyć się tym latem jak nigdy dotąd.
Położyła dłonie na zimnej szybie. Wypuściła z ust ciepłe powietrze tworząc na oknie mgłę. Narysowała palcem wskazującym serce. Dopiero teraz zauważyła że w centrum serca znajduje się huśtawka na której spędzali z Billem tyle czasu. Po jej policzku spłynęła srebrzysta kropla. Natychmiast ją wytarła i uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła. Wsadziła ręce do kieszeni i wyszła z pokoju.
- o hej piękna – usłyszał ciepły głos Ani
- no cześć – odpowiedziała czarnowłosa
- dawno przyszłaś ?? – spytała blondynka
- nie przed chwila, a Billa jeszcze nie ma??
- nie ... chyba nie... to wy nie byliście razem?? – zdziwiła się młodsza z przyjaciółek
- na pewno zaraz przyjdzie – uśmiechnęła się czarna i skierowała się w strone kuchni.
Gdy już tam była rozejrzała się dookoła.
- „ mam ochotę na czekoladę” – pomyślała. Bez dłuższego zastanawiania się chwyciła taboret i stając na nim sięgnęła do najwyższej z szafek. Gdy miała już w ręce tabliczkę gorzkiej czekolady poczuła że taboret na którym stoi zaczyna się chwiać. Nim zdążyła cokolwiek pomyśleć spadała już z krzykiem w dół.
...





komentarze [30]

PART 97 => BO CZAS BIEGNIE...ZAZDROSNY O SŁOWA >> niedziela, 19 listopada 2006 19:05:56
komentarze [13]

NO KOCHANI DZIĘKUJĘ WSZYTSKOM ZA TRZYMANIE KCUKÓW JAK MATURA PRÓBNA BYŁA :
JAK BYŁO ?? HMMM POWIEDZMY ZE NAPISAŁĄ CO WIEDZIAŁA :p GENERALNIE UJDZIE HEHE NO ALE MATURKI OBLANE WIEC JEST DOBRZE:)
CO DO KOMETARZY NO TO BARDZO BARDZO DZIĘKUJE BO CHOCIAŻ JEST ICH MAŁO TO SĄ SZCZERZE I TO DOCENIAM!! DZISAJ NIE PRZEDŁUŻAM TYLKO ZAPRASZA M NA KOLEJNEGO PARTA I LICZE NA LICZNE SZCZERE OPINIE
POZDRAWIAM GORĄCO :)
PS. TAK WSZYSTKI SZABLONY ROBIĘ SAMA :)
PS.2 JESLI CHECIE ABY NP MOJE WSTEPY PORUSZAŁY JAKIES KONKRETNE TEMATY TO COŚ ZAPROPONUJCIE :)

********************************************

Nagle poczuła na szyi czyjś ciepły oddech który w połączeniu z zimnym powietrzem zamieniał się w małe tańczące kryształki. Poczuła się o wiele lepiej. Dobrze wiedziała czyi to był oddech. Znała do tak dokładnie że była w stanie go wyłapać nawet podczas wielkiej wichury. Bo ten oddech był huraganem jej uczuć. Burzył każdy spokojny sen, jednocześnie wprowadzając w jej życie tyle harmonii. Czasem wydawało jej się że gdyby zabrakło go we wdychanym przez nią powietrzu, po prostu by umarła.
Był teraz tak blisko. Jego ręce powędrowały na jej biodra. Każdym dotykiem burzył wszystkie mury które kiedyś tak solidnie budowała. Chciała się w niego wtulić. Poprosić aby ja kochał. Ale przecież nie mogła. Nie wolno im było okazywać żadnych uczuć. W każdej chwili ktoś mógłby zobaczyć. Więc dlaczego stał teraz tak blisko?? Czuła jak z dwóch małych iskierek powstaje olbrzymi ogień. Chciała mu powiedzieć : nie. Chciała ale nie mogła. Jej ciało krzyczało tak. Jej dusza w błogości unosiła gdzieś ponad wyżynami.
- chodź ... – szepnął całując płatek jej ucha
- Bill zwariowałeś?? – opanowała emocje i stanęła do niego przodem – a jeśli ktoś zobaczy?? – pytała – wracaj na bankiet ale to już!! – wskazała ręką na drzwi prowadzące z tarasu do głównej sali i zrobiła poważną minę
- hahah –chłopak wybuchł cichym ale wyraźnym śmiechem
- no co ?? – sama zaczęła się śmiać – przecież nam nie wolno – oparła głowę o ramię czarnowłosego
- chodź – powtórzył z uśmiechem, łapiąc ja za rękę
- gdzie?? – poczuła pociągnięcie
Po chwili szli oboje ciemnym korytarzem. Merc miała na sobie wysokie szpilki przez co ciągle się o wszystko potykała
- „ o tak wypomnę mu to pierwszej lepszej okazji „ – pomyślała
- nie marudź – powiedział tak jakby słyszał jej myśli
- co?? – spytała
- nie stękaj – zaśmiał się – już jesteśmy – otwarł przed nią duże drzwi. Znowu wychodzili tylnim wyjściem. Zawsze zastanawiała się kiedy przestanie ją to podniecać. Ale na marne. Każda droga jest przecież inna. Tak samo te korytarze. Niby ten sam wątek, bo za każdym razem ich celem było tylnie wejście, jednak każdy korytarz zupełnie różnił się od poprzedniego.
Wsiedli do czarnego samochodu który już na nich czekał. Za kierownica siedział John. Powitał ich uśmiechem i ruszył przed siebie.
Nie pytała o nic. Wiedziała jedno. Jeszcze tydzień temu ustalili ze Bill powinien być na bankiecie i że nic się nie stanie jeśli nie spędza go razem. A teraz patrzyła na jego rozpromieniona twarz. Był naprawdę szczęśliwy. Wyglądał jak dziecko którego marzenia właśnie się spełniały. Trzymał jej dłoń tak jakby mówił „ nigdy cię nie puszczę”.
Samochód zatrzymał się przed domem Maxa. Po chwili byli już w środku i w ciemnym pokoju oświetlonym jedynie trzema świeczkami stali naprzeciwko siebie za sobą mając jedynie olbrzymie tarasowe okna i widok na spowite nocą miasto.
- to teraz się tłumacz – spojrzała na niego wnikliwie
- Merc ja wiem że ustaliliśmy co innego ale... – spojrzał jej w oczy – i wiem że będziemy mieli jeszcze wiele sylwestrów które spędzimy ze sobą... ale sama wiesz jak ulotne bywają chwile. Życie jest zbyt krótkie bym chociaż jedna sekunda każdego dnia była pozbawiona twojego uśmiechu, twoich dłoni... Ciebie....
- Bill .. – szepnęła a na po jej policzku spłynęła mała łza
- co się stało ?? – spytał lekko zakłopotany
- to ze szczęścia – uśmiechnęła się szeroko i poczuła jak z jej oczy wypływają kolejne strumyki. Objęła go w pasie. Czarnowłosy pochylił się lekko nad nią i delikatnie zaczął ustami muskać jej wargi.
W tym samym momencie w tle zabrzmiały sztuczne ognie i petardy. Niebo rozbłysło we wszystkich możliwych barwach. To teraz dzień spotykał się z nocą. Teraz nie było już barier ani przeszkód. Świat szalał a oni płynęli
- Szczęśliwego Nowego Roku!!!! – usłyszeli nagle krzyk dobiegający z przed pokoju.
- myśleliście że zostawimy wam chatę wolną i pozwolimy się zabawiać co?? – spytał Tom wymownie ruszając przy tym brwiami. Po chwili cały dom zapełnił się grupa przyjaciół.
Wystarczyła chwila aby rozkręciła się mega impreza. Chłopacy ustawili w salonie ogromne głośniki przez które leciała głośna muzyka. Dziewczyny zrobiły coś do jedzenia, a później wspólnie przynieśli z piwnicy zapasy alkoholu.
- ja już zaczynam rozumieć dlaczego Tom i Georg ciągle siedzieli w piwnicy – zauważyła Gabi
- chodź – Merc pociągnęła za sobą Anię.
Gdy wróciły czarnowłosa trzymała w ręce prostokątne pudełko, natomiast blondynka jakieś kable.
- co to ?? – spytał Georg
- zrobimy karaoke – powiedziała czarna wyciągając z pudełka mikrofon Billa
- czyś ty oszalała?? – spytał przerażony czarnowłosy
- oj kochanie nic się z nim nie stanie – dała mu buziaka w usta
- ale... – dostał jeszcze dwa
- Merc... – tym razem go pocałowała
- no dobra – westchnął
- a mi to nigdy nie dawał nawet potrzymać tego swojego mikrofonu – stwierdził zawiedziony Gustav
- sprzęt mojego chłopaka tylko ja mogę dotykać – uśmiechnęła się i wzięła się za montowanie mikrofonu.
Po chwili wszyscy śpiewali i świetnie się bawili. To była szalona i pełna wrażeń noc.
Następnego dnia wszyscy czuli się dokładnie tak jak każdy powinien chociaż raz czuć się po sylwestrze.
- o widzę że od wczoraj nic się nie zmieniło – powiedziała Merc wchodząc z Ania do salonu na widok Toma lezącego na kanapie i Georga kimającego na dużym fotelu. Czarnowłosa usiadła na kanapie obok dredzika a blondynka na sofie naprzeciwko
- no tak ostatni raz widziałam ich w tej pozycji o 5 rano a teraz jest już po 18 – zaśmiała się Ania
- ojj czekaj – wtrąciła Merc- Georg ma nogi inaczej ułożone
- a nie to ja się o niego potknęłam wiesz – wybuchły śmiechem jednak w miarę cichym
- Jezu co za idiota włącza radio z samego rana i do tego tak głośno – wyjęczał Tom
- po pierwsze to już dawno nie jest rano – zauważyła Merc – a po drugie to nie radio tylko moje mp3 – wyjęła z uszu słuchawki – w którym muzyka jest na tyle cicho że doskonale cię słyszałam – spokojnie mu wyjaśniła
- Merc – Georg się ocknął – każdy wie że Tom jest głupi ale nie musisz od razu tak krzyczeć...
- oo widzę że koledzy się wczoraj konkretnie strzaskali – powiedział Houston chodzący do salonu w towarzystwie dzikiego
- no szkoda że widzisz a nie PAMIETASZ – Ania odkreśliła ostatnie słowo
- no fakt ostatnia rzeczą jaka pamiętam to jest Dziki wskakujący do basenu na waleta i krzyczący „ kapitan planeta” – dokończył brat czarnej
- żartujesz?? – dziki zrobił ogromne oczy
- nie...
- nie pamiętasz?? – spytała blondynka
- dał bym sobie rękę uciąć że krzyczałem „Batman forever”
- idioci oboje skakaliście krzycząc „pover rangers” – dziewczyny po słowach czarnowłosej wybuchły niepohamowanym śmiechem
- litości – wyjęczał Georg
- widzę że ci się nieźli bracia dostali – zaśmiała się młodsza z dziewczyn
- ehh to jeszcze nic – wzdychnęła głośno – na Kuby osiemnastce w trójkę się tak zaprawili że przebrali się za atomówki i biegali po ulicy. Przez miesiąc nie mówiło się w mieście o niczym innym.
- a to już teraz wiem – Tom się „obudził” – dlaczego na słowa Houston „ Brawurka podaj mi mięso” przy kolacji Kuba rzucił w niego schabowym – zabłysnął dumny z siebie
- szkoda tylko że nie trafił – skrzywił się Georg
- no tak Kubuś zawsze miał słaby wzrok – stwierdził Dziki
- dlatego pije – dokończył Houston
- żeby zapomnieć? – spytał głupowato dredziarz
- nie żeby widzieć dwa razy więcej – powiedzieli razem i wybuchli śmiechem
I tak w zasadzie mijała im cała zima. Razem wyruszyli w trasę na której dziewczyny ponownie tańczyły. Płyta Gabi zaczęła odnosić sukcesy a prasa przestała ją kojarzyć z Billem. W walentynki czarnowłosy zabrał Merc do Paryża na całe 3 dni. Cieszyli się tam każdą sekunda spędzona razem mimo iż musieli wrócić dzień wcześniej niż to planowali.
W końcu na dworze zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki wiosny. Długo na nią czekali. Śnieg na dobre zniknął z krajobrazu zastąpiony zieleniąca się trawą. Słonce coraz częściej budziło ich swoimi ciepłymi promieniami a na zewnątrz świat stawał do życia.
- Merc !! Merc!! Nie uwierzysz – podniecony Bill wpadał do sali gdzie dziewczyny właśnie układały kolejny układ
- co się stało ?? – spytała oszołomiona dziewczyna widząc jak reszta zespołu wchodzi równie podniecona
- zostaliśmy nominowani do najważniejszej nagrody w przemyśle muzycznym – powiedział na jednym oddechu
- to znakomicie – dziewczyny rzuciły się chłopakom na szyję
- jeśli wygramy to nie będzie lepszych od nas na całym świecie – Gustav uświadamiał Anię
- ale jest jeszcze coś – Bill z powagą spojrzał na Merc
- co takiego ?? - zaczęła się bać a chłopak milczał – Bill wyduś to z siebie !!!
- nie będziesz zadowolona – oświadczył jej
- Bill !! – uderzyła go w ramie
- bo my tam jedziemy z nasza piosenką
- jaka naszą ?? – nie dotarło do niej
- no to którą śpiewaliśmy razem... „rozdarci” pamiętasz ??
- pamiętam, pamiętam ale... – dziewczyna doznała szoku, dano nie śpiewała, przecież miała z tym skończyć raz na zawsze a teraz.... – dziewczyny ubieramy się – wydała plecienie – dzisiaj trening skończymy wcześniej – wyszła do szatni
- no w końcu musimy to oblać – usłyszała jeszcze tylko radosny okrzyk Toma
Dziewczyny szybko się ubrały i wraz z chłopakami wyruszyły w stronę domu
- co jest ?? – Bill przytulił wpatrzona w obraz zza szyby dziewczynę – nic wiesz tylko tak myślę o tym występie i ...
- nie chcesz prawda ?? – spytał z żalem w głosie
- nie ... tzn. to nie tak.. Bill – spojrzała mu głęboko w oczy – ja się boję , dawno nie śpiewałam a to musi być na żywo, to dla ciebie.. dla was takie ważne a ja boje się e to popsuje... – samochód podjechał pod dom i wszyscy wyszli.
- pomyśl o tym i wieczorem dasz mi odpowiedź ... – szepnął jej na ucho gdy byli już w swoim pokoju a ona siedziała na łóżku twarzą do okna
- Bill – zawołała go widząc że idzie w stronę łazienki – a jeśli się zgodzę... pomożesz mi??
- głuptasie nie powinnaś nawet zadawać takich pytań – pocałował ją w czoło – idę wziąć prysznic a ty się zastanów.
Chłopak wszedł do łazienki i rozebrał się do bielizny. Odkręcił wodę tak aby nabrała odpowiedniej temperatury. Gdy zrobiło się gorąco zauważył że lustro zaparowało. Przetarł je prawą dłonią. Nie miał na sobie makijażu a jego włosy zdążyły się poskręcać pod wpływem pary wodnej unoszącej się w łazience. Tez się bał. Był przerażony że nie podoła temu zadaniu, że to wszystko go przerośnie. A co gorsza jeśli im się uda to będzie oznaczało kolejne długie rozłąki z jego dziewczyną. Dopiero teraz zrozumiał co znaczyło zdanie które kiedyś powiedziała: „ Nikt nigdy nie jest gotowy na sławę bo nikt nie jest gotowy by oddać za nią życie w 100%”. Nie chciał jej już dłużej ranić.
Nagle poczuł na biodrach czyjeś dłonie które delikatnie i precyzyjnie zaczęły krążyć po jego klatce piersiowej
- nigdy nie pukasz ?? – spytał
- nie – odpowiedziała kokieteryjnie i przygryzła dolną wargę
Popchnęła go lekko przed siebie i oparła o ścianę prysznica tak aby stał twarzą do niej. Miała na sobie tylko bieliznę która pod wpływem wody była już całkiem mokra.
- to kiedy zaczynamy ?? – spytała a on dobrze wiedział o co jej chodzi. Zgodziła się zaśpiewać. Nie mogła mu odmówić. Nie po tym co przeżyli razem i po tym przeszli. Jej miłość była o wiele silniejsza od strachu.
Zaczęli się całować. Woda strumyczkami przepływała po ich twarzach i ciałach co jeszcze bardziej ich podniecało. Zaczęli ślepo błądzić po sobie dłońmi. Jedna ręką odpiął jej stanik który wylądował gdzieś na ręcznikach w drugim końcu łazienki. Teraz dotykał jej kobiecości która była potwornie rozgrzana. Czarnowłosa spojrzała na niego i zamruczała jak kotka. Jej oczy mówiły „ zrób to! Włóż tam rękę” . chłopak tak jakby słyszał jej myśli posłusznie wsadził dłoń pod jej koronkowe majtki w odpowiedzi ona namiętnie wbiła się w jego usta. Czuła że zaraz wybuchnie. Było jej tak dobrze że miała ochotę krzyczeć. Bill całował teraz jej szyje natomiast ona zabrała się za jego bokserki. Delikatnie wsadziła ręce po ich bokach tak aby sprawnie móc je zdjąć...
- Bill !! – do pokoju jak opętany wpadł Tom - przyjechał ten koleś od gali i mamy wszyscy zejść natychmiast na dół
Z wielkim żalem Merc i Bill musieli się od siebie oderwać. Dziewczyna narzuciła na siebie największą koszulkę Billa i krótkie spodenki. W miedzy czasie i on zdążył coś na siebie wrzucić. Razem z biegli na dół gdzie wszyscy już na nich czekali.
- co jest?? – spytała dziewczyna widząc jak reszta się na nich patrzy
- a nic – uśmiechnął się Gustav
- teraz już wiem dlaczego w pokoju było tak gorąco – zaśmiał się Tom
No tak musieli wyglądać dość dziwnie oboje mokrych włosach i zarumienionych twarzach.
Kiedy wszystko zostało już omówione młodzi przystąpili do ciężkiej pracy. Czarnowłosa ćwiczyła głos wymyślała scenografię i układała choreografię która dziewczyny miał tańczyć na scenie podczas gdy ona i Bill będą śpiewać. Do tego ciągłe próby i wprowadzanie zmiany. Na miesiąc wszyscy kompletnie pożegnali się z życiem prywatnym. Bill wiedział jak wiele znaczyło to dla jego dziewczyny dlatego obiecywał sobie że zaraz po gali zabierze ją gdzieś daleko na co najmniej 2 tygodnie aby mogli odpocząć.
Nadszedł oczekiwany dzień wyjazdu. Pozostałą im ostatnia noc w domu a zaraz z rana samolotem wyruszali na galę.
- Bill – Merc zawołała chłopaka siedzącego na tarasie przed domem – Bill – powtórzyła kiedy ten rozglądał się ale nadal jej nie widział
- gdzie jesteś ?? – spytał podirytowany
- spójrz w górę – chłopak podniósł głowę i doznał szoku
- co ty tam robisz ?? – spytał siedząca na dachu czarnowłosą. Przez moment słońce poraziło jego w ten sposób że małe czarne ciapki utworzyły dziwny obraz. Wydawało mu się ze Merc ma czarne anielskie skrzydła. Przetarł szybko oczy. Obraz znikł
- siedzę – zaśmiała się – chodź do mnie – pokazała mu drogę po której niechętnie wdrapał się na górę. Podszedł blisko krawędzi i usiadł na czerwonym kocu tak blisko dziewczyny że niemal do niej przylegał.
Niebo było już szare. W oddali jeszcze tylko przez jakiś czas rozlewała się czerwień będąca pozostałością po słońcu.
Objął ją w pasie a ona oparła głowę o jego ramię. Patrzeli przed siebie bez słów. W ciszy pokonywali hektary kręconych ścieżek aby móc się spotkać na kolejnym skrzyżowaniu.
W głowie czarnowłosej układały się kolejne wersy :

W ŚWIECIE LUDZI Z PAPIERU
JAK GDYBY UMARŁO SŁOŃCE
TO TYLKO JA
WYCIĘTA Z ATŁASU
UŁOŻONA Z KART
PROSZĘ ZATRZYMAJ SIĘ
BO CZAS CIĄGLE BIEGNE
ZAZDROSNY O SŁOWA...

Wiatr rozproszył ich włosy. To dziwne ale tutaj, na dachu gdzieś po środku dokładnie niczego czuli się naprawdę wolni. Mogło się wydawać że wystarczy jeden krok aby już nigdy nie musieli uciekać. Wystarczyło pozwolić umrzeć ciału....
- zróbmy to – odezwała się po chwili milczenia
...



komentarze [13]

PART 96 => NAWET JESLI SŁOŃCE ZACHODZI, TO GWIAZY NIGDY NIE GASNĄ... >> poniedziałek, 6 listopada 2006 15:48:20
komentarze [36]

NO DOBRA A WIEC TAK SOBIE POMYSLAŁAM ZE NALEZY SIE WAM TO RZEBYM ZACZĘŁA CHOCIAŻ PO CZĘCI ODPOWIADAC NA WASZE KOMETARZE!!!
OBICEUJE RÓNEIŻ ZARAZ JAK DODAM TA NOTKE ODPOWIEM NA EMAILE!! JEST MI BARDZO PRZYJEMNIE ZE JE WYSYŁACIE!! CZASEM GDY JE CZYTAM LUB WASZE KOMENTY MAM WRAZENIE ZE MAM DOCZYNIENIA Z POEZJJĄ!! NAPRAWDE JESTESCIE KAPITLANI!! A JESLI PISZE SIE DLA KOGOS TAKIEGO TO NAPRAWDE CHE SIĘ TO ROBIĆ!! JESTEM BARDZO SZCĘSLIWA ZE CHCOIAŻ TROCHE UDAŁO MI SIE POMÓC NIEKTÓRYM Z WAS!! TO ŚWIETNE UCZUCIE!!
WIELE OSÓB PYTAŁO SIĘ CO Z IGA... A WIĘC JAK WIDZICIE WYJECHAŁA. DLACZEGO?? WIECIE W ZYCIU CZASEM TAK BYWA ZE COS CO MIAŁO BYC WIELKIE NAGLE SIE PSUJE, TAK TEZ BYŁO W TYM PRZYPADKU... TO PRAWDA WIELE Z NIA PRZESZŁAM ALE NASZ PRZYJAX ZŁAMAŁA SIE... DLACZEGO ?? NIE CHE ZWALAĆ WINY NA NI JAK SMAM MI TO POWIEDZIAŁA " ZMIENIŁAM SIĘ I TO ŚWIADOMIE, GRAM BO SPRAWIA MI TO RADOŚC, MAM CHŁOPAKA RZEBY MIEC. NIE MAM CZASU BAWIĆ SIE W UCZUCIA" ... ZABOLAŁAO, ALE WTDY OKAZAŁO SIE KTO JEST MOIM PRAWDZIWYM PRZYJACILEME. DZISJA CZSEM ZE SOBĄ ROZMAWIAMY I MAMY JAKO TAKI KONTAKT, NIESTETY POPROSTU BYŁYSMY CZASEM Z BYT R OZNE A CZASEM ZBYT PODOBNE... TAK BYWA...
ANIOŁY... WY TEZ JE UWIELBIACIE PRAWDA??
DZIEKUJĘ WAM WSYZTSKIM Z CAŁEGO SERCA!!
UZIACZKI MERC :*:*:*:

***********

- Bill gdzie jest Merc?? – spytała Ania widząc siedzącego w salonie chłopaka
- nie ma – nabrał powietrza w płuca – wyjechała...
- jak to wyjechała ?? – zdziwiła się
- pokłóciliśmy się i pojechała do wuja bo tam przyjechała Iga i reszta jej rodziny
- no ale ...
- Ania – odwrócił się twarzą do przyjaciółki – ona chce ze mną zerwać
- co??????????????? – nie mogła w to uwierzyć – ty chyba żartujesz – przeraził ja smutek w jego oczach. Ostatni raz miał taki kiedy zerwali a ona wróciła do polski.. – boje się – szepnęła patrząc na niego
- ja też... ale to ona bała się najbardziej... trzeba było mi tego głupiego artykuły i tej idiotycznej kłótni aby zrozumieć że cały czas to ona bała się najbardziej... i to nie o siebie tylko o mnie – spuściła głowę
- ja was nie rozumiem... – zaczęła dziewczyna – przecież to logiczne że przecież i tak by się wszyscy dowiedzieli ... – w tym momencie chłopak na nią spojrzał a jego twarz ujawniała ogromne zdziwienie
- ty wiesz co oni tam napisali ?? – spytał po chwili
- no że masz dziewczynę.. tzn. że jesteście z Merc razem ... – wytłumaczyła. On wstał i podał jej do reki gazetę leżącą na stole.
- masz i czytaj strona 7 – powiedział. Blondynka delikatnie ale szybko otwarła magazyn i zaczęła czytać
- o Boże nie wiedziałam – wydusiła z siebie już po paru zdaniach – no ale ona chyba nie myśli że ty i Gabi ??
- nie wiem... najwyraźniej tak sobie pomyślała ...
- spędzałeś z Gabi każdy wieczór, wracałeś późno w nocy ... zrobili wam zdjęcia ...
- nagrywała płytę , chciałem jej pomóc – tłumaczył się
- zaniedbując własną dziewczynę... Bill jak ona miała się czuć ??
- nie ufa mi ... – posmutniał
- to nie kwestia zaufania zrozum to w końcu!! – krzyknęła – ona cię kocha ale cierpi przez to bardziej niż może to sobie to wyobrazić. – spojrzała na niego przenikliwie – ranisz ją każdego zasranego dnia a ona z każdą sekunda kocha cię oraz bardziej – milczał – weź się w garść za nim będzie za późno
- za późno ?? – spytał jakby niedosłyszał
- tak .. – dziewczyna wyszła z pokoju zostawiając w głowie Billa setki pytań na które musiał sam sobie odpowiedzieć. Tak tym razem nikt mu w tym nie pomagał. Był sam bo właśnie na to sobie zasłużył.
Ta noc dla wszystkich była jedną z najdłuższych i najbardziej meczących. Billa męczyły koszmary, Ania myślała o nim i o Merc, czarnowłosa błądziła po posiadłości wuja wspominając swoja młodość i spędzone tam wakacje. Nie mogła jednak wyzbyć się co jakiś czas pokazujących się obrazów chłopaka którego tak kochała. Gdzieś za ścianą jej rodzice znowu się kłócili. Bracia demolowali swój pokój. Tom był niespokojny bo czuł ze Billa cos gryzie. Gustav próbował uspokoić Anię, a Max miał dość zamieszania związanego ze świętami. Wszyscy zgodnie przewidywali wiszącą w powietrzu katastrofę.
Następny dzień był najnudniejszym w historii. Podczas przygotowań do wigilii wszyscy się kłócili i mieli dość już od samego rana. Merc snuła się jak widmo co wszyscy mieli jej za złe. Sytuacja się ożywiła gdy przyjechał wuja Zbychu i zaczął się „bawić” z chłopakami w chowanego.
Czarnowłosa nie chciała tych świat. Nigdy za nimi nie przepadała. Nie otwierała swoich prezentów przy wszystkich a całą noc przesiadywała patrząc w gwiazdy. W końcu pijany ojciec robił jej awanturę i wychodziła na spacer. Godzinami szła po pokrytych białym puchem drogach co kończyło się zawsze zapalaniem oskrzeli albo płuc. Znany scenariusz. Miała dość łzawych filmów puszczanych w telewizji. Była złą na siebie za takie podejście bo przecież wierzyła w boga i bardzo go kochała. Mimo wszystko przeszłość nie pozwalała jej odnajdywać w sobie ducha świat Bożego Narodzenia.
Czarnowłosy wrócił do domu z kolejnej próby. Nie był nawet głodny. Wszedł do pokoju i kładąc się na łóżku miał nadzieje ze zaraz zaśnie. Czuł jej zapach. Jednoczenie silny i tak lekki ze bał się iż jeśli będzie oddychał zbyt łapczywie to go pochłonie. Przypomniał sobie rozmowę z Merc. To było chyba tydzień a może nawet 2 tygodnie temu. Chciała aby przyszedł na wigilie. Nie zgodził się bo nie jest przecież wierzący. Strasznie go prosiła ale on był nie ugięty. Wiedział ze to nie dla niego. Posprzeczali się wtedy trochę ale na szczęście na drugi dzień o tym zapomnieli. Szkoda że teraz nie mogli zapomnieć.
Nadeszła godzina wigilii. Wszyscy usiedli przy stole i robili to co wypada. Może gdyby Merc nie była myślami gdzie indziej dostrzegła by małą zmianę w ich zachowaniu. Może wtedy zauważyła by że między ludźmi przy stole zaczęła działać jakaś magiczna siła pozwalająca im wierzyć że maja wszystko. Tak między tymi osobami które przez tyle lat były rodziną tylko na papierku zawiązała się nić uczucia, uczucia zwanego miłością. Miłością wyzwoloną przez ta małą i drobna osóbkę grzebiącą teraz widelcem w talerzu i siedzącą na drewnianym krześle zaraz przy oknie.
W każdym z tych zatwardziałych serc udało jej się stopić zimny lód. Dokonała tego o czym marzyła jako dziecko. Pokazała im co się w życiu liczy. Szkoda tylko ze nie mogła tego teraz tego widzieć. Wtedy cieszyła by się ich szczęściem.
Po wszystkim całą rodzina wraz z wujkiem Egonem udała się jak zawsze do największej sali gdzie dorośli mogli wypić lampkę wina i zapalić dobre cygaro, dzieci natomiast poszły spać. Dobrze pamiętała jak jeszcze parę lat temu wraz z braćmi wymykali się po cichu by móc narozrabiać. Przecież i tak reszta miała ich gdzieś a ona sama wiedziała ze chociaż chłopacy nie potrafili przypilnować samych siebie nigdy nie pozwoliliby aby się jej cos stało.
Teraz oni pewnie wysadzali w powietrze kolejna rzecz a ona siedziała jak zawsze wpatrzona w gwiazdy.
- hej gwiazdo a ty znowu to samo ?? – spytała Iga cicho wchodząc do prawie ciemnego pokoju
- tak już bywa – uśmiechnęła się pod nosem do siostry
- wiesz .. – Iga miała ochotę powiedzieć jej o tym że nie wolno jej tak po prostu uciekać znowu od Billa ale przerwało jej głośne pukanie do drzwi. Ponieważ były najbliżej a służba miała wolne razem poszły otworzyć. Już po chwili do posiadłości wparowała roześmiana grupka przyjaciół śpiewająca „ przybierzeli do Betlejem „ . siostry wybuchły śmiechem. Wszyscy się na siebie rzucili i wymienili prezentami.
- nie wierze że Tom nauczył się kolędy – krzyknęła Iga
- to uwierz – zrobił krzywą minę – Ania mi 3 godziny nie dawała spokoju – za te słowa zgarnął o dziewczyny z łokcia
- a Bill ?? – spytała zniecierpliwiona Merc
- nie chciał przyjechać – powiedział Gustav i wszyscy przestali się śmiać
- aha
- ale Mercuś to nie tak – Ania starała się ratować sytuację
- jego wybór – brunetka wymusiła uśmiech i wszyscy udali się do pokoju dziewczyn. Urządzili tam sobie małe przyjęcie śmiejąc się i wygłupiając.
Czarnowłosa wyślizgnęła się ukradkiem i wkładając na siebie czarny płaszcze do kolan i zimowe kozaki wyszła przed posiadłość. Zapięła zamek pod sama szyje tak aby zimy wiatr nie miał dostępy pod jej ubranie . Szła powoli upajając się każdym krokiem. Czuła jak miękki śnieg ugina się pod jej ciężarem. Tak, myślała o nim. O ich ostatniej kłótni. Czy był za ostra?? Czy musiała to wszystko mówić?? W końcu przyjechał wcześniej... ale nie, ona miała tego dość!! On nie umiał tego zrozumieć. Zbyt mocną ją kochał, myśląc że ona mu tak po prostu będzie mogła wybaczyć. Głowie zaczęła sobie układać olejne zdania które przed chwila zapisała w swoim pamiętniku. To tak jakby dopiero teraz docierał do niej ich sens:

„ czuję się jak ta trzynastolatka która ciągle uciekała z domu. No bo przecież znowu to zrobiłam, znowu uciekła. Jestem głupia. Tak bez wątpienia. A jeszcze głupszym jest to iż jestem w 100% przekonana że zrobiłam dobrze. Dla siebie a może i dla niego. Egoistka?? A niech i tak będzie. Nie dbam o to. Kiedyś chciałam być idealna. Dzisiaj chcę być sobą.
Mam dość tej zasranej fabuły. Nie znoszę świat. Wiem to okropne. Ale okropne tez były te wszystkie święta spędzone w samotności. Co z tego że otaczało mnie kilkadziesiąt osób skoro każda z nich mówiła dla siebie. Wtedy tez wybiegałam z domu i szłam przed siebie. Inni mówili „rozpieszczony dzieciak”. Co oni wiedzieli... kto z nich znał ciężar moich łez?? Ilu wiedziało o sińcach na karku i ranach na nadgarstkach. Dzisiaj to wiem – niektórzy ludzie są głupi. Są prości i schematyczni. Żyją bo muszą. A ja zawsze chciałam latać. Żyłam na złość innym.
Kiedyś jak byłam dużo młodsza poszłam z wujkiem do lasu. Potknęłam się i skręciłam sobie kostkę, jednak mimo wszystko nie pozwoliłam sobie pomóc. Byłam taka uparta i zawzięta. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam że mnie boli. Wujek nawet na mnie nie spojrzał tylko uśmiechnął się pod nosem i szepnął „ słońce i tak kiedyś zajdzie...” . wtedy pomyślałam że zwariował. Wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Nigdy nie starłam się tego nawet zrozumieć. Aż do niedawna. Byliśmy z Billem w Paryżu. Od dawna nie czułam się tak wspaniale. Traktował mnie jak księżniczkę. Zero prasy i prób. Tylko my i tysiące innych zupełnie obcych przechodni. Aż zadzwonił Max. Musiał wracać wcześniej, czekała ich jakaś gala. Ostatniej nocy w ogóle nie poszliśmy spać. Kiedy zaczęło się ściemniać poszliśmy na taki piękny most. Tam usadził mnie na nim i sam stojąc objął w pasie. Tak samo jak wtedy gdy się poznaliśmy. Ogromne zachodzące czerwone słońce świeciło mi w oczy, jednak było zbyt słabe aby je razić. Bill powiedział że chciałby aby ta chwila się nie kończyła. Właśnie w tym mameńce słońce schowała się pozostawiając na niebie tylko mała kolorową poświatę. Wtedy zrozumiałam – „ słońce i tak kiedyś zajdzie” . Ono nie dba o to czy nam dobrze czy źle. Dzień się kiedyś skończy. A po nieprzespanej nocy słońce wróci aby powiedzieć „ spróbuj jeszcze raz”. Te parę dni w Paryżu nie mogły trwać wiecznie. Ale i ta kłótnia kiedyś zupełnie zapomni o swoich powodach. Wczoraj uciekłam ale jutro mogę wrócić i powiedzieć „kocham cię”. Bo ta miłość jest dla mnie słońcem które nigdy nie zajdzie, jest księżycem który nigdy nie zgaśnie.
Dzisiaj wierzę że mogę latać. Dzisiaj żyje bo chcę.”

- Scheise !! – usłyszała nagle zza rogu . Podeszła pomału ale zdecydowanie aby zobaczyć co się stało. Przed sobą ujrzała stojącą tyłem wysoką i szczupłą postać której czubek głowy i ramiona pokrywał śnieg
- co ty tu robisz ?? – spytała na co chłopak lekko podskoczył z przestraszenia i odwrócił się do niej przodem. Te oczy. Oddała by za nie wiele. Każdego dnia oddawała za nie wszystko. Czekała godzinami aby móc w nie spojrzeć. Zatopić się w ich czekoladzie.
- nie mogłem tak już dłużej.. stwierdziłem że nie pozwolę Ci tak po prostu odejść i że ....
- cii głuptasie – uśmiechnęła się patrząc na Billa ze skruszoną minka pokrytego gdzie niegdzie jeszcze śniegiem. Nie umiała się już na niego gniewać. Nie chciała.
- ale ...
- już nic nie mów – podeszłą do niego i zgarnęła śnieg z jego głowy – ja nigdzie nie pójdę bez ciebie. Zrozumiałam to już dawno temu a teraz musiałam porostu to wszystko sobie poukładać – przytulili się do siebie
- a ten artykuł ??
- ufam ci – pocałowali się w usta namiętnie a jednocześnie lekko – a tak w ogóle to co się stało – wskazała na resztki śniegu na jego włosach i ramionach
- nie wiem przechodziłem pod tym balkonem i nagle ....
- sorry – usłyszeli równe wołanie Dzikiego i Houston
- i wszystko jasne – Merc się dźwięcznie zaśmiał.
Razem wrócili do posiadłości.
Po paru dniach zrobiło się już zupełnie pusto. Cała rodzina wróciła do siebie. Tylko Houston i Dziki zostali jeszcze do sylwestra. No właśnie sylwester. To miała być mega impreza. Wydarzenie roku. Wielka gala i same sławy. Max załatwił wejściówki dla całej ekipy.
Chłopacy skończyli koncert ok. 23. Później szalone afterparty. Wszyscy tryskali humorem. Merc rozejrzała się po ogromnej sali. Większość z gości do tej pory mogła oglądać tylko w telewizji. Jako dziecko marzyła by obracać się w takim towarzystwie. Dzisiaj nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Przecież byli ludźmi z krwi i kości. Od reszty „szarych” różnili się tylko ogromną ilością makijażu i potwornie bogatym strojem. Nie tylko im zdawało się że są lepsi od innych.
Raz po raz ktoś się na nią spojrzał pytając się w myślach „ skąd ja ją znam??”. Miała na sobie klasyczną „małą czarną” , chyba właśnie dlatego wyglądała tak powalająco.
- masz bratowa – Tom podleciał do niej nagle i wręczył jej kieliszek szampana.
- dzięki – odpowiedziała jakby ktoś wyrwał ją z długiego snu. Czuła się jak zahipnotyzowana. Muzyka tyko częściowo docierała do jej uszu tworząc jakieś tło do tego obrazu który teraz był tak abstrakcyjny. Spojrzała na zegar.
- „za 20 minut północ” – pomyślała i zobaczyła jak Gabi wyciąga Toma na mały „parkiet” gdzie kołysało się parę par. – „ od kiedy on tańczy??” – spytała się sama siebie. Nagle poczuła że wszystko dookoła zaczyna się kręcić. Obraz robił się coraz bardziej zamazany. Poczuła że się dusi. Gdzieś w oddali Ania śmiała się rozmawiając z Gustawem a Bill puszczał jej oczko podczas dyskusji z Maxem i jakimś starszym facetem. Przełożyła kieliszek do lewej ręki a prawa złapała się za głowę. Poczuła delikatny chłód oplatający jej łydki. Po jej lewej stronie znajdowały się drzwi prowadzące na taras. Zdecydowanym krokiem wyszła na zewnątrz. Było potwornie zimno. Mróz momentalnie otoczył każdą jej komórkę. Oparła się rękoma o balustradę i spojrzała w niebo chwytając jednocześnie obiema skostniałymi z chłodu dłońmi kieliszek z szampanem który z ni stąd ni zowąd wypadł jej roztrzaskując się o asfalt pod tarasem. Niemal słyszała krzyk tłuczonego szkła, mimo ciemności widziała najmniejszy ułamek toczący się po zimnej i szarej drodze. Czuła się jakby grała w filmie w którym ktoś właśnie spowolnił obraz. Zaczęła układać w głowie niezgrabne wersy :

JEDNA Z GWIAZD JEST TYLKO NASZA
JEJ BEZIMIENNE KSZTAŁTY
JEJ BEZSENSOWNE RYSY
JEJ NIKŁY I SŁABY BLASK

DLA INNYCH NIEISTNIEJE
ONI JEJ NIE WIDZĄ

ALE ONA MA TYLKO DLA SIEBIE
SKRAWEK GRANATOWEGO NIEBA
TO NASZE NIEBO
TEN KAWAŁEK BIAŁEJ POŚWIATY
TO NASZA DROGA
NIEPOZORNA A JEDNAK WYTRWA NAJDŁUŻEJ
TO NASZA MIŁOŚĆ
ALE LUDZIE JEJ NEI WIDZĄ

KIEDYS UMRZEMY
NASZE CIAŁA ZNIKNĄ
NIEKTÓRZY ZAPŁACZĄ
INNI NAWET NIE ZAUWARZĄ

WTEDY NA NIEBIE
ZOSTANIE TYLKO ONA
JEDNA Z MILIARDA GWIAZ
ZAŚWIECI JASNO

WTEDY WSZYSCY ZOBACZĄ
JAK WIELKA MOC MA MIŁOŚC
NASZA MIŁOŚĆ

BO NASZA GWIAZDA BĘDZIE TRWAC WIECZNIE

Zrobiło jej się czarno przed oczami. Czuła że traci świadomość....




komentarze [36]

PART 95 => BURZA >> wtorek, 17 października 2006 13:02:28
komentarze [48]

KOCHANI DZISJA POSTARAM SIE O KRÓKI WSTĘP. ZAUWARZYŁAM ZE PRZEZ MOJE RZADKIE PISANIE MAM JUŻ CORAZ MNIEKOMETRAZY - EHH TRUDNO DZARZA SIĘ W KONCU MOJA WINA. W KAZDYM BĄDŹ RAZIE BARDZO DZIEKUJĘ TYM WSYZTSKIM KTÓRZY ZAGADUJĄ DO MNIE I ZNEICIERPLIWOŚCIA CZEKAJĄ NA NOOWA NOTKĘ :) JESTEŚCIE KOCHANIE :p JAK WIELU WIE W MOMIM ŻYCIU WSYZTSKO OSTATNIO NABRAŁA MASAKRYCZNEGO TĘPA PRZEZ CO ZDARZA MI SIĘ ZNAIEDBYWAĆ NEIKTÓRE SPRAWY :( WIEM JEDNO DAM RADE BO DAC MUSZE!!
WIEM ZE NIE PWIENNAM ROBIC RZADNYCH DEDYKACJI ALE TYM RAZEM JESTE JEDNA OSOBA KTÓRA NA TO ZASŁUZYŁA
ANIU - DZIEKUJE CI ZA TO ŻE JESTEŚ :****

**********************************



- Mercuś , no ale popatrz ... – Ania próbowała załagodzić sytuację – kiedyś to by się i tak wydało, a teraz przynajmniej już niczego nie będziecie musieli udawać...
- ehhh wiesz co ?? – spojrzała jej w oczy – chodźmy już do domu bo jestem zmęczona – uśmiechnęła się delikatnie.
Milczeniu udały się do miejsca wypoczynku. Blondynka cała drogę strasznie chciała cos powiedzieć. Zrobić cokolwiek. Przecież to nie tragedia. Może to nawet lepiej ze tak się stało. No bo ile można kłamać i oszukiwać?? Każdego wieczoru kładąc się obok siebie oboje mieli wrażenie że to ukrywanie coraz bardziej odbiera im siły. Tylko dlaczego to co się stało nie zdjęło z niej całego tego ciężaru??
W głowie czarnowłosej kłębiły się tysiące niechcianych myśli. Dlaczego teraz?? czy nie mogli poczekać aż całe to „zamieszanie” ze świętami się skończy.
Dziewczyna szybkim i zdecydowanym krokiem weszła do salonu. Spojrzała na zegarek na ścianie. Było późno. Nawet nie wiedziała że tak długo łaziły.
Na kanapie przed telewizorem siedział Tom. Jego nogi jak zawsze spoczywały na ławie przed nim a oczy wlepione były namiętnie w ekran. Można było się domyślić że raczej nie oglądał bajek. Jednak nie dało się nie zauważyć widocznie zdenerwowanej Merc.
- co się stało ?? – blondyn zainteresował się
- nic... – czarna momentalnie posmutniała – Billa jeszcze nie ma ?? – to ostatnie zabrzmiało bardziej jak zdanie niż pytanie. Wyczuć jednak można było w nim nutkę nadziei.
- nie ale...
- dobra nie tłumacz go – przerwała mu zrezygnowana
- Merc co się stało ?? – spytał ja gdy wychodziła właśnie z salonu
- nic ...
- Tom!!! – nagle usłyszeli wołanie Ani z góry domu – chodź mi pomóc – dziewczyna wiedziała jak bardzo jej przyjaciółka nie ma ochoty rozmawiać. Chociaż tak chciała jej trochę ulżyć – zabierając na chwilę chociaż tego sympatycznego natręta.
Czarnowłosa udała się do korytarza aby zawiesić na jednym z wieszaków czarną zimowa kurtkę. Oparła się o ścian i schowała twarz w dłonie. Nie miała zamiaru płakać. Przecież nie było ku temu powodów. Czuła się teraz po prostu dziwnie zagubiona i osamotniona. Miała tylu przyjaciół którzy byli na każdej skinienie jej palca a ona śmiała czuć się samotna. Było jej z tym okropnie.
Z nostalgii wyrwał ja dźwięk otwieranych w pospiechu drzwi wejściowych. Po chwili przed nią stał lekko zdyszany Bill. Spojrzała mu głęboko w oczy nic nie mówiąc.
- właśnie przeczytałem artykuł i specjalnie przyszedłem wcześniej – powiedział zoczami wielkimi jak pięciozłotówki czekając na reakcję dziewczyny
- a gdyby nie ten zasrany artykuł znowu wrócił byś w środku nocy tak ?? – dziewczyna nie wytrzymała
- o co ci chodzi ?? – pytał kierując się za nią do salonu
- o co?? – krzyknęła – każdego dnia wracasz w środku nocy i jesteś tak zmęczony że nie masz siły mówić, wychodzisz wcześnie rano, prawie się nie widujemy a ty mi się pytasz o co mi chodzi ??
- histeryzujesz – wkurzył się – dobrze wiedziałaś że to będzie tak wyglądać, nic na to nie poradzę że mamy próby ...
- jakoś inni znajdują jeszcze czas dal swoich dziewczyn.... – powiedziała i odwróciła się do niego tyłem spoglądając jednocześnie przez okno. Nawet nie zauważyła że od paru chwil padał śnieżnobiały śnieg.
- Merc nie jesteśmy małżeństwem , nie rób mi kazań na temat późnych powrotów do domu ...
- a więc tyle dla ciebie znaczę – złapała w pięść kawałek długiej zasłony
- nie to nie tak!! – chłopak zorientował się co powiedział – nie chciałem tego powiedzieć!!
- ale powiedziałeś – czuła jak łzy napływają jej do oczu
- zrozum miałem zły dzień a teraz jeszcze ten artykuł...
- biedactwo – powiedziała z ironią – a czy kiedykolwiek pomyślałeś że ja tez mogę mieć gorsze dni?? – obróciła się do niego twarzą – Bill do jasnej cholery ja mam już tego dosyć rozumiesz??
- chyba nie chcesz mi powiedzieć że ... – w tym momencie oboje usłyszeli głośny dzwonek do drzwi. Nie zareagowali. Po drugim razie dziewczyna ruszyła się i poszła otworzyć drzwi.
- cześć piękna – Max dał jej buziaka w poliko – znowu zapomniałem gdzie włożyłem klucze – uśmiechnął się. Do domy wkradło się lodowate powietrze przynosząc za sobą trochę śniegu. Przeszedł ja nieprzyjemny dreszcz. – no młoda właśnie zawiozłem część naszej rodzinki do wujka
- to oni już są ?? – wreszcie się odezwała
- no twoi rodzice z Iga i dziadkami już są, twoich braci tez tam zawiozłem bo wuja Zbychu ma być dopiero pojutrze tzn. na wigilię ...
- zawieź mnie tam – bez zastanowienia chwyciła kurtkę i założyła ja na siebie
- co ??
- to co słyszałeś , zawieź mnie do posiadłości wujka... – kuzyn spojrzał na nią dociekliwie. Po chwili ujrzał opierającego się o ścianę smutnego Billa. wyczuł że coś jest nie tak. Nie chciał się jednak wtrącać. Ufał że są n a tyle dorośli że sami rozwiążą swoje problemy. Merc często podejmowała pochopne decyzje ale przecież nie kazała się dowieść do polski tylko kilkadziesiąt kilometrów od domu.
- poczekam w samochodzie – Max wyszedł z domu
- Merc – usłyszała cichy głos Billa za swoimi plecami
- porozmawiamy jak wrócę – rzuciła beznamiętnie i wyszła z domu.
Chłopak zjechał po ścianie i usiadł na podłodze. Cały czas zadawał sobie jedno jedyne pytanie : czy tak wygląda początek końca ?? nie miał siły krzyczeć. Nie miał siły płakać. Nie chciał panikować. Przecież ona jeszcze mu nie powiedziała ostatniego zdania. Mieli porozmawiać. Więc może jechała tam aby to wszystko przemyśleć. Aby się uspokoić.
To dziwne że właśnie w takiej sytuacji Bill zaczynał wszystko rozumieć. Dochodziły do niego wszystkie błędy jakie popełnił. Wreszcie zaczął odczuwać samotność którą i ona odczuwała przez te wszystkie noce gdy uparcie czekała na niego wpatrując się w okno. Nie miał pojęcia jak wiele wierszy napisała podczas tych nocy. Nie wiedział jak wiele razy chciało jej się płakać bo bała się czy tym razem coś się nie stało. Prosiła go żeby nie wyłanczał telefonu. Jednak on był zbyt roztrzepany by o tym pamiętać.
A ona?? Jechała teraz ciemnymi uliczkami. Uciekała. Znowu uciekła. Nienawidziła siebie za to. Ale w tym momencie nienawidziła tez części jego. Tej części która pozwoliła mu jej wyjechać. Wspominała każdą noc wyczekiwać. Każdą sekundę wyplenioną strachem i tęsknota. Zegar nieubłagalnie wybijający coraz późniejsza godzinę i niemiłosierną samotność której tak nienawidziła. Jedna z nich szczególnie utkwiła jej w pamięci. Środek jesieni. Na dworze było już zupełnie czarno. Ani jednej gwiazdy na niebie i ogromne ciężkie chmury zwiastowały ulewę. Zerwał się porywisty wiatr. Szarpał konarami drzew we wszystkie możliwe strony. Nagle usłyszała potężny trzask w którymś z pokoi na samej górze. Wystraszyła się. Była sama. Dobrze o tym wiedział. Tom spał wtedy u Georga a Max był służbowo za granicą. Mimo strachu pobiegła na górę. Drzwi ich pokoju kołysały się lekko pod wpływem wiatru. Weszła do środka i zimne powietrze uderzyło w jej twarz. Bill w pospiechu zapomniał zamknąć okno mimo iż go prosiła. Wszystko co stało na dużym stole pod oknem wylądowało na ziemi. Kartki papieru błądziły jeszcze gdzie nie gdzie. Na środku pokoju leżała ramka ze zdjęciem. Ich zdjęciem. Byli wtedy tacy szczęśliwy. Obejmowali się uśmiechnięci od ucha do ucha. Dobrze pamiętała jak Ania robiła im to zdjęcie przed koncertem w Bremen. To tam miały tańczyć po raz pierwszy. Wyglądali jakby nie mieli zamiaru się nigdy puszczać. Najdziwniejsze było to że oni jeszcze nie byli wtedy wcale parą.
„ może tak było lepiej” – przeleciało jej przez myśli. Może właśnie o to chodziło...
Poczuła na policzku zimna kroplę która spłynęła po nim jak łza. Po chwili następna, i kolejna. Odwróciła twarz w stronę okna. Zaczęło padać. Dopiero teraz zauważyła że szklana ramka pękła dokładnie w miejscu gdzie była twarz Billa. usłyszała ogromny grzmot a przed oczami ukazała jej się błyskawica. Przestraszyła się i kładąc ramkę pospiesznie na łóżku zamknęła dokładnie okno i zbiegła na dół. Miała nadzieje że słyszała otwierające się drzwi. Niestety to tylko jej wyobraźnia. Za oknem deszcz przybrał postać ogromnej ulewy. Błyskawice prześmigiwały się z grzmotami. Głośne huki i woda uderzająca o szyby przyprawiały Merc o gęsią skórkę. Sama nie wiedziała dlaczego się tak denerwowała. Przecież nigdy nie bała się burzy.
Chwyciła telefon komórkowy i wybrała numer chłopaka. Tak jak myślała – wyłączył komórkę. Usiadła na oparciu kanapy i przymknęła oczy. Nagle w jej głowie pojawił się obraz jadącej szybko taksówki. Deszcz był tak mocny że ograniczał kierowcy widoczność. Ten jednak jechał przed siebie z dość duża prędkością. Ułamek sekundy i nagle dookoła setki krzyków. Pisk opon i trzask metalu. Plama krwi. Kilka ciał lezących bez władnie na ulicy. Plamy krwi... a gdzieś pomiędzy twarz Bila. spokojna i bez wyrazu. Tak jakby spał. Podeszła do niego. Chciała go obudzić. Ale... on nie żył...
Merc zaczęła krzyczeć. Otwarła oczy i rzuciła telefonem z całej siły o podłogę. Nie dbałą o to że się rozleciał. Skuliła się w kłębek i schowała twarz za kolanami. Prawą dłonią chwyciła mały krzyżyk na szyi. Spojrzała w górę
- dziękuję – szepnęła cicho
Po chwili usłyszała otwierające się drzwi. Do domu wszedł Bill. Był zupełnie suchy. Zorientowała się że już nie pada a burza ucichła.
- nareszcie – przytuliła go mocno
- znowu czekałaś – uśmiechnął się i dał jej buziaka – nawet nie masz pojęcia co mi się przytrafiło – zaczął opowiadać kiedy kierowali się na górę – miałem już wsiadać do taksówki gdy nagle przypomniało mi się że zapomniałem włączyć telefon a przecież mogłaś dzwonić – rzucił ciuchy na krzes zostając w samych bokserkach – wyjąłem komórkę z kieszeni i nagle wyleciała mi tak jakby ktoś ją z całej siły wyrzucił. Zacząłem jej szukać no i jakiś facet sprzątnął mi sprzed nosa taksówkę. – położyli się do łóżka – musiałem więc czekać na następna. Jak już byłem drodze do domu mijałem jakiś wypadek drogowy. Wyglądało to naprawdę niedobrze. Po chwili poznałem że to była ta taksówka którą miałem jechać... jeszcze trochę i ...
- widocznie jakiś anioł nad tobą czuwał – dziewczyna przerwała mu i uśmiechnęła się szeroko. Po chwili oboje słodko spali.
Bała się wtedy strasznie, jednak mu o tym nie powiedziała. Cieszyła się że jest obok.
Teraz go nie było. Sama przecież tego chciała. Uciec jak zwykle.
Tym czasem Bill siedział na tym samym parapecie co ona każdej nocy i wpatrywał się w to samo okno. Ironia?? Nie zupełnie. On wiedział ze tej nocy ona już nie wróci....

komentarze [48]

PART 94 => ANIOŁ Z PRZESZŁOŚCI >> czwartek, 21 września 2006 23:01:50
komentarze [42]

NO KOCHANI WRÓCIŁAM :))) CZY W WIELKIM STYLU?? NIE WIEM... WIECIE NALEŻĄ SIĘ WAM OGROMNE PRZEPROSINY!! WIEM ZE MNIE DŁUGO NIE BYŁO DLATEGO POSTARAM SIE NIE ROZPISYWACX... EHH CO U MNIE?? STARSZNIE DUŻO NOWYCH RZECZY... ALE PRZEDEWSZYSTKIM ZNOWU TAŃCZE :) A DO TEGO NAKRĘCONO Z EMNĄ ODCINEK " W RYTMIE MTV" NAWET NIE WIECIE JAKIE TO PRZEZYCIE ZRESZTA WIĘCEJ O TYM PISZE NA www.taniec-we-mgle.mylog.pl A ZDJĘCIA SA NA www.dance-with-me.mylog.pl NIESTETY TYLKO DWA NO ALE DAŁAM RÓNEŻ PARE Z MOJEJ OSIEMNASTKI....
WIECIE CO?? DODAŁAM TA NOTKĘ TYLKO I WYŁĄCZNEI ZE WZGLĘDU NAKOMNTARZE!!!! DZIĘKUĘ :*:**:*: STARSNZIE SIE CIESZE Z NOWYCH FANÓW I DZIĘKUJE STARYM ZA WYTRWAŁOŚC!! RZAŁUJE ZE NARAZIE NIE MAM CZASU ODPISAC AL EPOSTARAM SIE TO NADROBIĆ!! JESLI NAPRWADE CHCECIE TO PISZCIE RÓWNIEŻ NA MOJEGO EMAILA (mercedes1713@tlen.pl) wtedy najpredzej odpsize AE OCZYWIŚCIE JAK BEDIZE TYLE KOMCI CO TERAZ TO DODAM NOWA NOOCIĘ CO MA NADZIEJE SZYBKO ANSTĄ PI :p CAŁUEJ WSZYSTKCH WASZA MARC:***

PS. OBIECUJE ZE W NASTEPNIEJ NOTCE NAPSIZE LEPSZY SWSTĘP ALE SIE NAPRAWDE STARSNZIE ŚPIESZE!!
AHA PRZEPRASZAM WSYZTSKCIH KTÓRZY MAJABLOGI NA ONECIE ALE NIESTEY NIE CHODZI MI JAK NARAZI E ONET :((
BUŚKA :*:*:*

*******************************

Merc wyprostowała się i stojąc przy dużym łóżku nasłuchiwała hałasów dobiegających z dołu. Czuła jak z każdą sekundą powieki robią się coraz cięższe. Jej ciało wołało o odpoczynek. Jednak najbardziej strudzona była jej dusza. Myśli które nieustannie towarzyszyły jej na każdym kroku. Powoli zaczęła wracać do treningów. Jednak nie wolno było jej przesadzać. Przyjaciółki ja pilnowały, przecież Bill nie miał czasu. Jej zdawało się ze ma go za wiele. Nie pozwalała sobie na nudę, wyciągała z każdej chwili maksymalnie dużo. Niestety nie wszystko było tak kolorowe. Miała ogromne zaległości w szkole które trzeba było nadrobić, z chłopakiem widywała się rzadko mimo że mieszkali w tym samym domu, a nawet jeśli gdzieś wychodzili to nawet nie mogli się przypadkiem dotknąć aby nie pisali o tym na pierwszych stronach gazet. Zmęczona?? Tak... męczyło ją to wszystko, ta cała „zabawa” w sławę. Przecież robiła to dla niego. A on?? On był... nie zawsze przy niej i na każde zawołanie ale czuła że jest. Wystarczało jej to. Wierzyła że będzie lepiej. Czuła się jak pieprzona optymistka w różowych okularach, ale tylko w ten sposób walczyła z zepsutym światem.
Gdy dziwne odgłosy nie cichły postanowiła zejść na dół. Bezszelestnie stawiała bose stopy na miękkim dywanie wyściełającym schody. Chwilami zdawało jej się że jest już tak zmęczona że nie myśli. Jednak zdawała sobie sprawę że tylko fata Morgana a wszystko co się dookoła dzieje jest jak sen schizofrenika. Skomplikowany umysł. Tak można było ją teraz określić.
Na dole domu, a dokładniej w jego kuchni ujrzała wysoka szczupła postać.
- jeszcze z tego nie wyrosłeś?? – spytała cicho z lekkim uśmiechem na ustach
- Jezu ale mnie przestraszyłaś – odpowiedział jej przerażony brat
- jak zawsze... w środku nocy wstawałeś i pałaszowałeś w kuchni
- tak a ty mi towarzyszyłaś – Dziki się szeroko uśmiechnął – jak miałaś dobry humor to robiłaś nam nawet naleśniki
- no tak... a właśnie – krzyknęła z wrażenia – chcesz?? To zrobię – nie pytają na odpowiedź sięgnęła do lodówki i wyjęła mleka – kurcze nie wiem tylko czy jest mąka...
- poczekaj... złapał ją za rękę... jesteś głodna??
- nie... – pokiwała głowa
- ja tez nie.... my to robimy z przyzwyczajenia... – zapadła chwila ciszy – stęskniłem się za tobą siostra – Merc w odpowiedzi uściskała brata – jesteś tu szczęśliwa?? – spytał niepewnie
- jestem.... wiesz tutaj jest zupełnie inny świat... inni ludzie... nikt mi niczego nie narzuca...
- kochasz go?? - nagle ni z tego ni z owego przerwał jej pytaniem
- t... tak – odpowiedziała lekko zakłopotana
- to dobrze – uśmiechnął się szeroko. Skąd wiedział?? A czy to ważne?? Przecież był jej bratem. Widział jaka jest szczęśliwa. Czuł ze jest zakochana. Że jest kochana. – wiesz ja .. tzn. my ... zawsze czuliśmy się winni że musiałaś przechodzić przez to piekło.... – spuścił głowę
- przestań – klepnęła go w ramie – nie możesz tak mówić!! Dzięki wam chce mi się w ogóle wracać pamięcią do przeszłości!! Wiele razy gdyby nie wy to...
- nie kończ! – zaprotestował – dobrze ze jesteś szczęśliwa – uśmiechnęli się i udali do swoich pokoi
Dziewczyna podeszła do biurka i rozejrzała się dookoła. To miejsce, jej nowy dom. Wiec dlaczego czuła się teraz tak obco?? Czy naprawdę przeszłość nie mogła dać o sobie zapomnieć?? Jaki Bóg miał wobec niej plan?? Czasem słaba i znudzona , czasem pełna energii. Wciągnęła mocno powietrze. Czuła jak mieszanka gazów zaczyna wypełniać jej płuca niczym ropa rozprzestrzeniająca się po olbrzymim morzu. Zakręciło jej się w głowie. Zamknęła oczy i małe czarne plamki zmieniły się w czarna otchłań. Odwróciła się przodem do biurka i oparła dłońmi o blat. Gdy po chwili otwarła oczy jedyna rzeczą jaką widziała wyraźnie w ciemnym pokoju był jej pamiętnik. Chwyciła go w delikatne dłonie i przejechała smukłymi palcami po okładce. Dawno do niego nie zaglądała. Świadczyła o tym cieniutka warstwa kurzu która teraz pozostawiła ślad na jej ręce. Wyprostowała się i z pamiętnikiem udała się w kierunku łóżka. Plociuchu tak by nie obudzić Billa usiadła obok niego i oparła się o ścianę. Chłopak się lekko poruszył i przybliżył w jej stronę. Ona potargała jego czuprynę a ten uśmiechnął się nie otwierając nawet oczu. Otworzyła pamiętnik na pierwszej stronie.
- „ to było tak dawno temu” – pomyślała spoglądając na datę. Odwróciła parenaście kartek dalej i niewiedze czemu zaczęła czytać jeden z wpisów.
„ jak silna musi być ludzka dłoń by była w stanie wymierzać sprawiedliwość?? Tak jak niebo musiało by być niebieskie aby zlało się z morzem... tak jak słowa musiałaby być ostre by móc przeciąć szkło... słowa... słowa ... słowa ... idiotyczne parę literek, takie nic. A jednak coś. Parafraza?? Nie dbam o to. Widziałam jak niebo z morzem stworzyło jedność. Papierowe szkło. Serce ułożone po ciemku z jesiennych liści. Nuty po cichu wymazane ze starego pamiętnika. Sens zagubiony gdzieś pomiędzy krzykiem a szeptem. Boże, zgubiłeś anioła wiesz?? Boże dlaczego milczysz?? Boże nie zostawiaj go samego. On się boi. On płacze ... Niczego już nie rozumiem. Przecież obiecano nam tak wiele. Podobno anioły nigdy nie śpią wiesz?? Otulają małe dzieci swoimi skrzydłami. Z wiecznie otwartymi oczami – czuwają... nie jestem dzieckiem... mój anioł się zgubił.... Boże pomóż mu... „ – Merc przerwała na chwile czytanie aby przymknąć oczy. Zawsze tak robiła aby zatamować napływające łzy. W jej głowie jak stary film zaczęły pokazywać się obrazy. Te których nie chciała pamiętać. Te które już dawno wyrzuciła. Te które były tak prawdziwe. Te same korytarze. Ciemno, przecież i tak znała je na pamięć. Krzyk w ostatnim z pokoi. Salon. Dobrze go pamiętała. Każdy najmniejszy szczegół przepychu i ludzkiej próżności. Jednak nie to było najważniejsze. Tutaj chodziło o dramat którego każdego wieczoru jedynymi świadkami były 4 ściany pokoju. I ona. Pośrodku niczego. Zupełnie sama i zagubiona istota. Prawie niewidzialna. Pomału ze strachem w oczach otwiera drzwi. Kolejny raz ten sam horror. Rozkrzyczane dwie osoby w średnim wieku które często musiała nazywać rodzicami. Nieustanne wrzaski. Próbuj przerwać ten zgiełk. Bez skutku. Po chwili czuje tylko silne uderzenie. Już wie że zostanie jej po tym siniak. A może coś więcej ?? może tym razem znowu poleje się krew?? Bez znaczenia. Już to przerabiała. Upada na miękki dywan. Słyszy kolejne zdania wypowiedziane bez powody. Zaczyna spadać. Paranoja. Szaleństwo. Bunt kolorów których nie widzi. Ona tego nie chce. Sen?? Raczej chora przeszłość.
Serce Merc zaczęło walić coraz szybciej. Niespokojnie opuszkami palców przewróciła parę stron. Energicznie otwarła oczy i przeczytała pierwsze ze zdań. „ dziś dotknął mojej twarzy. On ma takie delikatne ręce. Przy nim niebo naprawdę jest błękitne. Przy nim nigdy nie stopi się z morzem. Uwielbiam kiedy mówi. Jego słowa SA lekkie jak pierze. Ale to które buduje skrzydła aniołów. Czy to co pisze brzmi dziecinnie?? Może... przecież znowu wolno mi być dzieckiem. Mimo osiemnastu lat. Jednak nie powiem mu co czuje. Nie mogę. To zbyt wcześnie ... „. Czarnowłosa spojrzała lekko na Billa. uśmiechnęła się szeroko. Później jeszcze na moment wróciła do pamiętnika przy przeczytać ostatnie zdanie na akurat otwartej stronie „ Boże ... anioł się odnalazł ”
Czarnowłosa ułożyła się wygodnie obok Billa. Spał słodko. Poczuła dziwny chłód wędrujący po jej kręgosłupie w dół. Po chwili jednak szczupła i długa ręka owinęła ja w pasie a jej ciało ogarnęła fala gorąca. Był przy niej. To wystarczyło. Zamknęła oczy i pozwoliła sobie zasnąć.
Rano ze snu wyrwały ja hałasy. Zbiegłą szybko na dół. Gdy znalazła się już w kuchni nagle wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- co wy tu robicie?? – zapytała się w końcu
- yyyyyyy – Houston strzelił swój sławny uśmiech nr 5
- śniadanie – oświadczył jej brudny od maki i niewiadomo czego jeszcze Dziki
- dobra, dobra – uspokoiła wszystkich Ania stojąca miedzy chłopakami – zaraz wszystko opanujemy – puściła oczko Merc
Po 30 minutach starań całej czwórki na stole wylądowało coś co w jakimś stopniu przypomniało jedzenie. Ponieważ zapach był całkiem przyjemny nie trzeba było długo czekać na zjawienie się reszty ekipy.
- o a twój Książe jeszcze śpi – zaśmiała się Ania zwracając uwagę na brak Billa
- tak idź go obudź pocałunkiem – wyszczerzył się Tom
- lepiej nie bo się jeszcze w żabę zamieni – zaśmiała się Gustav
- o cześć – czarnowłosy objął swoją dziewczynę i delikatnie pocałował ja w policzek
- oooooooooooooooo – Dziki i Houston zawyli
- więc to ten – starszy nie spuszczał oczy z chłopaka
- hmmm może by tak ... – Dziki zaczął poruszać brwiami
- nawet o tym nie myśl!! – siostra go skarciła.
Kiedy jedzenie ze stołu już zniknęło a zmuszeni chłopacy wreszcie pozmywali Merc opadła z Anią na sofę w salonie.
- nasi zaraz jadą na próbę – smutno powiedziała blondynka spoglądając na zegarek
- nooo Bill znowu wróci w środku nocy ... – zasmuciła się czarna
- dobra my będziemy spadać – rzucił Tom wpadając z chłopakami jak burza do pokoju
- pa skarbie – Bill pocałował Merc – aaa możesz mi powiedzieć o co chodziło twoim bracią przy śniadaniu
- a bo oni cię chcieli przetestować – powiedziała beznamiętnie
- co???????? – chłopak aż usiadł
- jeszcze w Polsce oni zawsze testowali wszystkich chłopaków Igi
- tzn co im robili?? – zaciekawił się Tom
- dużo mieli swoich „testów” , ale najgorzej miał Gracjan – dziewczyna kontynuowała widząc pytające miny - biedak do dzisiaj sika na siedząco – spokojnie zakończyła
- aha... – czarny przełknął ślinę
- ale spokojnie – potargała mu czuprynę – moich nigdy nie testowali
- dlaczego?? – spytał Gustav
- bo ja kiedyś przetestowałam ich dziewczyny , było łatwo bo to były siostry
- i co teraz sikają na stojąco ?? – zaśmiał się Georg
- nie wiem... nie widziałam ich odkąd wylądowały w domu dla obłąkanych....
- ehh – Bill westchnął – dobra my lecimy
- kiedy wrócicie?? – Ania złapała Gucia za rękaw
- coś ok. 21 może – odpowiedziała i wraz z reszta zespołu opuścił dom.
- co robimy?? – spytała czarna
- a co powiesz na małe zakupy ?? – Ania puściła swój znany u śmieszek
- no ba !! – przyjaciółka się uśmiechnęła i obie wybiegły do centrum handlowego. Chodziły po nim dobre parę godzin. W końcu zmęczone usiadły na jednej z ławek z ogromnymi lodami.
- o kurwa!!! – krzyknęła Merc
- co jest?? – spytała blondynka ale w tym momencie jej przyjaciółka stała już w pobliskim kiosku i cos kupowała. – ejj co się stało?? – Ania podbiegła i zauważyła że czarna trzyma w rękach gazetę
- sama zobacz – pokazała jej ogromny napis na pierwszej stronie który brzmiał : „BILL Z TOKIO HOTEL MA DZIEWCZYNĘ !!!”
...




komentarze [42]

PART 93 => NA BEZDECHU... >> środa, 2 sierpnia 2006 10:35:37
komentarze [87]

EHH A WIĘC TYM RAZEM MÓJ WSTĘP PWOINIEN BYC NIECO DŁUŻSZY. NALEZY SIĘ WAM ABYM W KOŃCU DODAŁA COŚ OD SIEBIE. MAM WRAZENIE ŻE MOJE POPRZEDNIE WSTĘPY OSATNIO BYŁY BARDZO SUCHE...NIE WIEM DLACZEGO, 5 MINUT PRZED DODANIEM NOTKI MIAŁAM TYSIACE MYSLI, ALE GDY SIĘ ZA TO ZABIERAŁAM...PUSTKA...POPROSTU PUSTKA...OGARNEŁA MOJA DUSZĘ JAK SZALONA... DLACZEGO?? BO POPEŁNIŁAM O JEDNE BŁAD ZA DUŻÓ...POSUNĘŁAM SIĘ O JEDEN KROK ZA DALEKO...A TERAZ?? TERAZ TONĘ WE WŁASNEJ BEZNADZIEI... WIEM ZASŁUŻYŁAM I CHODŹ KAZDY JEST CZŁOWIEKIEM TO TEGO MOŻNA BYŁO UNIKNĄC...NO CUŻ...
DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM ZA SZALENIE PIĘNE KOMETARZE!!! BARDZO SIĘ CIESZĘ ŻE CORAZ WIĘCEJ NOWYCH OSÓB CZYTA TO OPO!!! JESTESCIE WSPANIALI!!!! NAWET NIE WIECE ILE WASZE SŁOWA DLA MNIE ZNACZA....I CHCOIAŻ NIE ZAWSZE DZIĘKUJĘ WAM TAK JAK POWINAMM...TO PAMIETAJCIE - MACIE SWOJEGO NAIOŁA STRUZA KTÓRY CO NOC OWIJA WAS SWOIMI SKRZYDLAMI ABY NIC SIĘ WAM NIE STAŁO A WDZIEŃ PROWADZI ZA REKE...BAJKA?? MOŻE ALE JA W TO WIERZE...A WY??
AHA I ZACZĘŁAM PISĄC KOLEJNE OPOWIADANIE :)) JEST JEDNAK INNE NIZ TO...BARDZIEJ PERWERSYJNE...MOŻE NIECO SMUTNIEJSZE ALE TEZ O WALCE... I BEDZIE W NIM WIĘCEJ SEXU A WIEM ŻE WIELU Z WAS TO LUBI :) AHA I NIE JEST O TH ALE BOCHATEROWIE SA PODOBNI...ZREZSTA ZAPRASZAM ... ADRES PODAJE NA KOŃCU NOTKI PAPAP:*:*:*:

*************************************

Jej serce zaczęło wybijać coraz to szybszy rytm. Strach?? Chyba nie. U niej górę zawsze brała ciekawość. Jednak kiedy ręce ściśle zaciśnięte na jej twarzy nie odpuszczały zaczęła się denerwować. Co robić?? Krzyk nie wchodził w grę. Przecież zasłonili jej usta. Pozostało jej dokładnie się zastanowić nad tym kto to może być. Tom i Bill odpadali. Może Gustav?? Przecież uwielbiał robić kawały. Tak to na pewno on. Starała się uspokajać sama siebie. Georg miał wyjechać z samego rana. A może chciał się pożegnać?? Nie, było już popołudnie.
- cześć wam – usłyszała wesołe powitanie Ani dochodzące z dołu domu
- o Bill się ubiera, musiało być ciekawie hahah – tym razem po parterze i piętrze rozbrzmiał śmiech Gustawa.
Merc zamarła.
- część!! – rzucił Bill – idę po Merc czekajcie – oświadczył im i zaczął wbiegać po schodach
Nie wiedziała co ma robić. Świat dookoła niej zaczął się kręcić. Przed oczami ogromna czarna plama zaczęła zamieniać się w stado wirujących kolorów. Piękne?? Nie. Raczej wyimaginowane. Coś co tak naprawdę nie istniało. Pragnienie iluzji?? Nie. Raczej krok desperacji.
Poczuła że dłonie na jej twarzy lekko się poluźniły. Widocznie oprawcy zostali zdezorientowani przez rozmowę jej przyjaciół. „teraz albo nigdy” pomyślała. Odrzuciła dwie ręce i obróciła się do nieznajomych przodem.
Poczuła że jakaś siła ja sparaliżowała i wmurowała w podłogę.
- Aniołku... – drzwi otwarł czarnowłosy. Jego oczom ukazała najpierw jego dziewczyna zapatrzona w dwóch bardzo wysokich i szczupłych chłopaków. Jeden z nich miał kruczo czarne włosy i czarna szeroka bluzę, drugi natomiast ciemne blond włosy i zielona kurtkę. – kto to?? – spytał zdezorientowaną dziewczynę
- yyyyy... – otwarła usta ale nie wiedziała co powiedzieć – to jest Dziki wskazała na czarnego – a to Houston – pokazała drugiego
- aha... – przytaknął – czyli??
- moi bracia.... – kiedy to mówiła można było wyczuć że sama do końca w to nie wierzy. Ostatni raz widziała ich kiedy była w Polsce czyli pół roku temu. Nie zmienili się. Jednak nie spodziewała się że wpadną z wizytą.. po chwili jednak się ocknęła i zaprosiła ich na dół. Kiedy dołączył do nich Tom wspólnie z Ania i Gustawem zjedli śniadanie najedzeni udali się do salonu.
- dobra no to gadajcie co nawywijaliście?? – zaczęła bez owijania w bawełnę
- wiesz co!! – krzyknął Dziki – jak możesz tak mówić!!
- no właśnie my przyjechaliśmy odwiedzić ukochaną siostrzyczkę a ty od razu z takim tekstem !! – dokończył Houston i udali obrażonych
- musiała bym was nie znać!! – uśmiechnęła się ironicznie
- ej Merc ale może oni mówią prawdę – zauważyła Ania
- tak jasne.... jak wyjechałam kiedys na rok do Niemiec to wysłali list do prezydenta żeby dzień mojego wyjazdu uczynić świętem narodowym – po tej historii wszyscy wybuchnęli niepohamowanym śmiechem prósząc o więcej szczegółów. W końcu bracia opowiedzieli całe wydarzenie. Kiedy śmiech został opanowany czarnowłosa na nowo zaczęła wiercić – niech zgadnę Wuja Zbychu?? – spojrzała na nich takim wzrokiem że obaj się zlękli
- tak – powiedzieli jednocześnie
- znowu zrobiliście coś Puci??
- komu?? – spytał Tom
- Pucia to jest suczka tzn pies...ukochany pies wuja
- taaa zajebisty pudelek – podsumował Dziki a Houston go szturchnął
- nie no co ty – kontynuował blondyn – do niej nie mamy dostępu od 3 miesięcy bo wuja załatwił nakaz sądowy...
- a więc znowu przemalowaliście mu dom na różowo?? – spytała
- nie
- gorzej – spuścili głowy
- to ja już nie wiem – poddała się
- wysadziliśmy w powietrze jego garaż....
- co???????????? Ukochany garaż wuja Zbycha? – dziewczynę po raz kolejny wmurowało
- no wiec stwierdziliśmy że skoro i tak za parę dni cała rodzinka zwali się tutaj na święta to po prostu przyjedziemy trochę wcześniej i pozwolimy mu ochłonąć, a że....
- wróć, wróć... przerwała im – jak to cała rodzina?? Rodzice też??
- no tez... – na te słowa Merc pobladła. Chciała cos powiedzieć ale przerwał jej sygnał telefonu. To była komórka Billa. odebrał i odszedł na bok.
- aniołku ja musze lecieć pomóc Gabi w studiu trzymaj się – dał jej buziaka – wrócę późno więc nie czekaj na mnie. – rzucił na koniec i wyszedł z domu. Przecież wiedział że i tak będzie czekać. Nie mogła sobie pozwolić na to aby zasnąć nie mając pewności że on jest obok.
Na szczęście teraz nie było czasu aby myśleć. Max wracał za parę dni więc cały dom był na jej głowie. Oczywiście przyjaciele jej pomagali. Jednak jej bracia nie byli łatwymi dziećmi. Hmmm dzieci to dobre słowo. Mieli po 19 i 20 lat a zachowywali się jak 7 latkowie. Maż trudno uwierzyć że szczupła czarnowłosa dziewczyna biła ich kiedyś na głowie w robieniu głupot. I teraz nie specjalnie się zmieniła. Tylko ze życie się zmieniło. Na całe szczęście bo ktoś z nich wszystkich musiał sobie poradzić z bałaganem panującym w domu. Cały dzień upłynął na śmiesznych historiach, wspominaniu i jedzeniu. Wieczorem Ania i Gustav wrócili do siebie. Tom szybko zasnął zmęczony gra w ganianego z braćmi Merc. Z nimi tez nie było większego problemu. Przez chwile tylko dało się słyszeć jak wariują w pokoju gościnnym. A później już tylko cisza. Błoga, cudowna cisza której tak pragnęła i której jednocześnie tak bardzo nienawidziła. Teraz mogła zupełnie oddać się myślała. Nachodziły ja każdej nocy. Zawsze gdy na niego czekała zadając sobie pytanie „czy tym razem nie wróci na noc??”. Wiedziała że miał zobowiązania. Kochał swój zespół. Żył nim. Już dawno się do tego przyzwyczaiła.
Zegar wskazywał 2.30 w nocy
- późno – szepnęła sama do siebie. Podeszła do tarasowego okna w salonie. Rzuciła jeszcze okiem na kominek przypominając sobie poprzednia noc. Uśmiechnęła się lekko. Później widziała już tylko granatowe niebo pokryte prawie czarnymi chmurami. Oznaka kolejnej zbliżającej się ulewy. I do tego ani jednej gwiazdy. Żadnej świecącej perełki. Tak e uwielbiała. Zamknęła oczy i oparła się o parapet. Pozwoliła sobie zatopić się w myślach.
„a więc rodzice przyjeżdżają” – przemknęło jej przez głowę. Dlaczego bała się tego tak bardzo?? Przecież koszmar który kiedyś przez nich przeszła już dawno się skończył. Zostawiła go za zamkniętymi drzwiami. Wiedziała że tutaj nic jej nie grozi. A może to był strach przed faktem iż jej przyjaciele wreszcie ich poznają?? Chyba jednak nie. Wiedziała że może na nich liczyć. Oni kochali ją i nikt nie był wstanie tego zniszczyć. A więc co?? Próbowała sobie odpowiedzieć na nurtujące ja pytanie. Nie musiała długo czekać. Cofnęła się w przemyśleniach parę nocy wstecz. Jak zawsze czekała na Billa do późna. Kiedy przyszedł zmęczeni zasnęli w lekkim objęciu. I wtedy zaczęła śnić. Śniła jedne z największych koszmarów w swoim życiu. Nie poskładane i wyrwane z konteksty wydarzenia powoli zmieniały się w przerażającą całość. Jedna chwila. Parę pozornie nic nie znaczących sekund. Słowa który raniły jak sztylety. Kilka uronionych łez, zmieniających się w czerwone krople krwi. Purpura wypełniające bolącą dusze. Bezsilność. Brak oddechu. Śmierć.
Tak w skrócie można była opisać uczucia towarzyszące obrazom z jej snu. Dokładnie pamiętała dwie postacie rodziców wkraczających bez skrupułów w jej życie. I jedna decyzja która spowodowała śmierć. Śmierć ogromnej miłości. Ból i rozstanie. Tylko to pozostało po nastolatkach których dzieliły setki kilometrów. W jej głowie zaczęły się układać kolejne wersy czekom co żyźniej ośmielała nazywać się wierszem.

HUK TŁUCZONEGO SZKŁA
KRZYK WŚRÓD SŁONEGO WIATRU
TYM RAZEM NIEBO MIAŁO SWÓJ KONIEC
BŁAGAM
NA DARMO
SAMA WŚRÓD CZARNEJ ODCHŁANI
NIE PŁACZĘ
BO NIE UMIEM
NIE KRZYCZĘ
BO NIE MOGĘ
NIE ODDYCHAM
BO NIE CHCĘ

MAGIA STAREJ FOTOGRAFI
WSPONIENIA KTÓRE KRWAWIĄ
TYSIĄCE ŁEZ

GDY SIĘ BUDZĘ CIEBIE OBOK NIE MA
A WSZYSTKO CO ZOSTAŁO TO RESZTKI MAŻEŃ

WCZORAJ DOTKNĘŁAM SKRZYDEŁ ANIOŁA
DZIŚ CAŁUJE NA DOBRANOC DIABŁA

GDZIE JESTEŚ??
GDZIE TWÓJ USMIECH
TWOJE SŁOWA
MIĘKKA SKÓRA
PRZYSPIESZONY ODDECH...

KOCHAM...
WIESZ??
ZAWSZE WIEDZIAŁES
BYŁEŚ

A TERAZ??
ROZPADAM SIĘ NA KAWAŁKI
MNIE NIE MA

MOŻE GDY DZIŚ ZASNĘ JUTRO BĘDZIEMY RAZEM??

DOBRANOC....

Po jej delikatnym i gładkim policzku spłynęła srebrzysta łza. Delikatna i niewinna. Zupełnie samotna. Kiedy wyschła pozostawiła po sobie tylko niemiłe uczucie naciągniętej skóry.
- kochanie jeszcze nie śpisz ?? – usłyszała cichy szept czując jednocześnie w prawym uchu podmuch ciepłego powietrza. To on. Bez wątpliwości. Ten głos. Jego dotyk.
- czekałam na ciebie – również szepnęła. Przyjrzała się mu uważnie. Był zmęczony. – chodź spać – pociągnęła go za lewą dłoń w kierunku schodów. Spojrzała na zegarek. Już prawie 5 rano. Późno wrócił. Dawno tak nie wracał. „trudno” – pomyślała. Sama się na to zgodziła.
Weszli na górę. Bill wziął prysznic i po chwili jego ciało spoczęło w białej pościeli.
- chodź do mnie – wyciągnął rękę w kierunku siedzącej na parapecie czarnowłosej dziewczyny
- już... – uśmiechnęła się do niego i skończyła zapisywać słowa wiersza w starym pamiętniku.
Kiedy podeszła chłopak już słodko spał. Musiał być naprawdę wykończony. A ona?? Kto się przejmował tym czy była zmęczona?? Nikt. Ale nie miała do nikogo tez żalu. Bo po co?? Było dobrze tak jak było. W końcu czuła się kochana. Podeszła bliżej i się nad nim nachyliła. Pozwoliła sobie musnąć usta Billa swoimi. Lekkim pocałunkiem niby muśnięciem skrzydeł anioła oddała całe swoje serce tej jednej osobie.
- gdyby mi cię zabrali , przestała bym oddychać – szepnęła cicho i już miała się położyć gdy nagle usłyszała dobiegające z dołu hałasy.
...

*******************

zapraszam na moje nowe opo ---- www.rumba-i-tancereczka.mylog.pl
komentarze [87]

PART 92 => GORĄCA CZEKOLADA >> piątek, 21 lipica 2006 13:51:36
komentarze [53]

EHH NO KOCHANIE JESTEM JESTEM :) WIEM ŻE OSTATNIO NIE ROZPISUJE SIĘ WE WSTĘPACH ALE UWARZAM ŻE NIE MA TAKIEJ POTRZEBY NO BO CO JA WAS BĘDE ZANUDZAC :) W KAZYDM RAZIE OSTATNIO W MOIM ZYCIU WYDAZYŁA SIE MAŁA TRAGEDIA DO KTÓREJ SAMA DOPUŚCIŁAM I NADAL ODCZUWAM JEJ SKUTKI... MIMO WSZYSTKO NAPISAŁAM NOTKĘ I TO DŁUŻSZĄ MOZE CHOCIAŻ W TEN SPOSÓB WAM PODZIĘKUJE ZA TO CO DLA MNIE ROBICIE!!! BIG BUSKA DLA WA :***

***********

Serce Merc biło jak szalone. Bez chwili wytchnienia z każdym uderzeniem czuła jak narastał ból jej styranej duszy. Dokładnie 13 lat temu tak jak teraz stał przed nią wysoki mężczyzna w białym fartuchu. Patrzył na nią szarymi oczyma dookoła których rysowały się wyraźne zmarszczki. Kiedy ten cały koszmar się skończył a ona jak wszyscy jej rówieśnicy poszła do szkoły zaczęła wmawiać bliskim że niewiele z tego pamięta. Ale to było kłamstwo. W jej głowie zachowały się nawet najmniejsze wspomnienia jak obrazki wyrysowane gdzieś po omacku w starym zeszycie. Każde ukłucie pozornie maleńkiej igły , każdy pukiel włosów który zostawał w jej rękach i chemioterapia po której zawsze wymiotowała. Niby abstrakcja , cos co dawno zostawiła za sobą cos za czym zamknęła drzwi a jednak co roku tej samej nocy śnił jej się ten sam koszmar. Biały pokój ze szpitalnym łóżkiem i duża kroplówka przy lewej ręce. Więc dlaczego tym razem nic jej się nie śniło?? Czy naprawdę żyjąc w nowym świecie mogła uwolnić się od koszmarów z przeszłości?? A co z błędami które popełniła?? One miały iść z nią już do końca. A teraz nagle okazało się ż to szczupłe ciało przy którym zasypiała każde nocy tak po prostu odsuwało od niej przeszłość. Te dwie smukłe dłonie odganiały wszystkie koszmary. I chociaż nie zawsze był przy niej i nie zawsze mogli się przytulać i całować bo musieli ukrywać własną miłość to właśnie teraz on był obok. Zawsze wybaczała mu kiedy wracał do domu nad ranem, wtedy tylko lekko otwierała oczy gdy delikatnie całował je policzek aby rano po przebudzeniu zobaczyć że już go nie ma. Rozumiała kiedy na pytania reporterów o dziewczynę odpowiadał że jest singlem. Ale teraz potrzebowała go jak nigdy. Teraz miał być jej podporom i nie mógł dopuścić do tego aby ktokolwiek zabronił jej tańczyć. Po prostu nie było mu wolno.
- muszę przyznać – zaczął lekarz – że twój przypadek nie był zwykłym zwichnięciem stawo o czym sama się dobrze przekonałaś – tutaj zrobił krótka przerwę aby wciągnąć powietrze do niemłodych już płuc – jednak bardzo mnie zaskoczyłaś tak szybko wracając do zdrowia i....
- dobra, dobra – przerwała mu rozgorączkowana – ja chce tylko wiedzieć co z moim tańcem – nie chciała wracać więcej myślami d bólu i do całej tej kontuzji, miała nadzieje że za minutę zamknie za tym wszystkim drzwi pozostawiając to w tyle
- I... – podkreślił pierwszą literę – dlatego po bacznej obserwacji i jednoczesnej konsultacji ze specjalistami mogę ci zagwarantować że już niedługo będziesz tańczyć tak jak przed kontuzją – w tym momencie Merc rzuciła się na szyję Billa. Uściskała go tak jakby nie widzieli się co najmniej pół roku. Biednemu chłopakowi o mało nie został odcięty tlen. Jednak mimo to czarnowłosego rozpierała radość. Czuł że jego dziewczyna jest naprawdę szczęśliwa. Jej serce nadal waliło jak oszalałe ale nie były to nerwowe uderzenia spowodowane falą nadchodzących pytań, jej dłonie nie były już oblane potem wywołanym przez pulsującą żyłkę na czole. Ona naprawdę była szczęśliwa. Czuła jakby ktoś dał jej jeszcze jedna szanse. Taka którą dostała 11 lat temu dowiadując się że jej rak po prostu zniknął. Mogła zacząć wszystko od nowa. Spojrzała na Billa. Wpatrując się w jego piękne oczy które przybrały teraz kolor gorącej i ciemnej czekolady. Zrozumiała że nie wszystko chce zmieniać.
Mężczyzna w białym fartuchu przyglądał się tylko parze nastolatków a pod jego ogromnym nosem pojawił się malutki grymas który przypominał delikatny uśmiech. Tak kto by pomyślał że on – ten który nigdy nie umiał nawet udawać że się uśmiecha. To właśnie jemu nie wolno było wierzyć w cuda. Przecież był lekarzem. A mimo tego teraz po jego głowie krążyła jedna myśl „ a może cuda naprawdę się spełniają??”
Młodzi dostali jeszcze parę rad co do kontuzjowanego kolana i radośni opuścili gabinet. Po chwili w całym szpitalu było słychać głośne okrzyki szczęśliwych przyjaciół.
Wieczorem w domu Maxa panowała niespotykana dotąd cisza. Niebo było zupełnie czarne a cała zieleń która niegdyś oplatała dom z każdych stron była zszarzała i prawie niewidoczna. Zima nadchodziła coraz większymi krokami. Chłodny wiatr który szastał opadłymi liśćmi jak mu się podobało nie miał jednak wstępu do fortecy będącej właśnie oazą spokoju. Czasem tylko o sobie przypominał uderzając z większą siłą konarami drzew o szyby w oknach. Na piętrze nie było nikogo. Wszyscy prócz bliźniaków i Merc wrócili do swoich domów. Ania z Gustawem oglądali właśnie film u chłopaka w domu, a Tom Georg Alex i Gabi bawili się na dyskotece, natomiast Zapiekanka z Muszką urozmaicały sobie czas na basenie.
Na parterze panował półmrok. Tył domu zupełnie pochłaniała ciemność natomiast z salonu bił przyjemny i ciepły blask wydobywający się z rozpalonego kominka. Tylko kuchnie rozświetlał blask elektrycznej żarówki. Dziewczyna o długich czarnych włosach stała właśnie przy blacie i zalewała wrzątkiem dwa czerwone kubki stojące obok siebie. Po chwili poczuła na swojej szyi ciepły i powolny oddech który momentalnie zmienił się w lekko wilgotne delikatne pocałunki.
- mmmmm ... – zamruczała niczym małą kotka i trzymając w dłoniach owe dwa kubki obróciła się do sprawcy przodem – marzyłam o gorącej czekoladzie – podała chłopakowi jeden z kubków natomiast w drugim umoczyła pełne i miękkie usta. Czarnowłosy bez słów skosztował napoju nie odrywając od niej wzroku. – przestań – zaśmiała się
- co mam przestać?? – spytał zdziwiony i odłożył swoją czekoladę na blat za jej plecami
- patrzeć się tak na mnie... to mnie peszy - udała focha jednak po chwili znowu wybuchnęła śmiechem. Kiedy przestała chłopak zaczął się szeroko uśmiechać.
- no co?? – zdziwiła się
- jesteś brudna od czekolady... – pokazał na jej usta
- gdzie?? – spytała próbując je oblizać. Bill wyjął z jej dłoni kubek i postawił go obok swojego po czym zbliżył się do niej maksymalnie blisko i lekko pochylił. Jego usta bez pospiechy zmierzały w kierunku jej warg. Po chwili wysunął leciutko język i delikatnie zlizał z nich dwie ciemne kropelki jeszcze ciepłej czekolady.
- tutaj – szepnął po czym dziewczyna łapczywie wpiła się w jego spragnione pocałunków usta. Dawno nie czuła się tak błogo i swobodnie za razem. Jednak mimo to nie wsunęła tam swojego języka. Nie chciała. Jeszcze nie teraz. teraz. muskała go wargami tak że gdy zamykał oczy miał wrażenie ż ta przyjemność sprawiają mu skrzydła pięknego i kolorowego motyla. – chodź – powiedział cicho i chwycił ją za rękę ciągnąc leciutko w stronę salonu. Zgasił ostatnie sztuczne światło w domu i wprowadził ją do olbrzymiego pokoju. Już dawno nie widziała tyle piękna, harmonii, ciepła i ognia naraz. To było zjawiskowe. Meble były dokładnie przesunięte w głąb pokoju gdzie światło z kominka i porozkładanych dookoła świec ledwo dochodziło. Na podłodze wyłożonej drewnianymi panelami leżał ogromny biały koc imitujący sierść niedźwiedzia polarnego. Puszysty i miękki zachęcał do spoczynku.
- zaczekaj – Merc wyciągnęła swoją dłoń z ręki Billa i cofając się do komody przy drzwiach. Chwyciła mały srebrny kluczyk który leżał zawsze pod wazonem suszonych kwiatów. Zgrabnym i szybkim ruchem zamknęła nim drzwi. To tak na wszelki wypadek gdyby Tom wrócił za wcześnie albo gdyby Maxowi nagle zachciało się nocować w domu. Odłożyła klucz na swoje miejsce i rozejrzała się badawczo. Duże tarasowe okno zakrywały długie i grube, purpurowe zasłony które dodawały całemu klimatowi tajemniczości. W tle leciała wolna muzyka przypominająca taka puszczaną jeszcze z gramofonów.
Czarnowłosy podszedł i podał jej kieliszek grzanego wina. Po chwili puste szklane naczynia stały już na komodzie.
- kocham cię... – szepnął chłopak i lekkim lecz zdecydowanym ruchem położył dziewczynę na kocu. Miała na sobie obcisłe dresowe spodnie i trochę za szeroką ale jednocześnie przykrótkawą czarną bluzę pod kolor dolnej części garderoby. Zawsze tak sypiała w chłodne dni. Czarnowłosy wiedział jednak co kryło się pod tym niepozornym ubraniem. Za każdym razem gdy się choć minimalnie schylała było widać koronkowe czerwone springi a bluza opadająca na jedno ramie odsłaniała ramiączko ukazując iż stanik jest od kompletu. On miała natomiast na sobie jeszcze podarte gdzie niegdzie dżinsy i czarną koszulkę z krótkim rękawem. Oboje mieli bose stopy.
Zaczęli się całować. Najpierw powoli i delikatnie. Z czasem jednak stawali się coraz bardziej namiętni. Czuli jakby to miał być ich pierwszy raz. Cudowny i idealny. Bez pospiechu. Przecież to dla nich wskazówki wszystkich zegarów świata się zatrzymały. Na ten jedne moment po raz kolejny czas stanął w miejscu. Ich ręce ślepo błądziły po spragnionych dotyku ciałach. Ich westchnienia mówiły „ chce jeszcze”. Nie pozostawali sobie dłużni. Czarnowłosa leżąc na plecach zdjęła koszulkę chłopaka i rzuciła w kąt. Jej ręce łapczywie dotykały jego torsu. On zaczął schodzić z pocałunkami coraz niżej. Po chwili jej bluza podzieliła los koszulki. Gdy ujrzał seksowny koronkowy stanik o kolorze tak namiętnym i gorącym jak jej ciało poczuł ogromny napływ energii. Całował jej dekolt podczas gdy ta delikatnie wsuwała ręce w jego bokserki. Aby to sobie ułatwi odpięła najpierw czarny pasek a następnie rozporek. W odpowiedzi zdjął z niej spodnie aby móc ujrzeć lezącą tylko w samej bieliźnie. Spojrzał na nią z góry. Wsunęła dłoń głębiej pod jego bokserki i przygryzła lekko dolną wargę. Pochylił się ponownie i zaczął całować jej dekolt. Była rozpalona. Wino które wypiła przyjemnie szumiało w jej głowie. Odpiął jej stanik. Wsadziła ręce jeszcze dalej i poczuła jego twarda męskość. Podniecił się czuła to. Jednak nie chciała brac do ręki. Po prostu delikatnie pieściła go koniuszkami palców co doprowadzało Billa do szaleństwa. Ten zaś zaczął lizać okolice jej sutków. Miała nabrzmiałe piersi. Gdy dotarł wreszcie językiem do jednego z nich poczuł że jest bardzo twardy. Bez namysłu wziął go do ust i zaczął delikatnie ssać. Gdy dziewczyna poczuła jego kolczyk nie wytrzymała i wydała z siebie cichy jęk. Jego druga ręka wędrowała w okolicach jej podbrzusza. W końcu dotarła na przeszkodę w postaci stringów. Nie zdjął ich jednak. Zaczął masować ich zawartość ruchami w górę i w dół. Nie naciskał ale pozwalał aby czuła kto jest mężczyzną. Czuła. Z każdą sekunda stawała się coraz bardziej wilgotna. Postanowiła przejąć kontrolę nad kochankiem. Sprawnym ruchem pozbawiła go spodni jednocześnie położyła pod sobą. Zaczęła lizać i całować jego klatkę piersiową. Gdy napotkała na lewego sutka postanowiła zrobić mu to co on jej przed chwila. Spodobało mu się. Mimo tego przerwała tą czynność aby udać się za pomocą pocałunków jeszcze niżej. Gdy znalazła się przy granicy jego bielizny jej język zaczął wariować. Pozbawiła go bokserów. Przejechała ręka po jego męskości a on przyciągnął ją do siebie i czule pocałował w usta. Znowu zaczął się namiętny taniec ich języków. Przewrócił dziewczynę z powrotem na plecy. Od razu skierował twarz ku ostatniej części garderoby jakiej na sobie miała. Za pomocą zębów pozbawił ja czerwonych stringów. Zauważył że eksplodowała w tym momencie niczym wulkan. Zbliżył usta do jej warg sromowych i pozostawił na nich lekki i przyjemny pocałunek. Merc pisnęła z rozkoszy. Była rozpalona i gorąca. Czuła że za chwile wybuchnie. Czekała na to od dawna. Tu nie chodziło tylko o parę uniesień. Tu się liczył fakt że za moment staną się jednym ciałem. Będą jedną osobą. Piękną i idealną jednością. Dziewczyna rozstawiła szeroko nogi i podniosła się do pozycji siedzącej. Pocałowała Billa w usta. Namiętnie i egoistycznie. Chciała wyssać z niego wszystko co tylko mogła. On ułożył ja ponownie na kocu a sam położył się na jej rozgrzanym już do czerwoności ciele. Po ich skroniach spływały krople potu. Żarzący się ogień w kominku tańczył razem z nimi. Chłopak poczuł jej jędrne piersi. Wiedział że to ten moment. Wszedł w nia. Nie miała oporów. Chciała tego. Pragnęła o tym a każdym razem gdy przechodzili obok siebie a jedynymi gestami skierowanymi w swoją stronę były potajemne dotyki dłoni. Poczuła się spełniona. Jej ciało wygięło się w łuk. Krzyknęła. Nie wytrzymała dłużej. Wybuchnęła jak wulkan. Dał jej wszystko o czym mogła marzyc kobieta. On mógł się czuć jak prawdziwy mężczyzna. Kiedy już opuścił „różyczkę” swojej ukochanej pocałował jeszcze raz jej usta i podał swój koszulkę aby ja ubrała sam natomiast nałożył bokserki. I tak zasnęli w swoich objęciach. Znowu wolni od świata zewnętrznego. Zegary ruszyły z miejsca ale oni nadal trwali. Zakochani i wieczni. Piękny obraz który dla innych był tylko w bajkach i marzeniach. Jednak oni nie śnili. Czuli siebie obok. Ich zapachy były identyczne. Ich serca wybijały ten sam rytm. Ich dłonie splatały się jak nierozerwalny węzeł. Tak zasnęli.
Rano kiedy Merc się obudziła Bill jeszcze spał. Wstała delikatnie tak aby go nie budzić. Była niedziela. Ostatni leniwy dzień przed kolejnym ciężkim tygodniem. Zegar na ścianie wskazywał 13.17. długo spali. Byli zmęczeni. Czarnowłosa otwarła drzwi od salonu i udała się na górę. Chciała sprawdzić czy Tom jeszcze śpi i wziąć szybki prysznic. Było tak jak myślała. Dredziaż spał jak zabity.
- musiał nieźle zabalować – pomyślała i uśmiechnęła się nakładając na jego mizerne ciało pościel która musiał rzucić podczas snu. Następnie udała się cichymi krokami do swojego pokoju. Gdy weszła do środka poczuła się nieswojo. Natychmiast otwarła szafę w celu znalezienia ręcznika. Jednak zanim drzwi od drewnianej szafy uchyliły się na tyle dobrze aby mogła cokolwiek zobaczyć jej oczy zakryły dwie męskie dłonie. Trzecia natomiast usta. Nie mogła krzyczeć i nic nie widziała. Nie miała pojęcia kim są dwie postacie które stały za jej plecami.
...

komentarze [53]

Archiwum

Credits